Szczęście w drodze do Saint Tropez
Wyruszyli z Bielska-Białej i w ciągu 20 dni zamierzają odwiedzić 11 państw, aby dotrzeć do wybrzeża Atlantyku w Portugalii. Po drodze zwiedzają najciekawsze miejsca, jedzą na bruku i śpią na plaży. W Cannes niczym gwiazdy filmowe stąpali po czerwonym dywanie.
Kolejne dni podróży, to Francja. Kraj kojarzący się z winem i Wieżą Eiffla przejechaliśmy od strony południowej - Lazurowym Wybrzeżem. Nicea i Cannes (m.in. aleja gwiazd) troszkę nas rozczarowały, gdyż w porównaniu z innymi urokliwymi miasteczkami w tym rejonie okazały się być zatłoczonymi turystycznymi kurortami. Do Saint-Tropez na szczęście udało nam się dotrzeć w nocy, gdyż w dzień korki ciągną się tam kilometrami.
Polecamy widok na całe miasto z Cytadeli - szczególnie przy zachodzie słońca jest magiczny. Następnym punktem naszej wycieczki był największy kanion w Europie - Grand Canyon du Verdon, gdzie można spróbować raftingu. Trzeba jednak pamiętać o wcześniejszej rezerwacji. Woda jest przejrzysta, a droga przez góry - bajkowa. Namioty rozbijaliśmy w ciemności na łące. Po wygranej walce z wiatrem do naszego obozowiska zbliżyło się dwóch mężczyzn. Już myśleliśmy, że trzeba będzie szukać nowego miejsca na nocleg, ale okazało się, że w pobliżu jest głęboka nieoznaczona studnia i chciano nas tylko ostrzec.
Póki co, każdy kogo spotykamy jest życzliwy i z uśmiechem stara się pomóc. Barierą nie jest język. Mimo, że nikt z nas nie zna francuskiego, a znajomość innych języków w tym kraju nie jest szczególnie rozwinięta. W drodze do Hiszpanii widzieliśmy białe konie charakterystyczne dla Camargue. Teraz zmierzamy do Barcelony.
Polecamy widok na całe miasto z Cytadeli - szczególnie przy zachodzie słońca jest magiczny. Następnym punktem naszej wycieczki był największy kanion w Europie - Grand Canyon du Verdon, gdzie można spróbować raftingu. Trzeba jednak pamiętać o wcześniejszej rezerwacji. Woda jest przejrzysta, a droga przez góry - bajkowa. Namioty rozbijaliśmy w ciemności na łące. Po wygranej walce z wiatrem do naszego obozowiska zbliżyło się dwóch mężczyzn. Już myśleliśmy, że trzeba będzie szukać nowego miejsca na nocleg, ale okazało się, że w pobliżu jest głęboka nieoznaczona studnia i chciano nas tylko ostrzec.
Póki co, każdy kogo spotykamy jest życzliwy i z uśmiechem stara się pomóc. Barierą nie jest język. Mimo, że nikt z nas nie zna francuskiego, a znajomość innych języków w tym kraju nie jest szczególnie rozwinięta. W drodze do Hiszpanii widzieliśmy białe konie charakterystyczne dla Camargue. Teraz zmierzamy do Barcelony.
Jakub Hurnik
Artykuł wyświetlono 1552 razy.
Galeria:
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 5
hanuś
a mój wujek spod sosnowca to lata odrzutowcem i też nie mam się z czego chwalić!! pisze wspomnienia w zeszycie co go trzymie w wąglu na zimę to czasem poczytam. każdy ma to na co zasłuzył.
huhu
hmmmm... naprawdę nie wiem czym się podniecać. setki ludzi jeżdżą tak co roku i nikt o nich nie pisze żadnych artykułów. Mój znajomy przyjechał autem z rodziną z Kazachstanu, 5500 km w jedną stronę do BB, więc nie wiem czym się tu podniecać. Saint Tropez też zwiedził, więc razem to daje ok. 7000km. A poza tym, o wiele ciekawsze relacje są u chłopaków busem przez świat.







Klauzula informacyjna ›