Kradł paliwo zawsze w tym samym miejscu. Przyjeżdżał na bielską stację hondą, tankował bak do pełna, a następnie wypełniał umieszczony w bagażniku kanister. Po czterech miesiącach bezkarności, wpadł w zasadzkę zaplanowaną przez dzielnicowych.
 
Zaczął od kradzieży niewielkich ilości paliwa, które z dystrybutora przelewał do małego zbiornika. Kiedy spostrzegł, że jest bezkarny i poczuł się pewnie, przynosił sporych rozmiarów kanister. Wypełniał go paliwem po brzegi i nie płacąc, odchodził w kierunku domu. W końcu rozzuchwalił się na tyle, że przyjeżdżał na stację swoją hondą civic. Tankował bak do pełna, a następnie wypełniał umieszczony w bagażniku kanister.
 
Po czterech miesiącach bezkarności, wpadł na gorącym uczynku w zasadzkę zaplanowaną przez dzielnicowych z komisariatu III. Podczas przesłuchania tłumaczył, że szuka pracy w różnych firmach, do których dojeżdża autem i nie ma pieniędzy na zakup benzyny. Nakradł w ten sposób prawie 400 litrów paliwa za kwotę 2 tys. zł. Grozi mu teraz do pięciu lat więzienia.
 
ab