W miniony piątek na bielskich Błoniach odbył się wspaniały koncert wielkiego artysty z najwyższej światowej półki. Fakt, że do tego wydarzenia pod namiotem w ogóle doszło dowodzi, że impresariat BCK działa na europejskim poziomie. Przebieg imprezy pokazał jednak, że w sensie organizacyjnym Bielsko-Biała jest prowincją Europy.
 
Piątkowy koncert był wyjątkowym wydarzeniem artystycznym w życiu kulturalnym stolicy Podbeskidzia. Paco de Lucia jest uznawany za jednego z najlepszych gitarzystów na świecie. Wspólnie z Al Di Meolą i Johnem McLaughlinem tworzy najsłynniejsze trio gitarowe w historii. W przerwie europejskiego tournee artysta przyjechał na dwa koncerty do Polski. Najpierw wystąpił na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, by następnego dnia spotkać się z publicznością w Bielsku-Białej.
 
Nieprzewidziana przerwa
 
Z kilku niezależnych źródeł dowiedzieliśmy się, że bielski koncert był pod względem artystycznym znacznie lepszy od szczecińskiego. Hiszpański wirtuoz gitary wraz z towarzyszącym mu zespołem wokalnym i instrumentalnym oraz tancerzem flamenco zachwycili bielszczan muzyką i tańcem na najwyższym poziomie światowym. Minęła jednak godzina występu i Paco zszedł ze sceny. Konferansjer ogłosił krótką przerwę, której nie było w kontrakcie z artystą.
 
Publiczność nie wiedziała, że przerwa została wymuszona kiepskim samopoczuciem Paco. Maestro zszedł do garderoby. Chwila relaksu i filiżanka kawy pozwoliły mu szybko wrócić do równowagi. W tym czasie zdezorientowani widzowie nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Gdy artysta nabierał sił za kulisami, ludzie szukali miejsca, gdzie można napić się czegoś orzeźwiającego lub zjeść coś na szybko. Koncert jest przecież nie tylko okazją do obcowania z kulturą, lecz także elementem życia towarzyskiego. Przynajmniej tak bywa na świecie.
 
Na Błoniach w czasie występu Paco nie było ani jednego stoiska gastronomicznego. - Nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjedzie pohandlować na dwie godziny - przekonuje dyrektor BCK Władysław Szczotka i trudno odmówić logiki tej argumentacji. W trakcie kilkudniowych imprez na terenach ATH nie ma zazwyczaj kłopotów z aprowizacją. W przypadku pojedynczego koncertu jest to jednak gastronomiczno-handlowa pustynia. Aby kupić coś do picia, trzeba wyjść za bramę, na ul. Szeroką. Mówiono nam, że ci, którzy skorzystali w piątek z tej możliwości, nie zostali wpuszczeni z powrotem na koncert przez służbę porządkową.
 
Jak twierdzą organizatorzy, bilety na Paco kupiło ok. 2,5 tys. osób. Był to pierwszy od lat koncert artysty światowej rangi w tym miejscu. Na poprzedni, gdy występował jazzman Jan Garbarek - który jest znacznie mniejszą gwiazdą niż de Lucia - przybyło dwa razy mniej osób. W piątek namiot otoczono metalowymi barierkami. Podzielono go na dwa sektory, każdy z jednym osobnym wejściem. Na koncert ludzie schodzili się stopniowo i dlatego nie było kłopotów z wejściem. Gdy jednak występ dobiegł końca, wszyscy ruszyli nagle do jedynego w sektorze wyjścia i wnet zrobił się kilkusetosobowy korek.
 
Policja jest zadowolona
 
Rozporządzenie do ustawy o organizacji imprez masowych zobowiązuje do wydzielenia wyjść ewakuacyjnych, którymi publiczność może szybko wydostać się w razie jakiegoś zagrożenia. Dyrektor Szczotka uspokaja, że w piątek widzom nie groził żaden kataklizm. Nie było też niebezpieczeństwa pożaru, gdyż powłoka namiotu wykonana jest z niepalnego tworzywa. Zapewnia, że barierki co kilka metrów nie były ze sobą spięte, dzięki czemu w skrajnej sytuacji mogłyby powstać wyjścia ewakuacyjne. Miejsca te nie były jednak oznaczone. O ich istnieniu wiedzieli tylko porządkowi w ubraniach cywilnych.
 
Tymczasem policja nie ma zastrzeżeń do organizacji koncertów na Błoniach. Jak powiedziała nam rzeczniczka KMP w Bielsku-Białej Elwira Jurasz, raz w roku organizator za pośrednictwem prezydenta miasta prosi o wydanie opinii na temat zgodności warunków bezpieczeństwa w namiocie ze standardami opisanymi w ustawie. Po lustracji terenu przez przedstawicieli odpowiednich służb, w tym straży pożarnej i nadzoru budowlanego, została wydana pozytywna opinia. Dotyczyła ona jednak imprez rockowych, kiedy namiot nie jest podzielony niczym sala koncertowa.
 
 - Będziemy na przyszłość pamiętać, aby wyraźnie oznaczać wyjścia ewakuacyjne - zapewnia dyrektor BCK. Jego deklaracja jest ważna w kontekście kolejnych koncertów artystów światowego formatu, które będą odbywały się na Błoniach. Szczotka chciałby, aby sprowadzać do Bielska-Białej największe gwiazdy estrady, a namiot na terenach ATH jest aktualnie jedynym obiektem w mieście liczącym prawie 200 tys. mieszkańców, który zmieści masową imprezę muzyczną. Nowa hala pod Dębowcem nie została jeszcze oddana do użytku.
 
Nawet jednak po otwarciu nie będzie wykorzystywana na koncerty dopóki specjaliści z BCK nie sprawdzą akustyki wnętrza. Obecnie jest ona fatalna, lecz istnieje nadzieja, że akustyka poprawi się wraz z montażem trybun. Trzeba też skontrolować przepustowość dróg dojazdowych. - Nie chcemy narażać się na ewentualne procesy sądowe z powodu małej funkcjonalności tego obiektu - podkreśla Władysław Szczotka.
 
Czas podejmowania decyzji
 
Bez względu na to, czy hala pod Dębowcem będzie nadawała się do organizacji masowych imprez muzycznych, miasto musi dysponować terenami rekreacyjnymi pod chmurką. Na razie otwarte pozostaje pytanie, czy będą to Błonia czy też inne miejsce. Jeśli Błonia, to magistrat powinien dogadać się z ATH w sprawie zagospodarowania tego rejonu. Konieczna jest budowa stałej infrastruktury - parkingów, toalet, punktów handlowo-gastronomicznych, itd.
 
Prawdopodobnie w czerwcu przyszłego roku wystąpi dla nas inna światowa gwiazda - Pat Metheny. Decyzje w sprawie organizacji jego koncertu zapadać już będą w kolejnej kadencji bielskiego samorządu.
 
Robert Kowal

Fotoreporaż z koncertu: Wielki Paco pod namiotem