W Bielsku-Białej trenuje wielu perspektywicznych sportowców, którzy już uzyskują znakomite wyniki nawet na arenie międzynarodowej. Niestety, poza pomocą finansową ze strony bielskiego magistratu, są zdani na siebie. Prywatni inwestorzy, tłumacząc się kryzysem gospodarczym, nie wspierają rozwoju bielskich talentów.
 
Aby talent sportowca mógł się rozwijać, potrzebne są pieniądze, które najczęściej pochodzą z kieszeni biznesmenów. W dobie kryzysu gospodarczego coraz trudniej sięgać do tych zasobów. Mniej problemów z pozyskiwaniem sponsorów mają sporty zespołowe. Gorzej wygląda sytuacja osób uprawiających dyscypliny indywidualne. Jak z tymi przeszkodami finansowymi radzą sobie dobrze zapowiadający się zawodnicy z Bielska-Białej?
 
Polityka „żebracza”
 
Judoczka Maja Rasińska jest jedną z najbardziej perspektywicznych sportsmenek w stolicy Podbeskidzia. Jej największym sukcesem jest brązowy medal Europejskiego Festiwalu Młodzieży oraz siódma lokata na mistrzostwach świata kadetek. - Maja jest  typem wojownika i nigdy nie brakowało jej chęci do pracy - mówi o swojej podopiecznej Lech Kopeć, trener judoczek w Gwardii Bielsko-Biała. - Niedawno skończyła 16 lat. Jeżeli życie nie pokrzyżuje jej planów, np.  nie przyplącze się kontuzja, to będziemy jeszcze długo radować się jej sukcesami.
 
Aby Maja i jej koleżanki mogły stawiać kolejne sportowe kroki naprzód, potrzebne są niemałe środki. Pięć dziewcząt z klubu Gwardia wzięło niedawno udział w dwutygodniowym campie w Japonii. Obóz każdej z zawodniczek kosztował, bagatela, 8 tys. zł. W przypadku Rasińskiej dochodzą do tego liczne zawody międzynarodowe. W ciągu dwóch najbliższych miesięcy ta uzdolniona judoczka zaliczy cztery turnieje poza granicami kraju, m.in. w Moskwie i Teplicach.
 
Drogie są również ubiory zawodniczek. - Każda z dziewcząt potrzebuje dwa kimona startowe - niebieskie i białe, z nazwiskiem na plecach - oraz co najmniej jedno  kimono treningowe - mówi trener Kopeć. - Kimono kosztuje ok. 600 zł. Dziewczyny powinny mieć także odpowiednie biustonosze i koszulki przeciwpotowe. Zwykły pas do kimono kosztuje 100 zł. Do tego obuwie i jakiś dres. Jeśli chce się porządnie wyposażyć zawodnika, to trzeba wyłożyć ok. 3 tys. zł.
 
Niestety, uzdolnione zawodniczki nie mogą liczyć na hojność prywatnego sponsora. - Sponsoring polega na tym, że prowadzimy politykę „żebractwa”, bo tak to trzeba nazwać - skarży się Kopeć. - Darczyńców pozyskujemy często w kręgu swoich znajomych. Kiedyś wspierała nas pewna firma ochraniarska, która pomagała w zakupie sprzętu.
 
 W tym roku bielski Ratusz przyznał Rasińskiej stypendium. Otrzymało je też sześć innych zawodników bielskiej Gwardii. - To wymierne finansowo wyróżnienie jest dla nich ogromną motywacją do dalszej pracy - nie kryje zadowolenia trener. Jeszcze w tym roku Maję czeka start w Letnich Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży w Singapurze. Bielszczanka stoi przed nie lada wyzwaniem, ale jak zapewnia Lech Kopeć, poradzi sobie.
 
Kropla w morzu potrzeb żeglarza
 
Utalentowany tenisista z Bielska-Białej Marek Mrozek nie miał wyboru. Musiał zostać tenisistą. - W mojej rodzinie wszyscy grali w tenisa - mama, tata i siostra. Niestety, dalszą karierę zaprzepaściła mojej siostrze poważna kontuzja - opowiada młody sportowiec. Mrozek jest wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski, aktualnym brązowym medalistą mistrzostw Polski seniorów w grze podwójnej.
 
