Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ umorzyła śledztwo przeciwko podejrzanym o uporczywe naruszanie praw pracowników w upadłej przed kilku laty bielskiej Przędzalni Czesankowej Weldoro.
 
Postępowanie toczyło się od 2005 roku, a dotyczyło okresu od lipca 2001 do grudnia 2004 roku. Zostało wszczęte w oparciu o zawiadomienie Państwowej Inspekcji Pracy. - Naruszenie praw pracowniczych miało polegać głównie na niewypłacaniu pracownikom wynagrodzeń zasadniczych, w tym jego składników, odpraw, nagród jubileuszowych i świadczeń z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych - mówi Małgorzata Borkowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. Dodaje, że o uporczywym naruszaniu praw pracowniczych można mówić, gdy trwa ono co najmniej od trzech miesięcy i wynika ze złej woli pracodawcy.
 
Jak ustalono, wynagrodzenia zaprzestano wypłacać niespełna dwa miesiące przed ogłoszeniem upadłości przedsiębiorstwa, a wcześniejsze opóźnienia w ich regulowaniu wynikały nie ze złej woli pracodawcy, ale ze złej kondycji finansowej firmy. W tej sytuacji nie można władzom spółki stawiać zarzutu uporczywości. Dotyczyło to również wypłat nagród jubileuszowych oraz premii uzależnionej od wyniku finansowego firmy. Choć ten od 2001 roku był ujemny, to pracownicy nie zgadzali się na taką zależność.
 
Spór trwał do czasu orzeczenia o upadłości spółki. Rację pracodawcy uznał syndyk masy upadłościowej, do którego pracownicy zwrócili się z roszczeniami, a później - także sąd upadłościowy. Konkluzja jest taka, że zarzut uporczywego lub złośliwego naruszania praw pracowniczych można postawić tylko takiemu przedsiębiorcy, który ma możliwość regulowania świadczeń pracowniczych bez konieczności likwidacji przedsiębiorstwa, a więc również miejsc pracy.
 
Analizowano przede wszystkim sytuację finansową firmy, a ta była zła. Zarząd firmy, w ocenie prokuratury, starał się przeprowadzić restrukturyzację przedsiębiorstwa, utrzymać zatrudnienie dla znacznej części pracowników. To się nie powiodło, tym niemniej ocena tych starań była istotnym powodem umorzenia śledztwa.
 
Nie potwierdziły się również inne zarzuty stawiane podejrzanym, między innymi o fałszowanie listy płac i zaspokajanie jednych wierzycieli kosztem drugich. Pierwszy obaliła dokładna analiza zabezpieczonych dokumentów źródłowych. W drugim przypadku prokurator nie zgodził się z twierdzeniem, że opłacanie rachunków za media (gaz, energię, wodę) było zaspokajaniem jednych wierzycieli kosztem drugich. Regulowanie tych płatności było konieczne i miało na celu funkcjonowanie zakładu.
 
O Weldoro „Kronika” pisała wielokrotnie, również wtedy, gdy działo się w fabryce źle. Przypomnijmy, że przędzalnia była jedyną z branży włókienniczej w Bielsku-Białej, która nie tylko przetrwała przemiany gospodarcze, ale radziła sobie na trudnym rynku. Poważne problemy pojawiły się po prywatyzacji, której okoliczności budziły spore zastrzeżenia.
 
Sprawę badała Najwyższa Izba Kontroli, ujawniając wiele nieprawidłowości, interesowała się nią też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy przędzalni, gdyby jej inwestorem strategicznym został - jak oczekiwano w firmie - wieloletni kontrahent z Wielkiej Brytanii. Tak się jednak nie stało, większościowy pakiet akcji przędzalni trafił w ręce nieznanego w branży prywatnego przedsiębiorcy. (efa)