Po co nam stan wyjątkowy?
Prognozy pogody są pocieszające: opady mają powoli ustawać. Sytuacja powodziowa jest jednak nadal groźna. W miarę normalizacji ludzie coraz głośniej zadawać będą trudne pytania. Czy tej tragedii można było uniknąć? Czy zrobiliśmy wszystko, aby ograniczyć straty? Kto jest odpowiedzialny za gehennę tysięcy osób?
W państwach demokratycznych wojsko wychodzi na ulice wyłącznie w sytuacjach szczególnych. Podobnie jest tym razem na Podbeskidziu. Wojewoda śląski wystąpił do ministra obrony narodowej o wykorzystanie pododdziałów WP podczas akcji przeciwpowodziowej. Do pomocy powodzianom ruszyli z Bielska-Białej żołnierze 18. batalionu desantowo-szturmowego.
Powódź a wybory prezydenckie
Wojsko działa na konkretne zapotrzebowanie szefów struktur zarządzania kryzysowego. Wczoraj w akcji przeciwpowodziowej w rejonie Czechowic-Dziedzic, Skoczowa, Porąbki i Kaniowa uczestniczyło ponad 90 bielskich żołnierzy. Część przy użyciu własnego sprzętu transportowego pomagała przy ewakuacji mieszkańców, a pozostali sypali piasek do worków. Dowódca batalionu, ppłk Grzegorz Grodzki zapewnił nas, że jego ludzie posiadają niezbędne w takich sytuacjach wyposażenie. Zaprzeczył więc spekulacjom części mediów, wedle których zawodowe wojsko nie jest przygotowane do tego rodzaju zadań.
Zdaniem niektórych polityków, akcja przeciwpowodziowa byłaby sprawniejsza, gdyby władze zdecydowały się na ogłoszenie stanu wyjątkowego. Takiej ewentualności nie wykluczył przebywający wczoraj w Kobiernicach premier Donald Tusk. Podkreślił jednak, że musiałaby ona zapaść na wniosek lokalnej administracji i byłaby ograniczona do niewielkiego, najbardziej zagrożonego terenu.
- Nie ma potrzeby ogłaszania stanu klęski żywiołowej dla naszego miasta - podkreśla naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego UM w Bielsku-Białej Mikołaj Jakimowicz. - Sytuacja jest wprawdzie trudna, lecz znacznie trudniej mają np. w Czechowicach-Dziedzicach.
Decyzja w tej sprawie wiąże się z poważnymi implikacjami natury politycznej. Zgodnie z Konstytucją RP, przez trzy miesiące po ogłoszeniu stanu nadzwyczajnego na danym terenie nie można przeprowadzić wyborów prezydenckich. Dlatego przed wydaniem opinii lokalni politycy będą musieli przeprowadzić kalkulację, co najbardziej opłaca się ich partiom.
Nikt nie oszuka żywiołu
Według wstępnych szacunków straży pożarnej, w mieście zalanych jest prawie 700 hektarów, a około 240 budynków zostało podtopionych. Komendant miejski PSP ocenia rozmiar zniszczeń jako poważny. - Uszkodzona została infrastruktura drogowa i mostowa, budynki użyteczności publicznej i mieszkalne, ujęcia wody - tłumaczy st. bryg. Adam Caputa. - Odbudowa będzie nas dużo kosztowała.
Bielscy strażacy mają szczęście. Ich akcja jest elementem powiatowego planu przeciwpowodziowego, który zapewnia sprawną koordynację działań wszystkich służb ratowniczych i porządkowych. Jak dowiedział się nasz portal, w wielu powiatach nie opracowano dotąd podobnych dokumentów. - Może u nas wszystko nie jest idealne, ale plan się z pewnością sprawdza - przekonuje komendant.