W okresie zimowym największym problemem tego młodego sportowca jest brak hali, w której mógłby regularnie trenować. W tej sytuacji zmuszony jest do częstych wyjazdów nie tylko w poszukiwaniu bazy treningowej, ale i sparingpartnerów. A podróże kosztują. Marek sponsora również nie posiada, co w sposób znaczny hamuje rozwój jego talentu. Ojciec tenisisty, a zarazem jego trener, starał się swego czasu o pozyskanie inwestora, lecz bezskutecznie. Niedawno zawodnik bielskiego KKS otrzymał z rąk prezydenta Jacka Krywulta nagrodę za zeszłoroczne osiągnięcia, a także stypendium miejskie. - Gdyby nie te pieniążki, z pewnością nie zrealizowałbym części swoich wyjazdów - wyjaśnia Mrozek.
 
Wsparcie z miejskiego budżetu otrzymuje także żeglarz Szymon Szymik. Pasją do tego sportu zaraził go ojciec. Pierwsze kroki stawiał w klubie żeglarskim Viking na jeziorze Żywieckim. Dziś jest dwukrotnym wicemistrzem świata w klasie Micro. Startuje również w klasie Match-Racing, w której wraz z załogą zajmuje 104. miejsce w rankingu światowym, w którym sklasyfikowano ponad 2 tys. łodzi. - Jak na półtora roku startów, to dobry wynik - cieszy się Szymik.
 
Mimo wielu sukcesów, jego jedynym sponsorem jest bielska firma Bielmar. - Niestety, kasy jak zawsze brakuje - żali się Szymon. - Choć Polacy są znakomitymi żeglarzami, to sport żeglarski nie cieszy się w naszym kraju zainteresowaniem. Teoretycznie mamy kryzys gospodarczy i ewentualni sponsorzy nie garną się do finansowania sportu.
 
Szymik nie ukrywa, że do startów często dokłada z własnej kieszeni i tym bardziej docenia pieniądze, jakie otrzymuje od bielskich urzędników. Trafnie jednak zauważa, że jest to „kropla w morzu” jego żeglarskich potrzeb.
 
Krocie za piłkę
 
W Bielsku-Białej od wielu lat bardzo prężnie działa Stowarzyszenie Gimnastyki Artystycznej. Zawodniczki tego klubu uzyskują regularnie znakomite wyniki na krajowym podwórku. A gimnastyka jest niełatwym kawałkiem sportowego chleba. Dziewczęta rozpoczynają treningi już w wieku pięciu lat. Trenują niemal cały tydzień, oprócz sobót i niedziel, po 3-4 godziny dziennie. Wolny mają tylko lipiec. Jak wszystkie dzieci, uczęszczają także do szkoły. Niektóre posiadają nawet stypendia naukowe, gdyż legitymują się średnią ocen powyżej 5,0. 
 
Jako że klub ma status stowarzyszenia, to koszty utrzymania zawodniczek w dużej mierze pokrywają rodzice. - Płacimy za treningi. Dostajemy jednak dotacje z Urzędu Miasta na organizację zawodów i na wyjazdy - mówi Anita Bąk, mama Dagmary, brązowej medalistki Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w układzie z piłką.
 
Uprawianie gimnastyki artystycznej pochłania spore środki. - Zwykła wstążka kosztuje ok. 100 złotych, piłka do układu gimnastycznego - ok. 300 zł, a strój dla dziewczynki wchodzącej w wiek juniorski, to już wydatek rzędu 1 tys. zł - wymienia pani Anita, która występując pod nazwiskiem panieńskim Kubica, była niegdyś znakomitą judoczką. W rozwój młodych sportsmenek inwestują bielskie władze, które w tym roku przyznały stypendia aż jedenastu dziewczętom tego klubu.
 
Sportowcy, którzy reprezentują stolicę Podbeskidzia na zawodach międzynarodowych, nie mogą liczyć na hojność prywatnych inwestorów. Całe szczęście, że ze swojej roli mecenasa sportu dobrze wywiązuje się bielski Ratusz, który poprzez stypendia stara się dofinansowywać uzdolnionych zawodników. W tym roku Jacek Krywult wręczył 40 takich wyróżnień.
 
Kwoty, jakie otrzymują sportowcy są bardzo zróżnicowane. Jest to zazwyczaj 250 zł do 3 tys. zł miesięcznie. Wysokość wsparcia zależy od wieku sportowca oraz wyników, jakie osiągnął w poprzednim roku.
 
Paweł Hetnał