Mural namalowany trzy lata temu przez Leona Tarasewicza na ścianie Gemini Park ku pamięci zburzonego w 2000 roku dzieła Ignacego Bieńka teraz sam zaczął być burzony. Ale spokojnie - w Bielsku-Białej powstanie kolejny mural, ponoć największy w Europie.
 
Najpierw kilka faktów. W latach 1966-1969 pierwszy mural wykonał Ignacy Bieniek na ścianie bielskiego zakładu Welux. Dzieło zajmowało blisko 500 m kw. i przedstawiało sceny historyczne z dziejów Polski oraz przeszłości Bielska i Białej. W 2000 roku mural został zburzony. Po dziewięciu latach, kiedy przy ul. Leszczyńskiej powstało centrum handlowe Gemini Park, na jego frontowej ścianie powstał mural mający m.in. upamiętniać dzieło Ignacego Bieńka. Jego tworzenie oraz odsłonięcie odbyło się z wielką pompą.
 
Dzisiaj i ten mural jest burzony, bo - jak informował m.in. nasz portal - galeria Gemini Park rozbudowuje się. Czeka nas więc nowa pompa. Tym większa, że nowy mural ma być jeszcze większym dziełem, nawet największym w Europie! Nie wiadomo tylko, jak będzie wyglądał. Może tym razem będą to paski pionowe, bo poziome się opatrzyły. Jeśli ktoś uważa, że to dziwne tworzyć tak i burzyć dzieła artystów, to niech posłucha słów jednej z urzędniczek zajmujących się miejska kulturą (personalia do wiadomości redakcji). Przekonuje ona, że obecny mural i tak był spękany, nękał go grzyb, a poza tym dzisiejszych dzieł nie tworzy się na wieczność, lecz po to, by zapadały w świadomość.
 
Odbiór kultury, to rzecz względna i ściśle związana z poczuciem dobrego smaku, ale też wrażliwością i podatnością na lansowane trendy. Co jednym się podoba, innych razi. Nie nam więc osądzać, czy burzony mural Tarasewicza to dzieło czy kicz na zamówienie urzędników, sfinansowany za prywatne pieniądze. Tak czy inaczej całkiem możliwe, że następny mural nie będzie ostatnim, skoro nic nie powstaje na wieczność, a wolnej przestrzeni na rozbudowę hipermarketów jeszcze w Bielsku-Białej znaleźć trochę można. W każdym razie cyrk z muralem z całą pewnością już zdążył się wedrzeć w naszą świadomość.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz