Czy ogromne, kilkunastometrowej wysokości drzewo, rosnące w centrum osiedla może zniknąć w ciągu jednej nocy jak kamfora? I to w taki sposób, że nikt z okolicznych mieszkańców nic nie widział i nie słyszał? Ba! Nawet pniak wystający zazwyczaj z ziemi jeszcze długo po wycince gdzieś się ulotnił. Wieczorem drzewo rosło, rano już go tam nie było. Czy to możliwe? Tak! Gdzie? - w Bielsku-Białej! Tak twierdzą osoby, które poinformowały redakcję o tym incydencie.

                                 „Lekarze” wśród drzew
 
Ulica Tenisowa, to niewielka, zabudowana po obu stronach okazałymi willami, boczna uliczka odchodząca od ulicy Pocztowej w bielskiej Olszówce. To przy niej rośnie rząd kilku okazałych starych brzóz, zwanych przez okolicznych mieszkańców, z uwagi na smukłe pnie, brzozowymi palmami. Dla jednych są ozdobą i atrakcją ulicy. Niektórzy twierdzą nawet, że obecność brzóz w pobliżu domostw daje zdrowie i ukojenie ich mieszkańcom. Wszak brzoza, jak dowodzi ludowa tradycja, uchodzi za „lekarza” wśród drzew.
 
Zawalidrogi
 
Dla innych brzozy rosnące przy Tenisowej są zwykłymi zawalidrogami, uniemożliwiającymi parkowanie na poboczu drogi, zasłaniającymi słońce, a jesienią zasypującymi okolicę tonami zeschłych liści. Na dodatek stwarzają zagrożenie dla pobliskich budynków. Wystarczy większa wichura, a któraś z brzóz może wywrócić się na jeden ze stojących obok domów - twierdzili ci, którzy w ubiegłym roku wystąpili do Miejskiego Zarządu Dróg, aby ten wyciął stare brzozy. Rosną one bowiem nie na prywatnym gruncie, lecz w pasie gminnej drogi, czyli są własnością gminną.
 
Jedna spróchniała
 
 Tadeusz Januchta, szef Wydziału Ochrony Środowiska bielskiego ratusza przypomina sobie, że w ubiegłym roku MZD zwrócił się do kierowanego przez niego wydziału o wydanie zgody na wycinkę brzóz rosnących przy ulicy Tenisowej. Jednak po dokonaniu wizji lokalnej Wydział Ochrony Środowiska zezwolenia takiego dla MZD nie wydał, z wyjątkiem zgody na wycięcie jednej z brzóz, która - jak się okazało - była faktycznie spróchniała.
 
 - Pozostałe były zdrowe i nie zgodziliśmy się na ich usunięcie, a nawet przecinkę pielęgnacyjną, o którą w momencie odmowy zgody na wycinkę wystąpił MZD. Zachodziła bowiem obawa, że po takim „zabiegu” brzozy mogą obumrzeć - mówi o wydarzeniach sprzed roku Tadeusz Januchta.
 
Druga wyparowała
 
Tymczasem mieszkańcy Olszówki - ci którzy brzozy chcą chronić - ze zdziwieniem zauważyli, że w nocy z niedzieli na poniedziałek, z 4 na 5 lipca - jak twierdzą - jedna z brzóz... wyparowała. Wyparowała to dobre określenie, ponieważ nie dość, że drzewo bez śladu zniknęło, to nawet ktoś zamaskował darniną miejsce, gdzie niegdyś rosło i do „okruszka” wysprzątał wszelkie ślady wycinki. - Najpierw myślałem, że to MZD wyciął po kryjomu tę brzozę. Okazało się jednak, iż w MZD nic nie wiedzą o tym tajemniczym wyrębie i nawet nie starali się obecnie o zgodę na usunięcie tego drzewa - mówi chcący zachować anonimowość mieszkaniec Olszówki.
 
To, że o zgodę nikt na wycięcie drzewa się w ostatnim czasie nie starał, nie mówiąc już o tym, że nikomu bielski ratusz takiej zgody nie udzielił, potwierdza Tadeusz Januchta. Brzoza została więc - jeśli faktycznie ścięto ją w lipcu - usunięta nielegalnie! Naczelnik Januchta poinformował, że sprawą wycinki zajęli się już jego urzędnicy. Z jego wypowiedzi wynikało jednak, iż cała ta historia jest naprawdę dziwna.
 
 - Aby wyciąć i wywieźć tak ogromne drzewo trzeba czasu i ciężkiego sprzętu, nie mówiąc już o tym, ile taka wycinka powoduje hałasu. Tymczasem nikt z mieszkańców ulicy niczego nie zauważył i niczego nie usłyszał - zastanawia się Tadeusz Januchta.
 
Co więcej, urzędnicy, którzy byli na miejscu, mają duże wątpliwości, czy drzewo to zostało ścięte w ostatnim czasie. - Stan pnia, który pozostał po wycince wskazuje na to, że mogło to mieć miejsce dawno temu - mówi Tadeusz Januchta. W związku z tym, że nie udało się ustalić kto i kiedy usunął drzewo, Wydział Ochrony Środowiska zwróci się do policji, aby ta odnalazła sprawcę tego czynu i ustaliła jego okoliczności. Czy policjanci rozwikłają tę tajemniczą zagadkę rodem z powieści kryminalnych? Oby im się udało, bo trzeba przyznać, że różnie z tym bywa...
 
Horrendalne sankcje
 
Co zaś grozi temu, kto wyciął nielegalnie starą brzozę? Tadeusz Januchta wyjaśnia, że samo wycięcie drzewa bez zezwolenia nie jest przestępstwem czy wykroczeniem, lecz podlega ono karze administracyjnej, a ta, jak się okazuje, w przypadku starych drzew jest naprawdę dotkliwa. Sprawca musi zapłacić grzywnę obliczaną na podstawie wielkości drzewa (w tym celu mierzy się obwód jego pnia na wysokości 1,5 metra) oraz jego gatunku. W przypadku brzozy jest to 81 złotych 95 groszy za każdy centymetr obwodu ściętego drzewa.
 
 - Załóżmy, że drzewo to, podobnie jak pozostałe brzozy z ulicy Tenisowej, miało mniej więcej 150-centymetrowy obwód - mówi Tadeusz Januchta. - Wychodzi więc około 12 300 złotych.
 
Na tym jednak nie koniec. Sumę tę trzeba jeszcze pomnożyć przez 3,75, czyli wskaźnik, o jaki powiększa się podstawową kwotę w przypadku drzew o obwodzie pomiędzy jednym a dwoma metrami, a następnie tak obliczoną sumę trzeba pomnożyć jeszcze przez dwa, bo drzewo to rosło na tak zwanych terenach zielonych. A następnie wszystko jeszcze raz pomnożyć przez trzy, bo zostało wycięte nielegalnie. W sumie daje to zawrotną kwotę około 276 750 złotych. Czyli naprawdę sporo, bo za tyle można wybudować dom!
 
Czy ci, którzy decydują się na nielegalne ścięcie drzewa są tego świadomi? A to nie wszystkie sankcje, jakie mogą spotkać tego, kto - jeśli faktycznie do tego doszło - wyciął bez zezwolenia starą brzozę. Otóż - przyznał Tadeusz Januchta - drzewo nie dość, że zostało ścięte, to jeszcze zniknęło bez śladu. Mamy więc do czynienia także z zaborem mienia. Brzoza była przecież nie czyjąś prywatną, tylko gminną własnością.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek