Staram się nie używać języka Palikota
Rozmowa z poseł Mirosławą Nykiel (Platforma Obywatelska)
Czy interesuje się Pani sprawami bieżącymi Bielska-Białej?
- Oczywiście. Na tyle, na ile pozwala mi czas, który w zdecydowanej większości poświęcam sprawom parlamentarnym.
Dlaczego zatem nie korzysta Pani z możliwości bezpośredniej polemiki z prezydentem miasta podczas sesji Rady Miejskiej?
- Rzadko zabieram głos na sesjach. Szanuję konstytucyjny podział władzy. Każdy organ władzy odpowiada sam za siebie, gdyż jego mandat wynika z demokratycznych wyborów. Ustawa uprawnia posła do zabierania głosu na posiedzeniach rady, lecz moim zdaniem czas ten powinien być poświęcony omówieniu działań podjętych przez danego parlamentarzystę dla dobra regionu, który reprezentuje. Nadużywanie tego prawa uważam za przejaw braku kultury politycznej. Jako poseł często natomiast interweniuję w sprawach indywidualnych bądź na prośbę władz samorządowych z naszego regionu.
Brawa dla prezesa!
Z informacji, które otrzymałem w Sejmie wynika, że zabierała Pani głos na 47 posiedzeniach plenarnych izby. W trakcie ostatniego jak dotąd wystąpienia poparła Pani działania prezesa Rady Ministrów w kwestii pomocy dla powodzian. Pamięta Pani kto napisał te słowa: „Koniecznie trzeba hołubić prezesa i dbać o linię, a właściwie spójność własnej linii ideologicznej z linią prezesa”?
- Ten cytat pochodzi chyba z mojego bloga, lecz odnosi się do postaw ideowo-etycznych naszych przeciwników politycznych. W majowym wystąpieniu podziękowałam wszystkich służbom mundurowym za udział w akcji ratowniczej. Zapytałam też ministra Jerzego Millera o priorytety, jakie podległe mu jednostki przyjęły w trakcie tej akcji. W ich działaniach dostrzegam bowiem sporo niespójności.
Publicznie skrytykowała Pani rząd?!
- Rząd i jego agendy zdają dziś trudny egzamin. Jestem przekonana, że z powodzeniem. Platforma Obywatelska, koalicja i w ogóle zaplecze polityczne rządu w rozsądny sposób korzystają z prawa do krytyki pana premiera i jego gabinetu. Jest na to odpowiedni czas i miejsce. Sprawując władzę, mamy bowiem inne narzędzia do nadzoru rządzących niż krytyka z trybuny sejmowej - to miejsce dla opozycji.
Na Pani stronie internetowej zabiera głos prawie cała rodzina Nykielów, która opowiada, jak to Panią kocha i ceni. W którym miejscu kończy się dla polityka sfera intymna, a zaczyna walka o wizerunek? Wszystko jest na sprzedaż?
- Cała rodzina była świadoma tego, że moja decyzja o udziale w polityce oznacza dla nas wszystkich dobrowolne wyzbycie się znacznej części prywatności. Wszyscy zaakceptowaliśmy to ryzyko. W życiu codziennym staram się chronić rodzinę, lecz zakres naszej intymności jest niewielki. Pracy poświęcam często nawet soboty i niedziele.
Na tej samej stronie chwali się Pani swoimi sukcesami. Raz, że wywalczyła Pani renty dla wdów po górnikach. Dwa, że dzięki Pani strażacy otrzymali nowe wozy bojowe. Trzy, że przekonała Pani sponsorów, aby dali 3 mln $ na utworzenie polskiej katedry na uniwersytecie w Nowym Jorku. Gdyby nie Pani, to kto wie czy powstałaby sala koncertowa przy bielskiej szkole muzycznej, bo to Pani miała przekonać ministra Zdrojewskiego, aby przekazał 25 mln zł na inwestycję przy ul. Wyspiańskiego. Czy elektorat to kupuje?
- Mnie nie trzeba namawiać do pomocy innym ludziom. Uważam że wyborcy maja prawo wiedzieć kto i co dla nich robi. Internet jest medium, które doskonale nadaje się do tego typu informacji. Czy uważa Pan, że powinnam pracować w milczeniu? Media, niestety, wolą opisywać skandale niż pokazywać rzetelnie rzeczywistość.
Marynarka Wojenna i kucharze
Czyim jest Pani posłem: Śląska czy Podbeskidzia?
