Finanse czy spisek?
Od dawna było wiadomo, że bielski Zakład Medycyny Sądowej musi kupić dwa nowoczesne urządzenia, bo bez nich jego działalność będzie bardzo ograniczona. Mimo to urządzeń nie ma do dziś, a przed zakładem rysuje się czarna przyszłość. Czy komuś o to właśnie chodziło?
Zakład Medycyny Sądowej w Bielsku-Białej w czasach województwa bielskiego funkcjonował w strukturze nieistniejącego już od lat Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego, o czym informuje tablica wisząca do dziś na tej medycznej placówce. Potem ZMS został wpisany w strukturę Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej, który podlega bielskiemu starostwu. Przypisanie do dziecięcego szpitala jednostki zajmującej się między innymi sekcjami zwłok na zlecenie prokuratury na pewno nie było trafnym posunięciem, ale nie o to w tej historii chodzi. Sedno sprawy leży bowiem gdzie indziej.
Przestarzała aparatura
Zakład Medycyny Sądowej zajmuje budynek, do którego dojazd prowadzi z ulicy Emilii Plater. Budynek przed laty zaadaptowano - za niemałe środki - do jego obecnej roli. W zakładzie jest laboratorium toksykologiczne, które zajmuje się między innymi wykrywaniem narkotyków w materiale dowodowym dostarczonym przez organy ścigania oraz alkoholu we krwi. Czas teraźniejszy jest tu zresztą nie na miejscu, bo Zakład Medycyny Sądowej w Bielsku-Białej nie wykonuje już badań dotyczących alkoholu i narkotyków. Dlaczego? Bo aparatura, jaką zakład ma na wyposażeniu, potrzebuje odpowiednich odczynników. Tych zaś, z uwagi na nieopłacalność produkcji, już się nie wytwarza. Po prostu, nowoczesne urządzenia do badania obecności alkoholu i narkotyków, jakimi są chromatografy gazowe, wyparły starą aparaturę, a zapotrzebowanie na odczynniki do niej było tak mizerne, że zaniechano ich produkcji.
O tym zagrożeniu w Zakładzie Medycyny Sądowej wiedzieli już dawno temu. I robili co mogli, aby takie dwa urządzenia - jedno do badania narkotyków, a drugie do badania alkoholu - kupiono. Gra była tym bardziej warta świeczki, że taka aparatura umożliwiałaby wykonywanie także innych badań, na przykład sprawdzania, jakie leki i w jakiej ilości połknął pacjent, u którego lekarstwa wywołały niepożądaną reakcję. Tyle że ZMS nie jest jednostką samodzielną, lecz wchodzi w skład struktury Szpitala Pediatrycznego. Do zakupu chromatografów niezbędna więc była zgoda szpitalnych władz. A tej nie było i nie ma do dziś.
Jerzy Brzyski mówi, że nie udało się nawet uzyskać zgody na kupienie chromatografów w drodze leasingu, a więc bez konieczności wykładania od razu około 350 tysięcy złotych (po około 175 tysięcy zł za sztukę). Czyli sprzęt pracując zarabiałby na leasingowe raty i w ten sposób by się spłacał. - A gdyby się okazało - co mówiąc szczerze wydaje się mało prawdopodobne ale jednak jest możliwe - że pieniędzy z badań na raty nie wystarcza, to firma leasingowa po prostu zabrałaby nam tę aparaturę. Czego więc tu się bać? - pyta retorycznie Jerzy Brzyski. I dodaje, że z punktu widzenia Zakładu Medycyny Sądowej sprawa jest naprawdę poważna. Bo wkrótce może się okazać, że pozbawiony możliwości wykonywania badań na obecność alkoholu i narkotyków ZMS przynosi finansowe straty, więc nie ma na co czekać, tylko trzeba tę placówkę zamknąć. I wtedy wszystkie badania wykonywane dotąd przez bielski zakład, będą robić Katowice.