Z dnia na dzień straty w mieniu miejskim są coraz większe. Naczelnik Jakimowicz oblicza je wstępnie na co najmniej 6 mln zł. Wczoraj powstała wielka wyrwa w murze oporowym przy zakładach tłuszczowych. Wcześniej załatano gruzem ogromną dziurę przy mostku koło ratusza. - Na bieżąco fotografujemy uszkodzone obiekty - mówi szef wydziału zarządzania kryzysowego. - Na analizę tej dokumentacji przyjdzie czas po zakończeniu akcji ratunkowej. Zdaniem specjalistów z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, sytuacja unormuje się w trzy dni po ustaniu opadów.
Już teraz jednak wiadomo, że wielu ludzkich dramatów moglibyśmy uniknąć, gdyby nie fatalne w skutkach decyzje administracji miejskiej pozwalające na budowę domów mieszkalnych na terenach zalewowych. Inwestorzy bagatelizowali zagrożenie twierdząc, że w tych miejscach wody nie było od 40 lat. Obecna powódź zabrała im majątek i złudzenie, że uda się oszukać żywioł. Natura ukazuje swoje niszczycielskie oblicze nawet w okolicach uregulowanych rzek. Powodzie zdarzają się przecież nad Renem, choć jest to rzeka z zabetonowanymi brzegami i licznymi zbiornikami retencyjnymi.
Gdzie jest cudowna mapa?
Zapytaliśmy Mikołaja Jakimowicza o to, czy rację mają ci nasi czytelnicy, którzy uważają, że trudna sytuacja na bielskich drogach jest rezultatem zapchania studzienek ściekowych na ulicach.
- Mamy problem niedrożnych studzienek, lecz za fatalny stan niektórych z nich odpowiadają niefrasobliwi mieszkańcy, którzy wrzucają do środka różne przedmioty - podkreśla naczelnik. - Służby miejskie w miarę regularnie oczyszczają studzienki. Pompy odsysają piasek i drobne śmieci. Żadne urządzenie nie wyciągnie jednak butelki po piwie.
Po powodzi w 1997 roku mówiło się, że aby zminimalizować skutki podobnych zdarzeń w przyszłości, trzeba opracować cyfrową mapę terenu całego kraju. Dzięki niej możliwe są symulacje komputerowe, które pozwalają przewidzieć m.in. skalę zalania terenu przy prognozowanych opadach, optymalne lokalizacje tam i zbiorników retencyjnych oraz najlepsze miejsca do ewakuacji ludzi z zagrożonych terenów. Za opracowanie mapy odpowiedzialne jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Jak dowiedzieliśmy się w bielskim ratuszu, przygotowanie cyfrowej mapy Bielska-Białej jest podobno na ukończeniu. Naczelnik Jakimowicz i komendant Caputa są zgodni, że ten dokument byłby nieocenioną pomocą przy likwidacji skutków klęsk żywiołowych. Czy powstanie do czasu kolejnej powodzi?
Robert Kowal
Foto: www.gorpol.pl
Robert Kowal
Foto: www.gorpol.pl
Artykuł wyświetlono 9782 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 20
buraczek
Najbardziej zastanawiające jest to że ja nie slyszałam ostrzeżeń o dużysz opadach. Każde województwo ma chyba jakiegoś synoptyka. Bielsko od soboty miało ogloszony alarm przeciwpowodziowy a dowiedzieliśmy się o tym od znajomego strażaka. dlaczego to nie było ogłoszone także dla innych mieszkańców. Skoro władze wiedziały że mają byc mocne opady dlaczego nie spuścili wody z goczałkowic i innych zbiorników retencyjnych tak żeby te obiekty mogły przyjąć wiecej wody. Uważam że nie było nic zrobione aby uchronić obywateli przed nieszczęściem.
