O tym, że rondo zbudowane w sąsiedztwie centrum handlowego Sarni Stok w Bielsku-Białej nie jest rozwiązaniem najszczęśliwszym, wiadomo od jego powstania. Dowodem jest duża liczba kolizji i wypadków. Teraz wyszedł na jaw kolejny bubel.
 
Z rondem przy centrum handlowym Sarni Stok łączy się między innymi biegnąca od strony Komorowic ulica Kwiatkowskiego. Przy niej, niedaleko ronda, usytuowany jest przystanek autobusowy. Z reguły nie korzysta z niego ogromna liczba pasażerów, ale ostatnio sytuacja jest inna, gdyż z uwagi na objazdy spowodowane remontami okolicznych dróg, na przystanku tym wysiada sporo osób.
 
To głównie pracownicy Fiata oraz pobliskich sklepów, w tym hipermarketu Tesco. Wysiadają oni z autobusu i... mają problem. Otóż, żeby dojść do miejsca swej pracy, muszą dostać się na chodnik przy ulicy Warszawskiej. Niby proste, bo Kwiatkowskiego łączy się z Warszawską. Ale w praktyce dość skomplikowane, gdyż po tej stronie ulicy Kwiatkowskiego, przy której znajduje się przystanek dla autobusów jadących od strony Komorowic, nie ma kawałka chodnika. Brakuje go na ostatnim odcinku, tuż przed rondem.
 
W efekcie pasażerowie MZK, którzy wysiadają na Kwiatkowskiego i chcą iść Warszawską w stronę Fiata i Tesco mają trzy możliwości. Pierwsza, to przejść w okolicy przystanku na drugą stronę ulicy Kwiatkowskiego, dojść do ronda i wrócić przechodząc przez ulicę Kwiatkowskiego, tym razem przejściem z sygnalizacją świetlną. To nie tylko nadkładanie drogi, ale i tracenie czasu. Bo dwukrotne przejście ulicy z reguły pełnej aut nie jest sprawą prostą. A kiedy autobus się spóźnił (co przy obecnych korkach w tej części miasta nie jest rzadkością) czasu na taką eskapadę brakuje.
 
Pozostaje więc druga możliwość - iść ulicą ryzykując „spotkanie” z autem lub - to trzeci sposób - ścieżką wydeptaną w sąsiedztwie pozbawionego chodnika odcinka ulicy Kwiatkowskiego. Tyle że w deszczowe dni ścieżka ta zamienia się w błoto. Jak widać, brak dosłownie kawałeczka chodnika to dla wielu ludzi duży problem. Czy nie da się go rozwiązać i w miejscu, gdzie ludzie wydeptali ścieżkę, zrobić chociażby prowizoryczny chodnik?
 
Okazuje się, że nie. Jak informują przedstawiciele bielskiego ratusza, powód jest prozaiczny - jest tam zbyt mało miejsca na wykonanie chodnika, bo tuż obok jest stromy spadek terenu. A skoro przepisy „nie puszczają”, to nikt nie zrobi chodnika w miejscu, gdzie robić go nie można.
 
W bielskim ratuszu przyznają, że ta sprawa to kolejny bubel przy Sarnim Stoku. Przypomnijmy, że rondo to wykonał inwestor budujący tam centrum handlowe. Bielskie władze nie zgodziły się na taki kształt ronda, ale inwestor odwołał się do wojewody śląskiego i sprawę wygrał.
 
Tekst i foto: Sławomir Horowski