Strach przed stratą
Tymczasem Edward Handzlik, główny księgowy Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej uważa, że sprawa zakupu chromatografów nie wygląda wcale tak różowo. Po pierwsze, prokuratura i policja nie są w stanie dać gwarancji, że zlecanych przez nich badań będzie tak dużo, iż aparatura będzie mogła się spłacić. Może się więc okazać, że publiczna placówka medyczna, jaką jest dziecięcy szpital, kupi coś, co w efekcie przyniesie stratę. Po drugie - zdaniem Edwarda Handzlika - także leasing nie jest tak prostym rozwiązaniem, jak może się wydawać, gdyż podmiot biorący sprzęt w leasing musi na początek wyłożyć pewną część jego wartości. W zależności od umowy - od 10 do 30 procent. I jeśli potem sprzęt nie zarobi na raty, a leasingowa firma go zabierze, to wyłożona na wstępie suma przepada. Podejmując taką decyzję szpital mógłby więc potem narazić się na zarzut zmarnowania publicznych pieniędzy.
Czyżby więc Zakład Medycyny Sądowej był skazany na brak chromatografów? Według Edwarda Handzlika nadzieją są daleko zaawansowane rozmowy z władzami Bielska-Białej na temat kupienia przez miasto jednego chromatografu. Gdyby tak się stało, to wtedy szpital i starostwo znajdą fundusze na drugie takie urządzenie. Decyzja w tej sprawie zapaść może jeszcze pod koniec wakacji.
Drugie dno
Zwolennicy spiskowych teorii dziejów w tej historii bez trudu znajdą drugie dno. Otóż Zakład Medycyny Sądowej leży na małej działce należącej do Szpitala Pediatrycznego. Działkę przed zakładem (patrząc od strony ulicy Emilii Plater) kupił deweloper i kończy tam stawiać budynek wielorodzinny. Teren tuż za ZMS też jest własnością prywatną. Czyli działka z zakładem to samotna wyspa wśród prywatnej własności. Jeśli więc komuś marzy się na przykład ładne osiedle deweloperskie w tej części miasta, to publiczny Zakład Medycyny Sądowej jest mu ewidentną zawalidrogą. Gdyby jednak zakład upadł z uwagi na finansowe straty, to działkę wraz z budynkiem starostwo przypuszczalnie wystawiłoby pod młotek. I wówczas mieszkaniowy plan można by realizować...
Tekst i foto: Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)
Przestarzała aparatura
Zakład Medycyny Sądowej zajmuje budynek, do którego dojazd prowadzi z ulicy Emilii Plater. Budynek przed laty zaadaptowano - za niemałe środki - do jego obecnej roli. W zakładzie jest laboratorium toksykologiczne, które zajmuje się między innymi wykrywaniem narkotyków w materiale dowodowym dostarczonym przez organy ścigania oraz alkoholu we krwi. Czas teraźniejszy jest tu zresztą nie na miejscu, bo Zakład Medycyny Sądowej w Bielsku-Białej nie wykonuje już badań dotyczących alkoholu i narkotyków. Dlaczego? Bo aparatura, jaką zakład ma na wyposażeniu, potrzebuje odpowiednich odczynników. Tych zaś, z uwagi na nieopłacalność produkcji, już się nie wytwarza. Po prostu, nowoczesne urządzenia do badania obecności alkoholu i narkotyków, jakimi są chromatografy gazowe, wyparły starą aparaturę, a zapotrzebowanie na odczynniki do niej było tak mizerne, że zaniechano ich produkcji.
O tym zagrożeniu w Zakładzie Medycyny Sądowej wiedzieli już dawno temu. I robili co mogli, aby takie dwa urządzenia - jedno do badania narkotyków, a drugie do badania alkoholu - kupiono. Gra była tym bardziej warta świeczki, że taka aparatura umożliwiałaby wykonywanie także innych badań, na przykład sprawdzania, jakie leki i w jakiej ilości połknął pacjent, u którego lekarstwa wywołały niepożądaną reakcję. Tyle że ZMS nie jest jednostką samodzielną, lecz wchodzi w skład struktury Szpitala Pediatrycznego. Do zakupu chromatografów niezbędna więc była zgoda szpitalnych władz. A tej nie było i nie ma do dziś.