ZIZ
Ogłoszenie stanu wyjątkowego prawdopodobnie pozwalałoby ewakuować mieszkańców terenów zagrożonych wbrew ich woli, pod przymusem, co przyspieszyłoby akcje strażków. Innych korzyści bezpośrednich, w momencie gdy liczyły się minuty przed nadejściem fali powodziwej, jakoś nie widzę. Strażacy dwoją się i troją by sprostać powadze zagrożenia, należą się im stokrotne podziękowania. Wojsko też dołączyło do akcji, lecz status służby i sposób dowodzenia w syuacjach niewojennych w WP budzi we mnie przerażenie. Jeżeli nasze prawodawstwo wymaga, aby Wojewoda Śląski występował do Ministra Obrony Narodowej z prośbą o pomoc wojska no to sorry. Bo bez biurokracji i centralnego zarządzania to w żaden sposób "działać" nie można, np. na samowolny rozkaz dowódcy jednostki dla ratowania życia, zdrowia i majątku obywateli. Nie można wydać 40 łopat i 40 żołnierzy posłać do napełniania worków piaskiem, bo to bez udziału MON i prawie 200 generałów nie może ruszyć z inicjatywy oddolnej. A może się mylę, może Pan Półkownik może ruszyć batalion na pomoc bielszczanom, czechowiczanom, kętczanom bez zgody "wajszawki" ? Największym zmartwieniem "wadzy" / jak mawiał LW/ jest grożba przesunięcia o 3 -4 miesiące wyborów. To dopiero byłaby tragedia, bo przecież tysiące ludzi , którzy tracą dorobek całego życia wraz z pędzącą przez kraj falą powodziową to pikuś w stosunku do politycznych perturbacji w kalendarzu wyborczym. Tragiczny, dramatyczny jest sytem ostrzegania przed zagrożeniem o nadejściu fali powodziowej. Zalany sprzęt ruchomy: maszyny rolnicze, ciężarówki, samochody osobowe wskazują dobitnie, że system wczesnego ostrzegania nie zadziałał, może nie istnieje wcale; telewizja publiczna, radio, relacjonują stan po zalaniu, nikt nie dotarł na wieś i do małych miejscowości z alertem, ostrzeżeniem. Żal, rozgoryczenie mieszkańców Czechowic-Dziedzic jest dla mnie, bielszczanina, zrozumiały, bo u nas poziom rzeki Białej przekroczył znacznie ten z 1997 roku zanim Cz-Dz znalazły sie pod wodą. Ile było czasu na ostrzeżenie , alarm i ewakuację? Nie mnie to ocenić, ale czy usilnie próbowano ludzi ostrzec?
niech to szlag trafi
STUDZIENKI zapachne , w rowach chaszcze , auta kierowcy parkuja w rowach , na chodnikach i byle gdzie ....tylko narady , obrady , sesje , posiedzenia i tak kadencja leci
czechowiczanin
Dlaczego jeszcze nie ogłoszono stanu klęski?? gdzie obiecane wojsko przez Milera przyjechały wczoraj dwie stare amfibie i garstka żołnierzy SKANDAL!! na tysiace ludzi. Pozostawieni samym sobie jedynie liczyć na sąsiedzką solidarność!! Gdzie politycy gdzie te ich obietnice!! gdzie cieżki sprzęt helikoptery wojsko prowiant woda!!??? nie ma nikogo nic nie zabezpieczone sami sobie pomagamy POMÓŻCIE!!
