Denat musi poczekać
Jedna z naszych czytelniczek poinformowała nas o przykrym zdarzeniu. Ojciec jej koleżanki, wychodząc z autobusu, dostał zawału serca, który okazał się śmiertelny. Na miejsce zdarzenia przyjechała karetka pogotowia ratunkowego. Medyk stwierdził zgon i... odjechał. Na przystanku został nieboszczyk i półżywi z przerażenia pasażerowie.
Do zdarzenia doszło dwa tygodnie temu na jednym z bielskich przystanków autobusowych. Mężczyzna dostał zawału serca. Wezwano pogotowie, ale było już za późno na reanimację. Po przyjeździe na miejsce, lekarz stwierdził zgon, po czym spakował instrumenty i odjechał. Na przystanku został denat.
Czy to normalnie, że w XXI wieku osoby korzystające ze środków komunikacji miejskiej muszą czekać na autobus w towarzystwie nieboszczyka? Okazuje się, że tak, choć odtworzony przez nas przebieg wypadków różni się nieco od opisu Czytelniczki.
Nieboszczyk czeka na policję
- Pogotowie nie ma prawa zabrać denata do karetki - tłumaczy naszemu portalowi dyrektor Bielskiego Pogotowia Ratunkowego, Ryszard Odrzywołek. - Po przyjeździe na miejsce zdarzenia, podejmujemy reanimację lub - jeśli nie ma szans na uratowanie pacjenta - stwierdzamy zgon. Następnie informujemy policję lub Straż Miejską.
Odrzywołek tłumaczy, że w czasie oczekiwania na przyjazd tych służb ratownicy mają obowiązek pozostać przy pacjencie. Zapewnia, że tak było na pewno także tym razem. Ratownicy nie są uprawnieni do sprawdzenia tożsamości nieboszczyka. Nie mają więc możliwości zawiadomienia rodziny zmarłego.
Oznacza to, że do czasu przyjazdu odpowiednich służb denat musi leżeć tam, gdzie nastąpił zgon. Może być to zarówno w przydrożnym rowie, jak też na przystanku autobusowym. Problem w tym, żeby zwłoki ludzkie - którym tradycyjnie należy się nasz szacunek - nie spoczywały w miejscu publicznym bez niczyjej opieki.
Udział osób trzecich
Elwira Jurasz, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej potwierdza, że każdy przypadek zgonu, do którego doszło w miejscu publicznym musi być zgłoszony na policję. - Jeśli istnieje podejrzenie udziału w zdarzeniu osób trzecich, to powiadamiamy prokuraturę. Prokurator decyduje o ewentualnej sekcji zwłok.
Jeżeli zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, prokurator odstępuje od czynności i dla niego sprawa się kończy. - Niestety, do zadań policjantów należy także przykry obowiązek informowania rodziny o śmierci kogoś z bliskich - mówi Jurasz. Jeśli jest to osoba bezdomna, powiadamia się zakład pogrzebowy.
Pogrzeb na koszt miasta
Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu zapewnił nas, że nikogo martwego nie pozostawia się tak po prostu na ulicy. Nawet, jeśli nie posiada on nikogo bliskiego. - Reguluje to odpowiednia uchwała Rady Miejskiej. Jeśli zmarła osoba była bezdomna lub nie ma możliwości skontaktowania się z rodziną zmarłego, to sprawę przejmuje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i Zieleń Miejska, która zajmuje się transportem nieboszczyka. Wtedy zwłoki są kremowane, a pogrzeb przeprowadzany jest na koszt miasta.
Magdalena Dydo
Artykuł wyświetlono 2808 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
fgh
Gdyby w tym kraju świadkowie zdarzenia potrafili i chcieli udzielać pierwszej pomocy to ten człowiek miałby szanse żyć.
Mm
Przerażeni pasażerowie...(?) - zawsze w takich sytuacjach jest tak wiele ciekawskich, którzy gdyby mogli zajrzeliby pod tą czarną folię...
Kika
No tak,najważniejsze,że biedny nieboszczyk skwasił niektórym oczekującym na autobus humory...a mnie najbardziej razi fakt,że ten biedny człowiek leżał sam.
aqq
Nie no, faktycznie "SUPER TEMAT". Nie wiem jak inni ale mnie to razi.
ja
Podobna sytuacja miała miejsce w ub. roku na przystanku w Hałcnowie na przeciwko sklepu "Paulinka". Też pisały o tym media podając relację jednej z Pań, która twierdziła, że tak nie może być, bo dzieci... Na ten przystanek przyszła babcia z może 8-10 letnim wnukiem i sama ciągnęła go za karetkę mówiąc - "widzisz, tak wygląda nieboszczyk". Ludzie są różni i różne są reakcje na niecodzienne sytuacje.

Klauzula informacyjna ›