Słowne popracie
Jak informuje Jerzy Brzyski, konsultant z zakresu medycyny sądowej w bielskim ZMS, sprawa była omawiana na różnych gremiach, w obecności wielu osób. Były specjalne spotkania z przedstawicielami okolicznych prokuratur oraz bielskiej policji, na rzecz których byłyby wykonywane badania chromatografem. I wszyscy uczestnicy tych spotkań zgadzali się, że taki sprzęt jest w Bielsku-Białej potrzebny. Były też spotkania z dyrekcją szpitala oraz z przedstawicielami starostwa. A nawet prośba do prezydenta Bielska-Białej, aby ratusz wyłożył pieniądze na jedno z tych urządzeń. Prośba ta - jak informuje Jerzy Brzyski - spotkała się z ciepłym przyjęciem. Jednak mimo słownych deklaracji poparcia dla pomysłu zakupu tego sprzętu ze strony władz szpitala i starostwa, koniec końców za każdym razem sprawa paliła na panewce. Jerzy Brzyski mówi, że nie udało się nawet uzyskać zgody na kupienie chromatografów w drodze leasingu, a więc bez konieczności wykładania od razu około 350 tysięcy złotych (po około 175 tysięcy zł za sztukę). Czyli sprzęt pracując zarabiałby na leasingowe raty i w ten sposób by się spłacał. - A gdyby się okazało - co mówiąc szczerze wydaje się mało prawdopodobne ale jednak jest możliwe - że pieniędzy z badań na raty nie wystarcza, to firma leasingowa po prostu zabrałaby nam tę aparaturę. Czego więc tu się bać? - pyta retorycznie Jerzy Brzyski. I dodaje, że z punktu widzenia Zakładu Medycyny Sądowej sprawa jest naprawdę poważna. Bo wkrótce może się okazać, że pozbawiony możliwości wykonywania badań na obecność alkoholu i narkotyków ZMS przynosi finansowe straty, więc nie ma na co czekać, tylko trzeba tę placówkę zamknąć. I wtedy wszystkie badania wykonywane dotąd przez bielski zakład, będą robić Katowice.
Strach przed stratą
Tymczasem Edward Handzlik, główny księgowy Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej uważa, że sprawa zakupu chromatografów nie wygląda wcale tak różowo. Po pierwsze, prokuratura i policja nie są w stanie dać gwarancji, że zlecanych przez nich badań będzie tak dużo, iż aparatura będzie mogła się spłacić. Może się więc okazać, że publiczna placówka medyczna, jaką jest dziecięcy szpital, kupi coś, co w efekcie przyniesie stratę. Po drugie - zdaniem Edwarda Handzlika - także leasing nie jest tak prostym rozwiązaniem, jak może się wydawać, gdyż podmiot biorący sprzęt w leasing musi na początek wyłożyć pewną część jego wartości. W zależności od umowy - od 10 do 30 procent. I jeśli potem sprzęt nie zarobi na raty, a leasingowa firma go zabierze, to wyłożona na wstępie suma przepada. Podejmując taką decyzję szpital mógłby więc potem narazić się na zarzut zmarnowania publicznych pieniędzy.
Czyżby więc Zakład Medycyny Sądowej był skazany na brak chromatografów? Według Edwarda Handzlika nadzieją są daleko zaawansowane rozmowy z władzami Bielska-Białej na temat kupienia przez miasto jednego chromatografu. Gdyby tak się stało, to wtedy szpital i starostwo znajdą fundusze na drugie takie urządzenie. Decyzja w tej sprawie zapaść może jeszcze pod koniec wakacji.
Drugie dno
Tekst i foto: Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)
Artykuł wyświetlono 2726 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›