Honorata
Taki list wystosowalam do kilku waznych miejsc/osob: Szanowni Państwo,sytuacja w kraju szczególnie na południu jest wyjątkowo trudna, proszę zatem swym dziennikarskim tonem zwrócić na to uwagę pozostałej części społeczeństwa a przede wszystkim politykom. Chyba, że politycy chcą sobie wrogów stworzyć. Uważam iż należy wprowadzić stan klęski żywiołowej, bo czymże jest ta powódź, kiedy trzeba ewakuować ludzi i trzeba będzie ich wesprzeć finansowo by mogli odbudować swoje gospodarstwa domowe? Jest to stan nadzwyczajny. Niektórzy politycy mam wrażenie że boja się opinii publicznej i wahają się wyraźnie wprowadzenia formalnie owego stanu. Wiadomym jest iż nie przyśpieszy to działań ratunkowych, ale w tej całej biurokracji sądzę iż ma to spore znaczenie formalne i co może wydać się zabawne ale i mentalno-duchowe. Bo choć w niczym rewolucyjnie to nie pomoże mieszkańcom terenów zalanych żywiołem jakim jest woda, to z pewnością odetchną oni z ulgą. Rzeczywiście w myśl Konstytucji opóźni to wybory, ale tak naprawdę cóż wybory mogą zmienić? Wybranie nowego prezydenta to nic jak wybranie przewodniczącego klasy lub wybory miss. Jesienne wybory moim zdaniem wpłyną pozytywnie na nastroje polityczne i społeczne przede wszystkim. Poza tym może pozytywnie jakże wpłynąć na lokaty wyborcze dla pełniących obowiązki aktualnie w naszym kraju a także pozostałych polityków. Druga kwestia dotyczy wypowiedzi kilku poszczególnych polityków, min p. Pawlaka, który zrzuca odpowiedzialność na samorządy. Ale ten pan chyba pominął kwestię, jak trudno jest uzyskać wsparcie rządu i finanse na inwestycje w gminach i powiatach, a także jak nie do przebrnięcia jest cała biurokracja. Rząd wybierany przez naród jest odpowiedzialny za CAŁY naród, zatem jego słowa wydają się w mojej opinii niedorzeczne. podobnie jak wypowiedzi PiS, które odpowiedzialność za sytuację z zabezpieczeniem infrastruktury zbiorników i rzek zrzuca na obecny rząd. Winnych raczej należy szukać wśród poprzedników (wiele lat rządów SLD czy potem czasów Kaczyńskich kiedy premierem był p. J. Kaczyński). To że premierem teraz jest człowiek z PO nie oznacza, że on w pełni odpowiada za brak działań w zabezpieczeniu koryt i wałów. te działania to działania wieloletnie (na więcej niż 5 lat niestety), które zostały zaniedbane. Bądźmy myślącym społeczeństwem perspektywicznie, a partie niechaj ważą swoje słowa. Zatem niechaj Państwo obywatelowi zapewni w każdej wiosce po 50 pontonów i co najmniej 5 pomp i ze 100-200 łóżek polowych i koców, jeśli nie jest w stanie zająć się bezpieczeństwem w sytuacjach, kiedy żywioł daje się we znaki, bo jakże mają samorządy podejmować adekwatne działania ratunkowe bez sprzętu? Niech rząd zobowiąże się w nowej kadencji do tego że w ciągu 2 lat zaopatrzy w właściwy sprzęt każdą gminę a w ciągu 8-15 lat rozpoczną się prace zabezpieczające wały, zbiorniki i koryta, tak abyśmy za te 15 lat mogli zauważyć iż co najmniej 1/3 tych wałów etc. jest już
wzmocniona i właściwie zaprojektowana. W ost. wydaniu wiadomości premier w wypowiedzi dał do zrozumienia, iż należy wyciągnąć konsekwencje wobec tych którzy w jednej z gmin nie ostrzegli mieszkańców przed falą. Cóż by to jednak zmieniło bez odpowiedniego sprzętu jak np. bez wspomnianych pontonów? Naprawdę staram się być obiektywna i nie krytykuję, ale zwracam uwagę na problem społeczno-medialny, który uważam że należy wyciągnąć spod dywanu.
Być może Państwo nie odpiszecie na tę moją dygresję, a być może nie dostrzeżecie publicznie owego problemu, ale naprawdę piszę to póki co bardzo życzliwie i mam nadzieje w tonie patriotycznym. Mam nadzieje także, że ta powódź nie sprawi iż w rzeczywistości utonie nam nasz polski patriotyzm.
hela
"...wyborów prezydenckich. Dlatego przed wydaniem opinii lokalni politycy będą musieli przeprowadzić kalkulację, co najbardziej opłaca się ich partiom." DOBRZE UJĘTE I SKANDAL.
