Tylko kilka dni cieszył się wolnością mężczyzna, który w ubiegły czwartek zadzwonił na policję z informacją o bombie podłożonej w... komisariacie. Żartowniś był przekonany o swojej bezkarności.

Jak poinformowała Elwira Jurasz z KMP w Bielsku-Białej, zatrzymanie 37-letniego bielszczanina było wynikiem zakrojonych na szeroką skalę działań funkcjonariuszy wydziału kryminalnego, którzy zajmują się zapobieganiem fałszywym alarmom bombowym. W czwartek, 12 lipca ok. godz. 11 niezidentyfikowany mężczyzna zadzwonił na telefon alarmowy, informując oficera dyżurnego o podłożeniu ładunku wybuchowego w komisariacie. Sprawca był przekonany o swojej bezkarności. Dlatego nie ukrywał zaskoczenia, kiedy wczoraj do drzwi jego mieszkania zapukali kryminalni i podali powód swojej wizyty.
 
Mężczyzna przyznał się do wywołania alarmu i dziś usłyszy zarzut fałszywego powiadomienia o zagrożeniu. Grozi mu do ośmiu lat więzienia. Koszt akcji służb w przypadku zgłoszenia o podłożeniu ładunku wybuchowego wynosi od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Kwotą tą są zwykle obciążani sprawcy fałszywego alarmu.
 
ab