W województwie śląskim w minionym roku szkolnym do szkół nie chodziło ponad 1,3 tys. dzieci, które podlegają ustawowemu obowiązkowi szkolnemu. Z powodu wyjazdów, chorób, zwykłego niedbalstwa rodziców lub… szkołofobii. Szkoły jak ognia unika także część bielskich dzieciaków. W Miejskim Zarządzie Oświaty w Bielsku-Białej nie ukrywają, że jest to problem, z którym trudno sobie poradzić.
 
Dla większości dzieci w wieku 6-18 lat rok szkolny zakończył się kilka dni temu. Dla niektórych jednak w ogóle się nie rozpoczął. Trudno dokładnie ustalić ich liczbę. Z danych uzyskanych przez nasz portal w Miejskim Zarządzie Oświaty w Bielsku-Białej wynika, że jest ich kilkadziesiąt.
 
 - Trudność polega na tym, że w szkołach podstawowych i gimnazjach sprawą tą zajmują się dyrektorzy, a w ponadgimnazjalnych - prezydent za naszym pośrednictwem - tłumaczy Aleksander Pietrzak z MZO. - Pewne jest tylko to, że rodzicom dzieci w wieku 6-15 lat, którzy nie wysłali swoich pociech do szkoły wystawiono 14 mandatów. Opiekunom 16, 17 i 18-latków natomiast wysłano 37 upomnień i sześciokrotnie ukarano ich grzywną. Nie wiadomo, ile upomnień wysłali dyrektorzy podstawówek i gimnazjów.
 
Procedura jest taka. Najpierw podejmowane są próby skontaktowania się z rodzicami dziecka nie spełniającego obowiązku szkolnego. Gdy wreszcie się to udaje, prosi się ich o zmianę postępowania. Jeśli nie poskutkuje, na rodziców nakładana jest kara grzywny. W wielu przypadkach karanie mandatem nie przynosi jednak spodziewanych rezultatów. Dotyczy to zwłaszcza rodzin patologicznych, które najzwyczajniej w świecie grzywny nie mają z czego zapłacić.
 
 - Postępowanie komornicze kosztuje więcej niż wart jest mandat - podkreśla Pietrzak. - Nam nie chodzi o to, żeby wyciągać od ludzi pieniądze, ale żeby zmobilizować ich do zainteresowania się swoim dzieckiem. W przypadku rodzin patologicznych sytuacja jest bardzo trudna. W tych środowiskach nie działają ani prośby, ani groźby. Najczęściej kończy się sądowym nakazem umieszczenia dziecka w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii lub w jednym z ośrodków szkolno-wychowawczych. Dziecko uczone jest tam, jak ma się uczyć i nie popełniać błędów rodziców.
 
Ale nie tylko patologia społeczna i problemy środowiskowe są przyczynami stałej absencji dzieci w szkole. Powody są różne w zależności od poziomu edukacji czy choćby lokalizacji szkoły. Więcej takich nieprawidłowości zdarza się w placówkach znajdujących się w centrum miasta. O ile w przypadku maluchów najczęściej chodzi o błędy wychowawcze, o tyle u starszych można mówić o złym wyborze profilu szkoły czy zbyt wysokich wymaganiach wobec uczniów, co niektórych z nich zniechęca do nauki.
 
Zdarzają się także przypadki fobii szkolnej, kiedy z niewyjaśnionych przyczyn dziecko panicznie boi się szkoły. Czasem - choć rzadko - jest to związane ze zjawiskiem kozła ofiarnego i dyskryminacji danego ucznia przez grupę. Jeśli w podobnych sytuacjach rodzice wyrażają chęć współpracy ze szkołą, można stosować nauczanie indywidualne. Nauczyciele udzielają lekcji w domu także w przypadku ciężkiej choroby ucznia, która uniemożliwia mu codzienną obecność na zajęciach .
 
 - Liczba dzieci, które nie uczęszczają do szkoły utrzymuje się na stałym poziomie. Nie mamy skutecznych narzędzi, żeby walczyć z tym problemem. Z doświadczenia wiem, że nieskuteczne są wysokie kary nakładane na rodziców. Uważamy, że karanie, to ostateczność. Próbujemy działać, rozmawiać, pomagać - mówi Pietrzak.
 
Znaczna część przypadków urzędowego zachęcania do nauki kończy się niepowodzeniem. W ten sposób w naszym społeczeństwie wyrastają po cichu nowi analfabeci.
 
Magdalena Dydo