100% BB
Prawdziwy dramat to jest w CZ-DZ, Krakowie, Bieruniu, Oświecimiu czy w Sandomierzu, chyba nikt z was nie chciałby być w skórze tych mieszkańców teraz. W BB to było małe piwko w porównaniu z tym co robią duze rzeki, jak Wisła zasilone przez taka Biała, Olzę i im podobne. Samo oczyszczenie studzienek to jeszcze nic, zapchne są czasami ciągi rur które odporowadzają potem ta wodę. Moim zdaniem za mało jest specjalistycznego sprzętu w mieście, którym można by było czyscic nie tylko studzienki ale i kilometry zapchanych rur odplywowych. A jeszcze jedno jeżeli odpływ z ulic jest odprowadzany do najbliższych rzek to trudno aby woda opadowa tam była odprowadzana w momencie kiedy rzeki te ledwo mieściły się w korytach.
mmbb
A ja przy tej okazji chcę serdecznie podziękować bielskim strażakom - ochotnikom i zawodowcom! Ciężko pracują już trzeci dzień. Kiedy przyjadą do was pompować wodę z piwnicy albo (oby nie) ratować dobytek wesprzyjcie ich choćby podziękowaniem. Dzisiaj nie ważne kto zawinił, przyjdzie czas się rozliczyć, ale ważne, że mamy tych wspaniałych ludzi, którzy nam wszystkim pomagają.
wojciech
Ja poroponuje powołać komisję śledczą od powodzi,żeby znowu wydawać ciężki pieniądze na jakiś darmozjadów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zipser
Ja po prostu mam wrażenie, że nasi włodarze w ferworze nowych budów, obwodnice, Sfera, po prostu zapominają o logistycznym zabezpieczeniu reszty. Tak dużo i tak poważnych awarii jakie były w przeciągu ostatnich 2 lat, nigdy w mieście nie było.
BB
wiecie czym różnią się rzeki od polityków? tym że rzeki wychodzą czasem z poza koryta!
ja
dlaczego na nowo wyremontowanej ulicy lipnickiej nowo wymieniane rury okazały się zbyt małe i nie poradziły sobie z tą ilością wody
abc
Zgadzam się z powyższymi komentarzami. Studzienki nie są czyszczone!!! Z moich obserwacji wiem, że niektóre są tak zawalone, że prawie wcale ich nie widać, że w ogóle są. Wodę mogłoby przyjąć wiele z nich, ale ona się rozpływa, bo nie ma gdzie się podziać. Mapami sprawy się nie załatwi!! Trzeba wziąć się do konkretnej roboty!!!!
Bielszczanin
Studzienki zapchane , w rowach chaszcze , drogi dziurawe , nie ma parkingów , na osiedlach kierowcy parkuja na chodnikach w rowach i byle gdzie .....moze dlatego że zamiast zadbać o środowisko i miasto , miliony z naszych podatków ida na wybory i na propagandę.
gjm
po pierwsze wrzucić coś do kanalizacji można nie tylko przez kratkę przy ulicy. Po drugie, wcale nie trzeba się starać wrzucić czegoś co zapcha odpływy wody - wystarczy spojrzeć na to, co leży na ulicach. Wiecie jak łatwo zrobić zator wody gdy do rury dostanie się kawałek drewna (metalu, plastiku), który stanie w poprzek, na nim oprze się torebka foliowa, paczka po chipsach, kawałek twardej ulotki, która nie przesiąknie łatwo wodą, kilkadziesiąt petów, które wszędzie leżą, jakieś odłamki i cokolwiek co ludziom się wydaje "małym śmieciem", o ile w ogóle śmieciem (to szczególnie do palaczy). Być może "służby miejskie" nie oczyszają regularnie studzienek - tego nie wiem. Wiem na pewno to co widzę - ludzie, mieszkańcy, rzucający śmieci gdzie popadnie; ludzie, którzy nie zwracają na to uwagi i wreszcie ludzie, dla których wygodniej odwrócić głowę niż podnieść śmiecia, który leży 30 cm od kosza. Po co? Przecież zaraz zwieje to wiatr i niech się inni martwią, a poza tym płacę podatki, żeby inni sprzątali. I nie mówię o śmieciach, których rzeczywiście się lepiej nie tykać tylko o takich, od których ani się nie zabrudzimy, ani niczym nie zarazimy - sam nie podnoszę petów leżących przy przystankach. Ale czy to naprawdę takie trudne zwrócić komuś uwagę, że ma kosz obok siebie i może tam wyrzucić?do eee: pijakami i brudasami nie jesteśmy, ale niech każdy spojrzy na siebie i swoje otoczenie, a potem rzuca się na władzę i służby, których "nie widać". Nie każdy pije, ale wystarczy przejść się obok pierwszego lepszego strumyka w mieście i popatrzeć na to, co leży przy nim: butelki, opakowania po sokach, jedzeniu, a nawet całe worki na śmieci (rekordzista wyrzucił ostatnio całe zniszczone meble! Jak by nie było zbiórek odpadów wielkogabarytowych i innych akcji, które by to coś zabrały, za darmo!). Wprawdzie strumyk za mały, żeby to zabrać, ale przy większej wodzie pięknie spływa i myślicie, że gdzie ulatuje? Prosto na wysypisko śmieci? Wszystko jest połączone i taki syf też prowadzi do zatykania odpływów. Co się potem dzieje to wystarczy na zdjęcia popatrzeć.
