O marnej kondycji finansowej bielskiego Szpitala Pediatrycznego było już głośno kilka razy w ciągu ostatnich lat. Pojawiały się nawet obawy, czy placówka ta przetrwa trudne chwile. Na szczęście dla małych pacjentów, szpital udało się uratować, a emocje wokół niego ucichły. I gdy wydawało się, że nareszcie wszystko idzie w dobrym kierunku, znowu pojawiają się głosy zatroskania o jego przyszłość.
 
                                  Obawy personelu
 
Tym razem obawy - artykułowane między innymi przez pracowników placówki - budzi grudzień 2012 roku, kiedy to, zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 2006 roku, wszystkie placówki medyczne na terenie Polski muszą spełnić rygorystyczne unijne standardy. Aby temu sprostać, większość placówek, w tym także bielski „Pediatryk”, musi zainwestować sporo w swą infrastrukturę.
 
Tymczasem, choć czas ucieka, w „Pediatryku” zbyt wiele się nie dzieje. A przynajmniej nie na tyle dużo, aby można było bez obaw zakładać, że uda się go na czas dostosować do ministerialnych wymogów. Bo jeśli szpital nie zdąży, może się okazać, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie podpisze z nim kontraktu. To zaś oznaczałoby dla „Pediatryka” koniec - martwi się o to - na razie po cichu - personel szpitala. Czy rzeczywiście ma się czego bać?
 
Minister przedłuży
 
Na początek dobra wiadomość. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że minister zdrowia przedłuży o kolejne trzy lata termin, w jakim szpitale mają się do unijnych wymogów dostosować. Czasu więc będzie najprawdopodobniej więcej niż przewidywał czarny scenariusz. Poza tym mają ulec złagodzeniu stawiane szpitalom wymogi, głównie w zakresie przepisów budowlanych.
 
W projekcie nowego rozporządzenia nie określa się już między innymi takich szczegółowych detali, jak liczba łóżek w salach szpitalnych, minimalne wielkości bloków operacyjnych czy wysokości i szerokości poszczególnych pomieszczeń użytkowych. Jest to o tyle ważne, że aby sprostać dotychczas obowiązującym dyrektywom, w wielu placówkach trzeba by dokonać bardzo kosztownych przeróbek. A i tak niektóre z nich - na przykład w budynkach zabytkowych - nie sprostałyby drakońskim unijnym normom.
 
Ale i bez nich w bardzo wielu szpitalach trzeba zmodernizować pomieszczenia i infrastrukturę tak, aby spełnić zliberalizowane wymagania. Nie inaczej jest także w przypadku bielskiego „Pediatryka”, co potwierdza jego główny księgowy Edward Handzlik. Zapewnia jednak, iż dyrekcja szpitala stara się w miarę skromnych możliwości finansowych dostosowywać tę placówkę do unijnych wymogów. Jako przykład podaje niedawno oddany do użytku po kapitalnym remoncie zmodernizowany zespół przyszpitalnych poradni.
 
Milionowe wyzwania
 
Prawdziwe wyzwania dopiero jednak szpital czekają. Aby je zrealizować, potrzeba wielu milionów złotych, a z tym - jak się okazuje - nadal jest krucho.
 
Co dokładnie trzeba jeszcze zrobić, aby „Pediatryk” dogonił Unię i ile by to miało kosztować, jeszcze dokładnie nie wiadomo. Trwa szacowanie i precyzowanie tych potrzeb na wniosek bielskiego starostwa powiatowego, będącego organem założycielem dla Szpitala Pediatrycznego. Jedno jest jednak pewne: pierwszym i najpilniejszym wyzwaniem, jakie czeka szpital w drodze do Unii, jest przeprowadzka w nowe miejsce Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Obecnie oddział ten, jako jedyny, zajmuje pomieszczenia w drugim z budynków szpitalnego kompleksu.
 
Wszystkie inne działają już w jednym miejscu, w głównym gmachu szpitala. Czekają tam także pomieszczenia na OIOM, w lokalu zajmowanym dawniej przez przyszpitalną kuchnię. Aby oddział ten mógł się tam wprowadzić, potrzebny jest kapitalny remont tych pomieszczeń oraz ich adaptacja do nowych potrzeb. A to - jak wstępnie szacowano - wraz z doposażeniem oddziału w nowe urządzenia ma kosztować około 6 mln zł. Szpital liczył, iż pieniądze te uda się pozyskać z unijnych dotacji. Nic z tego jednak nie wyszło. Projekt „Pediatryka” odpadł z rywalizacji o unijne wsparcie.
 
Plan minimum
 
Przeprowadzka i modernizacja OIOM-u jest jednak z kilku względów tak ważnym i priorytetowym dla przyszłości szpitala zadaniem, że nawet bez unijnej kasy dyrekcja placówki oraz starostwo powiatowe zamierzają je zrealizować, i to już w najbliższym czasie. Opracowano nawet plan minimum, który zakłada, że uda się to zrobić - bez zakupu nowych urządzeń medycznych - za 2,5 miliona złotych.
 
 - Mamy zapewnienie starosty, że znajdzie na to fundusze - mówi Edward Handzlik. Skąd starostwo weźmie taką kasę? Tego jeszcze nie wiadomo. Żadne decyzje, w tym finansowe, dotyczące harmonogramu i sposobu przystosowania Szpitala Pediatrycznego do unijnych standardów, jeszcze w starostwie nie zapadły. Najpierw szpital musi bowiem przedstawić swoje szacunki, czyli to, co dokładnie trzeba zrobić i kupić, aby normy unijne spełniał.
 
W każdym razie, jak zapewniła „Kronikę” Lucyna Majewska, szefowa Wydziału Zdrowia bielskiego starostwa powiatowego, przeprowadzka OIOM-u jest obecnie dla powiatu jednym z najważniejszych i najpilniejszych zadań. Uspokaja przy tym wszystkich, którzy obawiają się o przyszłe losy tej placówki, iż starostwo zrobi wszystko, aby szpital ten dalej mógł funkcjonować.
 
Zwłaszcza że już w ostatnich latach zrobiono naprawdę wiele, żeby wyciągnąć go z dołka. A to - zdaniem Lucyny Majewskiej - najlepiej świadczy o tym, jak starostwu zależy na utrzymaniu tej placówki. Co zaś się tyczy pilnie potrzebnych 2,5 mln zł, to nie wykluczyła, że powiat bielski zwróci się o pomoc w tej sprawie do sąsiednich samorządów.
 
Szpital jest co prawda własnością bielskiego powiatu, lecz leczą się w nim także, a może nawet przede wszystkim, mali pacjenci z Bielska-Białej, Żywiecczyzny oraz powiatu cieszyńskiego. Najbliższy szpital pediatryczny jest bowiem dopiero na Górnym Śląsku.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)