- Jestem związana z Podbeskidziem, kocham moją małą ojczyznę. Ze Śląskiem łączą nas jednak liczne więzy gospodarcze i chcąc nie chcąc musimy zabiegać o interesy regionu jako całości. Mamy związki kulturowe z Małopolską. Ale ekonomia nie toleruje sentymentów.
Ile Pani wystąpień plenarnych poświęcone było problemom Podbeskidzia?
- Zgodnie z Konstytucją RP, poseł jest reprezentantem Narodu. Na posiedzeniach plenarnych nie ma zazwyczaj miejsca na sprawy lokalne. Stanowimy prawo dla wszystkich Polaków. O interesy Podbeskidzia można i trzeba walczyć za pośrednictwem interpelacji i zapytań poselskich oraz konkretnych wizyt w ministerstwach.
Wśród interpelacji, które Pani złożyła jedna dotyczyła sytuacji w Marynarce Wojennej, w innej zaś zwracała Pani uwagę na kiepską jakość zapałek importowanych do naszego kraju. Pamiętała Pani też o losie kucharzy w małej gastronomii. Czy we wszystkich tych przypadkach chodziło o dobro małej ojczyzny posłanki Nykiel?
- Z produkcji zapałek utrzymuje się część mieszkańców Podbeskidzia - siedziba Fabryki Zapałek znajduje się w Czechowicach-Dziedzicach. Sprawami kucharzy zajęłam się na prośbę Izby Rzemieślniczej z Bielska-Białej. Na wniosek władz miasta Bielska-Białej złożyłam też kilka innych interpelacji i zapytań, m.in. w sprawie podatku śmieciowego. Ale to Pan dokonał właśnie takiego wyboru spośród wielu, zapewne bardziej reprezentatywnych spraw lokalnych.
Nasz portal interpelował zaś do prezydenta Jacka Krywulta, aby zwolnił mieszkańców miasta z opłaty za worki na odpady do recyklingu. Jesteśmy zdania, że dopóki za segregację będą płacili bielszczanie, dopóty proces ten będzie przebiegał ślamazarnie.
- Miasto jest właścicielem wysypiska śmieci, lecz same śmieci do niego nie należą. Na forum Sejmu wielokrotnie wnosiłam o zmianę ustawy, która przyznawałaby samorządom prawo do gospodarowania odpadami. Obrót śmieciami byłby wówczas źródłem dochodów gminy, z których można finansować np. zakup worków, ale nie tylko. Dużo ważniejszą sprawą jest przetwarzanie tych odpadów, np. na energię ekologiczną. Wygląda więc na to, że zarówno Państwa postulaty, jak i moje spotykają się jak dotąd ze ścianą. Ufam, że wkrótce ulegnie to zmianie.
W Sejmie była Pani m.in. sprawozdawcą projektu ustawy o tzw. partnerstwie publiczno-prywatnym. Nie potrafi Pani wytłumaczyć władzom Bielska-Białej, co trzeba zrobić, aby samorząd pozyskał partnera finansowego do budowy planowanej sieci podziemnych parkingów w naszym mieście?
- Ustawa obowiązuje, ale rząd powinien przeprowadzić kilka dużych projektów pilotażowych, aby pokazać, że wprowadzone przez nią rozwiązania prawne można stosować w praktyce bez ryzyka, że inwestycjami zajmie się CBA. Z podobnych mechanizmów na dużą skalę korzystają Brytyjczycy i ostatnio, Irlandczycy. W Polsce współpraca państwa lub samorządów z prywatnym biznesem kojarzona jest często z korupcją. Niestety.
Język posła Palikota
Politycy różnych opcji korzystają dziś z koniunktury, którą stwarza im aura. Widać ich więc na terenach objętych powodzią, gdzie pokazują elektoratowi: zobaczcie, jak się o was troszczę. Ostatnio była Pani z podobną wizytą w gminie Miedźna w powiecie pszczyńskim. Czy zgadza się Pani z opinią, że żerowanie na ludzkiej krzywdzie jest formą szabrownictwa politycznego?
- Pojechałam tam na zaproszenie władz samorządowych, gdy woda już opadła. Nikomu nie przeszkadzałem w akcji ratunkowej. Pytałam, jak mogę pomóc w kwestii wypłaty odszkodowań dla osób najbardziej dotkniętych przez żywioł.
