Spełnił się czarny scenariusz sobotniego popołudnia. Piłkarze bielskiego Podbeskidzia przegrali dziś mecz z pogrążonym w identycznym kryzysie GKS Bełchatów, ale zaprezentowali się o klasę gorzej od rywali. Teraz "Górale" toną już samotnie.
 
Pojedynek na boisku w Bełchatowie Robert Kasperczyk rozpoczął ustawieniem z jednym napastnikiem i dwójką ofensywnych graczy w drugiej linii. W efekcie drużyna z Bielska-Białej nie potrafiła stworzyć sobie dobrej sytuacji strzeleckiej pod bramą miejscowych, a na domiar złego już w 9. minucie Richarda Zajaca pokonał Paweł Buzała.
 
W kolejnych minutach widzieliśmy dalszy ciąg popisu zawodników Jana Złomiańczuka. W 24. minucie świetną interwencją po strzale Kamila Kosowskiego popisał się Zajac, dzięki czemu piłka nie wpadła do bramki. W 32. minucie w znakomitej sytuacji Robert Dejman trafił w słupek. Na dwie minuty przed przerwą Kamil Wacławczyk huknął z dystansu i dał dwubramkowe prowadzenie drużynie GKS.
 
Druga odsłona rywalizacji nie przyniosła zmiany w obrazie gry. Piłkarze Podbeskidzia byli tylko tłem dla świetnie poczynających sobie bełchatowian, którzy w 73. minucie zmarnowali dwie dogodne okazje na przypieczętowanie zwycięstwa. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie (więcej o meczu czytaj na Sportowych Beskidach). „Górale” są na ostatnim miejscu w tabeli ekstraklasy.
 
GKS Bełchatów - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 (2:0)
Bramki: Buzała (9'), Wacławczyk (43') - Adamek (65')

GKS: Stachowiak - Baran, Sawala, Lacić, Bożok - Kosowski, Madej (79. Wroński), Wróbel, Gonzales - Buzała (88. Piekarski), Wacławczyk (90. Giel).
 
Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski, Król, Dancik, Pietrasiak - Ziajka (46. Szczęsny), Chmiel, Cohen (56. Adamek), Nather (46. Malinowski), Reiman - Demjan.
 
bak