Bielszczanie nie boją się kolejnej erupcji wulkanu na Islandii i po dawnemu wykupują oferty wczasowe powiązane z podróżą lotniczą. Wbrew wcześniejszym obawom części touroperatorów, niesłabnącym powodzeniem cieszą się wyjazdy urlopowe do Grecji. Jak dotąd, nie widać jednak sponsorów, którzy zechcieliby sfinansować kolonie dla dzieci z terenów objętych powodzią.
 
W bielskim Biurze Podróży Buksa Travel panuje przedsezonowy optymizm. Mimo niedawnej fali strajków w Grecji, nie ubywa klientów zainteresowanych wyjazdem do tego kraju. W okresie strajków - gdy światowe stacje telewizyjne pokazywały płonące auta i tłum walczący z policją na ulicach Aten i innych greckich miast - rynek usług turystycznych odnotował wprawdzie dość poważny spadek ilości rezerwacji, lecz szybko opanowali go touroperatorzy znaczną obniżką cen.
 
 - Grecja sprzedaje nam się doskonale - chwali się Patrycja Fudala z BT. - Ceny spadły do tego stopnia, że urlop na greckiej wyspie kosztuje mniej niż nad Bałtykiem. Ten kierunek wybierają coraz częściej bielskie rodziny nawet z małymi dziećmi.
 
Tygodniowy pobyt w czterogwiazdkowym hotelu na Korfu z opcją all inclusive i przelotem czarterem można obecnie wykupić w Buksa Travel za ok. 1,5 tys. zł. W roku ubiegłym dokładnie taka sama impreza była o 500 zł droższa.
 
Bielszczanie na ogół nie obawiają się kolejnej erupcji wulkanu na Islandii. W biurze przyznają, że niektórzy klienci pytali o ewentualne zakłócenia w międzynarodowym ruchu lotniczym, lecz zazwyczaj wystarcza racjonalna perswazja, aby przekonać nabywców o niecelowości rezygnacji z wyjazdu. Inna sprawa, że dużym powodzeniem cieszą się imprezy z dojazdem autokarowym. Są tańsze i mimo wszystko, mniej ryzykowne. W BT niższe są ceny wyjazdów do Bułgarii i Włoch, gdyż biuro specjalizuje się w organizacji pobytów wakacyjnych w obu krajach.
 
Wulkan nie zepsuł interesów także Januszowi Handzlikowi, współwłaścicielowi bielskiego Biura Podróży Tęcza. Panika po wybuchu trwała mniej więcej tydzień. Później klienci opanowali emocje. Co prawda jest więcej chętnych na wyjazdy autokarowe, ale zainteresowanie podróżami lotniczymi tylko minimalnie zmalało.
 
 - Gdyby wulkan wybuchł ponownie, byłaby realna groźba zahamowania dynamiki lotniczych przewozów turystycznych - podkreśla Handzlik. - Dziś ludzie tłumaczą sobie, że do erupcji dochodzi raz na sto lat. Dlatego uważają, że problem już ich nie dotyczy.
 
W Tęczy nie zauważono obniżek cen u greckich touroperatorów. W biurze panuje przekonanie, że sprawa wyjaśni się wraz z początkiem sezonu wakacyjnego. Być może wtedy ceny drgną. Na razie jest stabilizacja. W ubiegłym roku biuro zawiozło do Grecji rekordową liczbę turystów z Bielska-Białej: ok.3,5 tys. osób. Dotychczasowe rezerwacje pozwalają na jeszcze większy optymizm. Podczas zbliżającego się sezonu Tęcza pobije na kierunku greckim nowy rekord, gdyż na nadchodzące lato sprzedano o 15 proc. więcej wycieczek niż w ub.r.
 
Biuro Janusza Handzlika nie prowadzi sprzedaży imprez krajowych, lecz w drodze wyjątku jest gotowe pośredniczyć w organizacji taniego wypoczynku dla kilkudziesięciu dzieci z tych miejscowości Podbeskidzia, które najbardziej ucierpiały podczas niedawnej powodzi. Rodziców znacznej części uczniów nie stać w ogóle na opłacenie wyjazdu ich pociech na kolonie. Tym bardziej w tych dniach potrzebna jest pomoc samorządów i sponsorów prywatnych, dzięki której na wakacje wyjechałyby dzieciaki z zalanych domów.
 
Pomoc w organizacji letniego wypoczynku dla dzieci z poszkodowanych rodzin deklaruje także Marcin Mańczyk z Biura Podróży Polan - Travel. Co prawda sezon za pasem, lecz dzięki doświadczeniu firmy w obsłudze grup zorganizowanych nie byłoby raczej kłopotów z odszukaniem miejsc najbardziej atrakcyjnych dla bielskich kolonistów.
 
 - Ze względu na powódź przełożono na inny termin kilka wycieczek w okolicach Wrocławia - przyznaje Mańczyk. - Mimo wysokiej fali powodziowej w wielu rejonach kraju, żadna impreza nie została jednak anulowana.
 
Jedynym rejonem turystycznym, który ucierpiał w powodzi jest tzw. Szlak Pereł Polskiego Renesansu, czyli trasa Nałęczów-Sandomierz-Kazimierz nad Wisłą. Na szczęście, zalana została tylko prawobrzeżna, przemysłowa część Sandomierza. Ocalała zaś lewa strona, gdzie znajduje się starówka. Dzięki temu zbiegowi okoliczności wycieczki młodzieży na tym kierunku zostaną wkrótce wznowione.
 
Redakcja naszego portalu apeluje do sponsorów prywatnych i samorządów lokalnych, w tym do bielskiego magistratu. Przejrzyjcie swoje budżety. Z pewnością znajdę się w nich środki, dzięki którym choć część dzieci będzie miała udane wakacje. Dzieciaki z powodzi przeżyły wielką traumę. Jeszcze długo wielka woda kojarzyć im się będzie wyłącznie z brudną kipielą wezbranych rzek, a nie z piaszczystymi, nadmorskimi plażami pełnymi szczęśliwych ludzi.
 
                                                                      Robert Kowal