Pozdrawiam wszystkich dbających o czystość u siebie i w swoim najbliższym otoczeniu!
ah
Widziałem czyszczenie studzienek ulicznych chyba 30 lat temu a może i dawniej. Dwóch pracowników wybierało piasek i inne nieczystości (liście), zostawiali to obok studzienek a potem przyjeżdżał Multikar i to zabierał. Podobnie były czyszczone rowy przydrożne. Ale to już historia i wspomnienia.
bart
Rozbita butelka to już "drobne śmieci", które pompy odsysające bez problemu wciągną - tak jak czytamy w powyższym artykule.Nie wiem kto jest takim idiotą by podnosić kratkę tylko po to by wyrzucić butelkę, a nawet jeśli są tacy idioci to nie jest ich na pewno tak dużo, że wszystkie studzienki są zapchane butelkami.
Prawda jest taka, że studzienki są zapchane najzwyczajniej liśćmi, ziemią oraz całym tym syfem, którym "służby porządkowe" posypują nam ulice w czasie zimy. I to nie jest problem ludzkiej ignorancji, a problem urzędników - bo tak jak napisali koledzy niżej miasto nie jest sprzątane, a kratki wcale nie są czyszczone. W poniedziałek była powódź w Bielsku, dużo ulic było zalanych, podobno były ściągane pokrywy studzienek a studzienki przepychane, szedłem wtedy jedną z głównych ulic w BB i zwracałem szczególną uwagę na ich stan. Prawda jest taka, że co druga była zawalona i nie przyjmowała wody.
pozdrawiam!
ktm
da się wrzucić, tylko trzeba podnieść tą kratkę i wrzucić lub wcześniej rozbić butelkę
www
Ja rowniez nigdy nie widzialem, aby ktokolwiek czyscil studzienki, a mieszkam w Bielsku od 5 lat. Takiego problemu ze studzienkami nie widzialem w zadnym innym miescie, tutaj przy lekkich opadach cale ulice sa zalane woda. Skandal!!!
eee
Mieszkam w tym mieście tyle lat i ANI RAZU nie widziałem żeby "służby miejskie" oczyszczały studzienki, a podobno robią to regularnie - nie wiem gdzie, chyba tylko pod domem jakiegoś posła albo prezesa :)Zamiast siedzieć w wygodnych fotelach i myśleć o "cudownej mapie" niech lepiej się wezmą za te studzienki, zrobią porządek z kanalizacją i zaczną podchodzić racjonalnie do intrastruktury.
Swoją drogą ja nie potrafię sobie wyobrazić jak można wrzucić butelkę po piwie przez tą wąską kratkę do studzienki kanalizacyjnej, może nasze społeczeństwo nie należy do grupy osób, która dba i szanuje środowisko, dba o czystość, ale żeby robić z nas pijaków i brudasów? Bo wychodzi na to, że każdy problem w tym kraju kręci się obok piwa i wódki.
Tyle w tym temacie.

Klauzula informacyjna ›