W Pani blogu można się często natknąć na wpisy bezpośrednio odnoszące się do osobistych postaw Jarosława Kaczyńskiego. Wcześniej nie oszczędzała Pani jego brata, Lecha. Czy argumenty ad personam są właściwym instrumentem walki politycznej?
- Staram się nie używać języka posła Palikota, lecz czasem trudno nie odpowiedzieć wprost na ostre zaczepki opozycji. Gdy prezydent Kaczyński z 1,5-miesięcznym wyprzedzeniem przyjechał do Bielska-Białej na obchody Święta Niepodległości, nie kryłam sceptycyzmu. Moja metoda dyskusji jest ryzykowna, bo łączy się czasem z niewybrednymi, anonimowymi atakami pod moim adresem. Uważam jednak, że jest to ryzyko, które jako polityk muszę ponieść.
Działa Pani m.in. w parlamentarnym zespole strażaków. Co to jest, u licha?
- To moja pasja! Pochodzę ze wsi i do dziś mnie ze wsią wiele łączy. Ochotnicza Straż Pożarna robi bardzo dużo dla swoich środowisk lokalnych, co najpełniej udowadnia w tych dniach, podczas powodzi. Zmieniamy ustawę o straży, troszczymy się o wyposażenie, o dodatki finansowe dla strażaków. Takie strażackie lobby na Wiejskiej...
Pani biuro poselskie oferuje bielszczanom bezpłatne porady prawne. Kto może korzystać z tej pomocy? Kto jej udziela? Jaki jest jej zakres?
- Porad udziela prawnik, mgr Marek Matlak. Zgłosić się do niego może każdy, kto jest w potrzebie i nie stać go na opłacenie pomocy prawnej w kancelarii. Porady prawnika dotyczą m.in. spraw mieszkaniowych, własnościowych, a nawet rozwodowych.
Jest Pani zwolenniczką tzw. parytetów w życiu publicznym. Patronowała Pani I Regionalnemu Kongresowi Kobiet Podbeskidzia. Czy protekcjonizm społeczny - przejawiający się m.in. w promowaniu udziału kobiet w polityce - jest zgodny z liberalnymi ideami Platformy Obywatelskiej?
- Chodzi nam o wyrównywanie szans w życiu publicznym. Kobiety wykonują wiele ról - społecznych i biologicznych - z których zwolnieni są mężczyźni. Mówiąc krótko, kobieta ma mniej czasu na własną karierę. Dlatego trzeba jej stworzyć płaszczyznę wsparcia, by np. w czasie ciąży i urlopu macierzyńskiego nie utraciła swojej dotychczasowej pozycji zawodowej. Pomóżmy kobietom, a one później we własnym gronie - na zasadzie konkurencji - wyłonią najlepsze kandydatki na stanowiska polityczne.
Kogo Platforma Obywatelska poprze w jesiennych wyborach prezydenckich w Bielsku-Białej? Będziecie forsować kandydaturę dotychczasowego prezydenta, Jacka Krywulta?
- W tej sprawie chyba jeszcze nie zapadły decyzje.
Rozmawiał: Robert Kowal
xxx
Nasz portal będzie informował o dorobku i dokonaniach bielskich posłów i senatorów. Idąc w przyszłym roku do wyborów parlamentarnych, powinniśmy wiedzieć, kto zasługuje na mandat zaufania, a komu trzeba go odebrać.
Artykuł o pośle Stanisławie Pięcie - As bije wszystkie blotki.
Artykuł wyświetlono 2666 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 6
pusia
panie jakubiczka,a próbował pan wjechać na wózku do biura posła Pięty które jest na parterze?jesteś pan żenujący w tych pretensjach do świata
andrzejjakubiczka
Jak Pani Poseł traktuje swój elektorat świadczy to, że swoje biuro ma na wysokim piętrze w starej kamienicy bez windy (nota bene dzieli je z europosłem Olbrychtem). Okazuje się, że szpanerskie miejsce w centrum miasta jest ważniejsze niż kontakt z elektoratem stanowiącym ok. 40% wyborców (osoby starsze i niepełnosprawne), do których PO zawsze miała bardzo lekceważący stosunek. Dla tej partii bowiem liczą się wyłącznie zdrowe, przedsiębiorcze byczki potrafiące szybko robić duże, choć nie zawsze czyste pieniądze. Pozostałych, jak w starożytnej Sparcie najlepiej zrzucać ze skały.
pusia
wielki szacun dla pani poseł za jej prace dla Podbeskidzia!Platforma rządzi

Klauzula informacyjna ›