Autobiograficzna powieść Jose Mauro de Vasconcelos’a pt. ,,Moje drzewko pomarańczowe” została wydana w 1968 roku. W ciągu kilku miesięcy osiągnęła nakład 100 tysięcy egzemplarzy. Na jej podstawie nakręcono film i wystawiono sztuki teatralne. Adaptacja w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej jest pierwszą wersją teatralną tej historii w Polsce.
 
Głównym bohaterem opowieści jest kilkuletni chłopiec Zeze, pochodzący z wielodzietnej rodziny. Dziecko żyje w obliczu problemów, z jakimi mieszkańcy Brazylii musieli zmagać się w latach 30-tych XX wieku. Od rzeczywistości biedy i niezrozumienia, w której nawet sklep nazywa się ,,Głód i nędza”, chłopiec ucieka w fascynację samochodami, kinem i obcowanie z przyrodą. Powiernikiem jego sekretów staje się maleńkie, niedoskonałe drzewko pomarańczowe (nazywane przez chłopca ,,Maluszkiem”), które jest symbolem cienkiej granicy między fantazją, a okrutną rzeczywistością.
 
 - Wyobraźnia, to najważniejsza broń małych marzycieli - mówi reżyser spektaklu Robert Talarczyk. - Szkoda tylko chwili, kiedy ci mali chłopcy w krótkich spodenkach dorastają i zakładają garnitury, a wyobraźnia ulatuje z nich jak powietrze z niebieskich baloników. Stają się wtedy bardzo dorośli i…bardzo smutni. 

Mały Zeze daje innym swą miłość, niewiele otrzymując w zamian. W Boże Narodzenie czyści przechodniom buty, by zarobić na prezent dla bezrobotnego ojca, od którego niczego nie dostał i który potrafi pobić go do nieprzytomności. Chłopiec także uczy się nienawiści, ponieważ sam jest ofiarą agresji.
 
Najważniejszą potrzebą Zeze staje się więc poszukiwanie czułości i zrozumienia. Światło do jego życia wnoszą zabawy z młodszym bratem, pomocna dłoń nauczycielki i przyjaźń z Portugalem, która odmieni jego życie.
 
,,Moje drzewko pomarańczowe” jest wzruszającą opowieścią, życiową mądrością przypominająca ,,Małego Księcia” Antoine de Saint Exupery. Pomarańcze kojarzą się ze słońcem, radością i egzotycznym klimatem. Jednocześnie bywają gorzkie i cierpkie. Takie właśnie jest życie małego, niesfornego Zeze.
 
W sztuce starannie wyreżyserowanej przez Roberta Talarczyka obok zawodowych aktorów grają również dzieci (Kinga Pruska, Artur Wasilewski, Filip Górski, Jakub Ryszka), które wyłoniono w specjalnym castingu. Ale rolę zarówno dorosłego, jak i małego Zeze reżyser powierzył Kubie Abrahamowiczowi, co moim zdaniem od początku źle wpływa na odbiór spektaklu. Aktor ubrany w dziecięce spodenki i posługujący się dziecinną mową wygląda komicznie, choćby niewiadomo jak bardzo starał się ukazać dramatyzm kreowanej przez siebie postaci. W miarę rozwoju akcji można się jednak przyzwyczaić do tego zabiegu i dzięki umiejętnej grze Abrahamowicza zobaczyć na scenie prawdziwego Zeze.
 
Na deskach teatru pojawili się również Jerzy Dziedzic w roli ojca oraz jak zawsze znakomity Kazimierz Czapla, który wcielił się w Portugala. Największe uznanie widzów zdobył tym razem najmłodszy aktor, grający małego braciszka głównego bohatera - Jakub Ryszka.
 
Najmocniejszym elementem przedstawienia jest niezwykła scenografia autorstwa Bartosza Skoczkowskiego. Rzeczywistość surowego wnętrza biednego, brazylijskiego domu przeradza się na oczach widzów w barwny teatr cieni ukazujący świat dziecięcej fantazji, który pozwala niemal poczuć zapach pomarańczy.
 
Odpowiedniego klimatu tej pięknej opowieści nadaje także pogodna muzyka Jiří’ego Toufar’a.

Przedstawienie według Jose Mauro de Vasconcelos’a jest opowieścią o dorastaniu. Dojrzewający Zeze zaczyna popadać w melancholię, boi się utraty fantazji i dobroci, która w nim drzemie. Symbolami wkraczania w dorosłość są w tej sztuce kwitnące drzewko pomarańczowe i ptak, którego Zeze wypuszcza na wolność.

 - Pogłaskałem bielutki kwiat. Już nie płakałem z byle powodu. A przecież poprzez ten kwiatek Maluszek próbował się ze mną pożegnać; opuszczał już moją krainę marzeń i wkraczał w świat rzeczywistości i bólu - tak główny bohater opisuje ostatnie spotkanie z drzewkiem pomarańczowym.
 
 - Czy chcecie wrócić do krainy dzieciństwa? - pyta dorosły Zeze widzów, nawiązując z nimi bezpośredni dialog. Oglądając tę sztukę wracamy do czasów beztroskiej zabawy, ale także zależności od innych i łez wylanych w poduszkę z powodu dorosłych, którzy nas nie rozumieją.
 
,,Moje drzewko pomarańczowe”, to momentami komiczna, ale jednocześnie dramatyczna sztuka, która jest w stanie poruszyć serca zarówno dorosłych, jak i młodszych widzów. Jest to opowieść uniwersalna i ponadczasowa. Młodsi odnajdą w niej własną tęsknotę do rzeczywistości magii i barwnych zabaw. Dorosłych natomiast wzruszy historia chłopca z biednego domu, posiadającego dobre i otwarte na potrzeby innych serce, z którym utożsamiać się może każdy z nas. Warto więc zabrać na ten spektakl całą rodzinę.
 
                                                                         Agnieszka Pollak-Olszowska