Rozmowa z posłem Maksem Kraczkowskim, sekretarzem Rady Politycznej PiS

W katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem PiS stracił wielu wybitnych polityków. Aby dotrzymać kroku Platformie Obywatelskiej, powinniście szybko wybrać następców osób tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem. Kto i kiedy zastąpi Grażynę Gęsicką na stanowisku szefa Klubu Parlamentarnego PiS?
 
 - Trudno mi spekulować na ten temat, gdyż nie odbył się jeszcze nawet pogrzeb pani poseł. W tej chwili nikt w klubie nie mówi o personaliach za wyjątkiem sprawy kandydatury naszej partii w wyborach prezydenckich.
 
Kandydat na szefa klubu
 
Do kiedy musicie się uporać z wyborem nowego szefa klubu?
 
 - Jak najszybciej. Być może nastąpi to już na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Szef klubu reprezentuje ugrupowanie polityczne w toku prac parlamentarnych. To jest bardzo ważne stanowisko.
 
Kto powinien je objąć?
 
 - Musi być to osoba, która ma dobry kontakt z klubem, jest sprawna i merytoryczna oraz potrafi w sposób koncyliacyjny rozmawiać z innymi ugrupowaniami parlamentarnymi.
 
Mieści się Pan w tym wzorcu? Podobno Pańską kandydaturę promują młodzi posłowie PiS.
 
 - Słyszałem o tym, lecz na razie nie ma tematu. Jestem wiceprzewodniczącym sejmowej komisji gospodarki i dobrze się czuję w tej roli.
 
Na swojej stronie internetowej napisał Pan ostatnio: „Historia dobrze oceni Prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Czym zmarły prezydent zasłużył sobie na pamięć potomnych?
 
 - W moim odczuciu jako polityka i Polaka, ś.p. Prezydent dobrze się zasłużył Polsce. Oprócz działalności w nurcie bieżącej polityki, skutecznie pracował nad poprawą wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Otwierając Muzeum Powstania Warszawskiego, przywrócił światu pamięć o naszych bohaterach narodowych. Żaden inny prezydent III RP nie angażował się tak mocno, jak On w sprawy wolności innych narodów - Gruzji i Palestyny.
 
Krytycy zarzucali Lechowi Kaczyńskiemu, że zbyt emocjonalnie ingeruje w bieżącą politykę. To, co dla PiS było Jego atutem, dla krytyków osłabiało tę prezydenturę.
 
 - Prezydent zostaje wybierany w głosowaniu powszechnym i dlatego ma najszerszy mandat do zajmowania się bieżącą polityką. Lech Kaczyński udowodnił swoją prezydenturą, że ten urząd można sprawować w sposób godny, pamiętając o wartościach istotnych z punktu widzenia narodowego i społecznego. Niektórzy zarzucają Prezydentowi niedostatek dyplomacji w stosunkach z partnerami politycznymi. Tłumy, które po Jego śmierci odwiedziły Pałac Prezydencki są dowodem, że Polacy cenili ten sposób służby Państwu. Była to postać nietuzinkowa, która od początku poddana została bezprecedensowej krytyce politycznej.
 
Wawel nie dla wszystkich
 
Kto podejmował decyzję w sprawie pochowania Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu?
 
 - Nie zajmowałem się tym bliżej. Z pewnością sprawa ta była przedmiotem rozmów między hierarchami Kościoła katolickiego a rodziną Zmarłych.
 
Czy jest to trafna decyzja?
 
 - Oczywiście! Lech Kaczyński był wielkim Polakiem i patriotą. Więcej uzasadniać nie trzeba. Na Wawelu spoczywają osoby, których historia uznała za zasłużonych. Uważam, że do tego kręgu należy zmarły Prezydent.
 
Myśli Pan, że Wawel powinien stać się w przyszłości miejscem wiecznego spoczynku wszystkich prezydentów III RP?
 
 - Nie wszystkich, lecz takich, którzy zasłużyli sobie na to swoją postawą jako człowiek i mąż stanu. Przypomnę, że mieliśmy w przeszłości prezydentów, którzy w doniosłych dla Państwa chwilach skarżyli się na niedyspozycję goleni lub tłumaczyli się ze swej agenturalnej przeszłości. Nie chcę wartościować znaczenia prezydentury Lecha Kaczyńskiego, gdyż ten bilans mógłby zakończyć się niepomyślnie dla prezydentów, którzy sprawowali swój urząd po 1990 roku.
 
Nasi przodkowie byli mniej roztropni, gdy grzebali prezydentów II RP w Warszawie? Historycy przypominają, że prezydent Gabriel Narutowicz umarł także w tragicznych okolicznościach.
 
 - Na Wawelu spoczywa Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. Gdy odbywał się jego pogrzeb, protestowało wielu Polaków. Dziś, z dystansu historycznego wiemy, że decyzja o pochówku była trafna. Czymże jest historia? Tworzymy ją przecież my wszyscy poprzez swoje obecne działania.
 
Kto będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich?
 
 - Decyzja w tej sprawie zapadnie do 26 kwietnia. Myślę, że stanie się to wcześniej, na najbliższym posiedzeniu Rady Politycznej PiS w dniu 24 kwietnia. Media centralne podają różne nazwiska. Raz jest to prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber, innym razem zaś mówi się o prof. Zycie Gilowskiej. Naturalnym kandydatem w tych wyborach wydaje się być jednak prezes Jarosław Kaczyński.
 
Słychać też o ambicjach Zbigniewa Ziobro. Kto Pańskim zdaniem wygra, jeśli w PiS odbędą się prawybory?
 
 - Prawyborów nie będzie. Choćby dlatego, że w krótkim kalendarzu wyborczym nie ma na to czasu. Nie chcemy robić publicznego show w stylu zaproponowanym przez PO. Casting nie jest dobrą metodą wyłaniania liderów partyjnych. Moim kandydatem jest prezes.
 
Krajobraz po katastrofie
 
Jakie szanse elekcji w partii ma Jarosław Kaczyński?
 
 - Duże. Jestem przekonany, że jego kandydatury oczekuje ogromna większość członków naszej partii. Wszystko zależy od osobistej decyzji pana prezesa. To trudna sytuacja, zwłaszcza w obliczu śmierci wielu bliskich mu osób. Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem zachłannym na władzę.
 
Prezes Kaczyński ma od długiego czasu kiepskie wskaźniki popularności w badaniach opinii publicznej. Nie lepiej postawić na kogoś młodszego i cieszącego się większym zaufaniem społecznym?
 
 - Przed poprzednimi wyborami pracownie badania opinii faworyzowały Donalda Tuska. Pożyjemy – zobaczymy. Wyborca zawsze ma rację.
 
Był Pan z prezesem na lotnisku w Smoleńsku krótko po katastrofie. Co Pan tam ujrzał?
 
 - To był przerażający widok. Nie chciałbym rozwijać tego wątku. Pierwszy raz w życiu widziałem miejsce katastrofy lotniczej. Mam nadzieję, że ostatni. Prezes zidentyfikował zwłoki swego brata. To wszystko, co w tej sprawie mam do powiedzenia.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiał: Robert Kowal