Dzień Dobry na dobry wieczór
Rozmowa z Małgorzatą Stachurą, Janem Stachurą i Piotrem Mireckim z bielskiego zespołu Dzień Dobry
Skąd wzięła się nazwa Waszej grupy? Kto ją wymyślił?
Małgorzata Stachura: - Na początku wspólnej przygody muzycznej długo zastanawialiśmy się nad nazwą zespołu. Chcieliśmy, aby była prosta i szybko zapadała w pamięć. Ktoś powiedział - „Dzień Dobry”, ale propozycja nie zyskała naszej akceptacji. Nowa nazwa musiała się „uleżeć”. Dopiero z czasem się do niej przyzwyczailiśmy.
Ale nie koncertujecie na dzień dobry?
Jan Stachura: - Raczej, nie. Nasz styl sprzyja muzykowaniu o późniejszej porze. Gramy po południu, wieczorami, a czasem występy przedłużają się do godzin porannych (śmiech). W tym znaczeniu, rzeczywiście, gramy na dzień dobry.
Bez prądu, ale z przyjemnością
Zespół Dzień Dobry często koncertuje. Występujecie na imprezach kościelnych, dla harcerzy, w parku zdrojowym, na pikniku rodzinnym. Gracie też „do kotleta”?
Piotr Mirecki: - Nie. Poezja śpiewana nie nadaje się na takie okazje (śmiech). Na koncertach naszego zespołu nie ma miejsca na brzęk kieliszków i talerzy czy biesiadne pokrzykiwanie przy grillu. Niepowtarzalny klimat tworzą zaczarowana publiczność oraz zaczarowani artyści. Nie musimy występować w salach koncertowych. Równie dobrze czujemy się w plenerze, jak choćby podczas niedawnego koncertu przed bielska Sferą.
Sprawy finansowe są w showbiznesie chronione tajemnicą handlową. Ale w przybliżeniu, jaką kwotą musi dysponować organizator, aby móc zaprosić na koncert zespół Dzień Dobry?
J.S.: - Pieniądze nie są najważniejszą przesłanką, którą kierujemy się w naszej pracy artystycznej. Chcemy, aby przynosiła nam radość. Żeby była przyjemnością wynikającą z faktu tworzenia, a nie z kasowania należności. W tajemnicy powiem, że graliśmy już koncerty za 6-8 tys. zł.
Wasza muzyka jest unplugged. To moda czy potrzeba? A może kalkulacja, że organizacja koncertu bez prądu jest mniej kosztowna?
J.S.: - Koncerty unplugged odbywają się na świecie od początku lat 90. Nie jest więc to chwilowa moda, lecz wypróbowany sposób wyrazu artystycznego. Piotrek i ja graliśmy kiedyś na gitarach elektrycznych, a Małgosia - zanim przeszła do nas z zespołu Pure Nature - była basistką. W grupie Dzień Dobry odkryliśmy dla siebie gitary akustyczne. Przekonaliśmy się, że dzięki tej stylistce wspólne muzykowanie może wyzwalać w nas bardzo silne emocje. Dzień Dobry ma swój własny, niepowtarzalny styl, dzięki któremu jesteśmy rozpoznawalni przez słuchaczy.
Album z internetu
Wiosną br. nagraliście swój pierwszy album. Jak sprzedaje się debiutancka płyta?
P.M.: - To jest nasza trzecia płyta. Wcześniej nagraliśmy dwa albumy: z pieśniami wielkopostnymi oraz kolędy. Na razie płytę „Dzień Dobry Panie Marku” można kupić wyłącznie przy okazji naszych koncertów oraz za pośrednictwem internetu. Wydana została próbna seria tego albumu. Obecnie trwają rozmowy z dużymi dystrybutorami ogólnopolskimi. Liczymy, że płytę będzie można kupić w sklepach we wrześniu.
Jak nazywa się styl muzyczny, który uprawiacie?
P.M.: - To, co robimy, nazywamy pozytywną akustyczną falą. Czerpiemy inspiracje z różnych kultur i stylów muzycznych. Mamy bogaty i różnorodny repertuar, w którym jest miejsce dla piosenki poetyckiej, muzykifilmowej czy teżpolskich iświatowych przebojów w zaskakujących,akustycznych aranżacjach. Sukcesywnie piszemy także swoje autorskie kompozycje.
Naprawdę? Przylgnęła do Was etykieta wykonawców piosenek Marka Grechuty...
J.S.: - Dwa lata temu wygraliśmy ogólnopolski festiwal twórczości Marka Grechuty „Korowód” w Krakowie. Nasze pomysły aranżacyjne spodobały się nie tylko jury, ale nawet wdowie po Marku, pani Danucie. Uznaliśmy, że jest to dobry materiał na płytę. Ostatecznie znalazło się na niej dziesięć utworów z repertuaru Grechuty oraz pięć naszych. Muzyka i słowa są dziełem Krzysia Maciejowskiego i Piotrka Mireckiego.
Czy w Bielsku-Białej lub z Bielska-Białej można zrobić ogólnopolską karierę muzyczną?
M.S.: - Jasne. Taką karierę zrobiła Renata Przemyk, a wcześniej Maria Koterbska. Ważne jest to, co masz w głowie i jak mocno się angażujesz w to, co robisz. Miejscowość ma drugorzędne znaczenie.
Kto dziś słucha poezji?
Czy młodzież słucha poezji śpiewanej? Stacje telewizyjne i radiowe lansują przecież zupełnie innych idoli.
P.M.: - Na nasze koncerty przyjeżdża wielu młodych ludzi...
J.S.: - Szczególnie dziewczyn (śmiech).
P.M.: - To prawda, większość publiczności stanowią młode dziewczęta. O koncertach dowiadują się z radia, internetu, rzadziej z gazet. Ale gramy dla wszystkich. Dużym wyzwaniem są dla nas spotkania z przypadkową publicznością, np. na koncercie przed Sferą, gdy część słuchaczy przyszła do nas wprost z zakupów. Cieszymy się, że pozytywna energia, która tkwi w naszych utworach, trafia do wielu osób.
Dokąd wyjeżdżacie na wakacje?
J.S.: - Naszym sposobem na wakacje są obozy indiańskie na Białostocczyźnie. Razem z Małgosią lubimy odpoczynek na łonie natury. Indiańskie stroje, gotowanie na ognisku, noclegi pod namiotem...
P.M.: - Ja natomiast jestem pasjonatem wschodnich sztuk walki. Marzy mi się szkoła przetrwania...
Kiedy wyjazd?
J.S.: - Nieprędko! Szykują nam się pracowite wakacje. W sierpniu mamy kilka koncertów, m.in. w Krakowie, Zamościu i Bukowinie Tatrzańskiej. Będziemy się też przygotowywać do dużego, wspólnego przedsięwzięcia ze słynnym zespołem Anawa. Ale nie chcę mówić o szczegółach, żeby nie zapeszyć.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 4703 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›