Bielscy kryminalni zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzanych o wywołanie fałszywego alarmu o podłożeniu ładunku wybuchowego w sądzie. W przypadku skazania sprawcy będą musieli uregulować koszty akcji sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych.

W ubiegłą środę 28-letni bielszczanin zadzwonił do sądu z informacją o podłożeniu „bomby”. Tego dnia miał zapaść wyrok skazujący go za jazdę w stanie nietrzeźwości. Ponieważ wszystkie takie zgłoszenia traktowane są poważnie, na miejscu natychmiast pojawiły się służby ratunkowe. Ewakuowano ponad 150 osób. Policyjni pirotechnicy przeszukali pomieszczenia sądu, lecz informacja o podłożeniu „bomby” okazała się fałszywa.
 
Kryminalni szybko ustalili, że związek z tym zdarzeniem może mieć bielszczanin, który otrzymał sądowe wezwanie i czekał na wyrok skazujący. Na dzień przed rozprawą mężczyzna umówił się ze swoim 30-letnim kolegą, że wspólnie zadzwonią do sądu z informacją o podłożeniu ładunku wybuchowego. Sprawca myślał, że uniknie w ten sposób konsekwencji jazdy „na podwójnym gazie”. Srogo się pomylił, bo już następnego dnia policjanci ustalili jego personalia oraz dane jego wspólnika.
 
Mężczyźni, chcąc zatrzeć ślady przestępstwa, zniszczyli telefon i kartę, z której wykonali połączenie. Obaj usłyszeli zarzuty i przyznali się do wywołania fałszywego alarmu. Grozi im do ośmiu lat za kratami. Będą też zmuszeni uregulować koszty akcji sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych. Prokurator zastosował wobec nich dozory policyjne. Młodszy został dodatkowo zobowiązany do wpłacenia poręczenia majątkowego. Prokurator zakazał mu opuszczania kraju.
 
ab