Tegoroczny maj jest szczególnym okresem dla wszystkich służb miejskich, które w tych dniach zdają trudny egzamin z życia. Przypadek zechciał, że podczas powodzi w roli komendanta Straży Miejskiej debiutuje Mirosław Tronkowski. Jest świeżo emerytowanym policjantem z wieloletnim stażem. Trudno się więc dziwić, że jego nowi podwładni ściśle współpracują z policją podczas akcji przeciwpowodziowej.
 
Mirosław Tronkowski objął stanowisko zaledwie tydzień temu (o kulisach naboru pisaliśmy w artykule Ściśle jawne przez poufne). Od początku akcji przeciwpowodziowej uczestniczy wraz z innymi szefami służb miejskich w codziennych posiedzeniach sztabu antykryzysowego w ratuszu. Działania ratunkowe koordynuje prezydent miasta, który zaleca strażnikom ścisłe współdziałanie z policją. Tronkowski jeszcze jako kandydat na stanowisko komendanta oficjalnie deklarował, że takie zacieśnienie kontaktów jest konieczne. Dlatego teraz cieszy się, że może pracować wspólnie z dawnymi kolegami ze służby.
 
Od tygodnia bielscy strażnicy miejscy nasilili wspólne patrole z policjantami. Jest ich więcej niż w okresie, gdy formacją kierował Andrzej Grzegorzek. Miasto patrolowane jest przez całą dobę. W skład każdego takiego zmotoryzowanego zespołu zadaniowego wchodzi zwyczajowo jeden policjant i jeden strażnik. Na zmianę korzystają z samochodów policji lub Straży Miejskiej.
 
 - Jako były funkcjonariusz mam dobre wspomnienia z współpracy ze strażnikami - deklaruje Tronkowski. - Zawsze potrafiliśmy się dogadać.
 
Wczoraj obie formacje wystawiły cztery wspólne patrole. Uczestniczą w nich przedstawiciele wszystkich bielskich komisariatów oraz komendy miejskiej. Nowy komendant jest przekonany, że sama fizyczna obecność umundurowanych strażników na ulicach sprzyja poprawie bezpieczeństwa mieszkańców. Tymczasem jego poprzednik twierdził, że straż mogłaby być dużo bardziej skuteczna, gdyby jej pracownicy mogli pełnić służbę w ubraniach cywilnych. Przepisy pozwalają jedynie na stosowanie nieoznakowanych radiowozów, z czego Grzegorzek korzystał rutynowo.
 
Podczas akcji przeciwpowodziowej patrole straży biorą udział w zabezpieczaniu uszkodzeń lub dróg dojazdowych. Np. wczorajszej nocy strażnicy kierowali ruchem ulicznym, uniemożliwiając wjazd ciężkich pojazdów w ul. Krakowską. Zabezpieczali też teren koło tzw. krzywego mostka przy ul. Bohaterów Warszawy, gdzie woda wyrwała część muru oporowego. Tronkowski zapewnia, że straż jest obecna tam, gdzie jej ludzie potrzebują. Jego podwładni byli np. przy likwidacji uszkodzeń na ulicach Sempołowskiej czy Ks. Kusia.
 
W tych dniach w sposób nieoczekiwany potwierdza swoją przydatność system kamer miejskich. Monitoring miał ujawniać wykroczenia i przestępstwa na ulicach, a tymczasem ratuje życie osobom, które po kieliszku zlekceważyły żywioł, zbliżając się na niebezpieczną odległość do rwącej rzeki. Dzięki kamerom zainstalowanym w okolicy niektórych odcinków Białej, straż mogła w porę przyjechać na miejsce, by zapobiec nieszczęściu.
 
Obraz z 40 kamer miejskich obserwuje obecnie dwóch strażników. Komendant unika odpowiedzi na pytanie, czy jest to wystarczający nadzór. Nie chce też wypowiadać się na temat ewentualnych braków kadrowych w swojej formacji. - Analizujemy sytuację. Do czasu zakończenia tych prac nie będę odpowiadał na pytania dotyczące spraw kadrowych.
 
Tronkowski jest nowym urzędnikiem w ekipie prezydenta Jacka Krywulta i z dnia na dzień przekonuje się, ile swobody w podejmowaniu decyzji otrzymał od Ratusza. Nam powiedział, że straż pod kierownictwem Andrzeja Grzegorzka działała sprawnie i dlatego nie ma „drastycznej potrzeby” zmiany jej wizerunku publicznego.
 
 - Będziemy nadal montować blokady na koła aut zaparkowanych w niedozwolonych miejscach - podkreśla komendant. - Chcemy pomagać mieszkańcom miasta. W razie potrzeby będziemy ich pouczać i wskazywać, jak powinni zachować się w danych okolicznościach. Karanie jest ostatecznością.
 
                                                                                   Robert Kowal