Miejskie szkoły w Bielsku-Białej nie mają większych problemów z organizacji pozalekcyjnych zajęć sportowo-rekreacyjnych. A mimo to dysproporcje pomiędzy poszczególnymi placówkami są szokująco duże.
 
Bielski ratusz ma na ten cel pieniądze, szkoły z reguły dysponują odpowiednią bazą sportową oraz zatrudniają nauczycieli wychowania fizycznego, którzy są kompetentni, aby tego typu zajęcia prowadzić. Zaś o tym, że dodatkowe, pozalekcyjne zajęcia sportowe dla dzieci i młodzieży to dobry pomysł, nikogo chyba przekonywać nie trzeba.

Po pierwsze dlatego, że z powodu ślęczenia przy komputerze lub telewizji młode pokolenie coraz częściej prowadzi siedzący, czyli niezdrowy tryb życia. Po drugie nie od dziś wiadomo, że sensowne zagospodarowanie wolnego czasu młodych ludzi zmniejsza niebezpieczeństwo sięgnięcia przez nich po narkotyki czy alkohol lub spędzania wolnego czasu na chuligańskich wybrykach.
 
Kilkadziesiąt lub... zero
 
W tej sytuacji trudno nie zdziwić się tym, że różnice w liczbie pozalekcyjnych zajęć sportowo-rekreacyjnych w bielskich szkołach są wręcz szokująco duże. Co więcej, liczba szkół, w których tego typu zajęcia są rzadkością, wcale nie jest mała. Przekonaliśmy się o tym, gdy poprosiliśmy bielski ratusz o wykaz liczby pozalekcyjnych zajęć sportowo-rekreacyjnych organizowanych w miejskich szkołach. Oto przykłady.
 
Wśród podstawówek liderem jest SP nr 32, gdzie w tygodniu takie zajęcia odbywają się średnio przez 57 godzin. Tuż za liderem jest SP nr 33 ze średnią liczbą 53 godzin. Dużo takich zajęć organizują też SP nr 1 (36 godzin), SP nr 3 i SP nr 27 (po 35 godzin) oraz SP nr 20 (34,5 godziny). Na drugim końcu są szkoły, w których w tygodniu średnia liczba pozalekcyjnych zajęć sportowo-rekreacyjnych nie przekracza dziesięciu. Należą do nich SP nr 5 (8 godzin), SP nr 22 (7 godzin), SP nr 38 (5 godzin), SP nr 17 (3,5 godziny), SP nr 37 (3 godziny).
 
Wśród gimnazjów liderami są Gimnazjum nr 14 ze średnią 14 godzin pozalekcyjnych zajęć sportowych oraz Gimnazjum nr 3 z 11 godzinami. Aż w siedmiu gimnazjach takich godzin jest w tygodniu średnio mniej niż 5. Są to Gimnazjum nr 1 (4 godziny), Gimnazjum nr 5 i Gimnazjum nr 7 (po 3 godziny), Gimnazjum nr 8 i Gimnazjum nr 22 (po 2 godziny), Gimnazjum nr 15 (1 godzina) i Gimnazjum nr 12 (O takich godzin).
 
W szkołach średnich najwięcej godzin zajęć sportowych organizuje Zespół Szkół Ekonomicznych - średnio 21 godzin w tygodniu. W LO im. KEN takich godzin jest 15, w V LO - 14, a w LO im. S. Żeromskiego - 13. średnio po 12 godzin dodatkowych zajęć organizuje w tygodniu Zespół Szkół Budowlanych oraz Zespół Szkół Samochodowych i Ogólnokształcących, a 11 Zespół Szkół Elektronicznych, Elektrycznych i Mechanicznych. Z kolei w LO im. M. Kopernika takich zajęć jest w tygodniu średnio 5 godzin, w Bielskiej Szkole Przemysłowej - 4, a w LO nr VIII i Zespole Szkół Ogrodniczych po 3.
 
Tylko dla bogatych
 
Do różnych szkół chodzi różna młodzież. I dlatego w jednych szkołach zainteresowanie sportowymi zajęciami po lekcjach może być większe, a w innych mniejsze. Ale nie wydaje się to jedynym wytłumaczeniem bardzo dużych różnic w liczbie sportowych zajęć organizowanych przez poszczególne szkoły. Gdzie zatem tkwi sedno problemu? Z nieoficjalnych informacji „Kroniki” wynika, że przyczyna może też być następująca: otóż nie jest tajemnicą, iż część bielskich nauczycieli wychowania fizycznego prowadzi prywatne szkółki sportowe. Organizują w nich między innymi lekcje pływania na basenie, naukę jazdy na nartach czy inne zajęcia sportowe.
 
Wśród ich sportowych kursantów są też uczniowie szkół, w których ci nauczyciele wf-u pracują. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo rodzice, którzy chcą wysłać swoje dziecko na dodatkowe zajęcia sportowe wolą, żeby lekcje te prowadził nauczyciel, którego znają i do którego mają zaufanie niż zupełnie obcy człowiek.

Tyle tylko, że z tego właśnie powodu nauczyciele prowadzący prywatne szkółki sportowe mogą nie być zainteresowani organizowaniem przez ich szkoły zajęć sportowo-rekreacyjnych dla dzieci i młodzieży, bo to nic innego jak konkurencja dla ich prywatnych firm. I to konkurencja bardzo groźna, bo darmowa. Ci sami nauczyciele nie muszą się też palić do prowadzenia takich zajęć w szkole, bo stawki, jakie zapłaci im dyrektor szkoły, są znacznie skromniejsze od tego, co w tym samym czasie mogą zarobić „na swoim”.
 
Istnienie prywatnych firm zajmujących się organizowaniem zajęć sportowych dla dzieci i młodzieży to oczywiście nic złego. Pod warunkiem, że młodzi ludzie mogą o swoją tężyznę fizyczną zadbać także za darmo, w swoich szkołach na dodatkowych zajęciach. Bo inaczej dla dzieci i młodzieży z biedniejszych rodzin, których nie stać, aby płacić za prywatne lekcje sportowe, droga do dodatkowych zajęć jest zamknięta.
 
Komisja zdiagnozuje
 
Jan Solich, dyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty w Bielsku-Białej informuje, że kierowana przez niego jednostka wspólnie z Komisją Edukacji i Kultury Rady Miejskiej Bielska-Białej wzięła właśnie pod lupę temat dodatkowych zajęć sportowo-rekreacyjnych w miejskich szkołach. Zaczęto od zebrania informacji, ile takich zajęć organizuje się w poszczególnych szkołach. Dane - które przytoczyliśmy - także dla przedstawicieli bielskiego samorządu okazały się zaskakujące.
 
Teraz MZO będzie chciał zdiagnozować problem, czyli ustalić, dlaczego w części szkół tych zajęć jest niewiele. I podejmie działania, które sprawią, że sytuacja ulegnie zmianie na lepsze.
 
Tekst i foto: Sławomir Horowski