Ekolodzy informują i śledzą
Rozmowa z prezesem Klubu Gaja Jackiem Bożkiem
Parę lat temu w jednym z wywiadów powiedział Pan, że Gaja działa „na rzecz Ziemi i zamieszkujących ją istot”. Skąd wiecie, jaki jest interes Ziemi i czego chcą te istoty?
- Z punktu widzenia emocjonalnego nietrudno to odgadnąć. Wszyscy na Ziemi chcemy mieć co zjeść, gdzie mieszkać i być kochani. Klub Gaja nie uzurpuje sobie prawa do przemawiania w imieniu zwierząt. Uważamy jednak, że mamy pełne prawo do wyrażania własnych przekonań. Nam się wydaje, że zwierzęta chciałyby żyć w sposób zgodny z wolą Stwórcy.
Podatek na klub
Kilka oddziałów Gai zostało zarejestrowanych za granicą. Uczycie cudzoziemców, jak powinni pracować na rzecz Natury?
- Klub Gaja powstał jeszcze w PRL, w podziemiu. Obserwowaliśmy, jak z biegiem lat zmieniały się realia społeczno-gospodarcze, polityczne i ekonomiczne w naszym kraju. Dziś dzielimy się z innymi swoim doświadczeniem.
Ilu członków liczy Klub Gaja?
- Do klubu należy kilkadziesiąt osób. One są najbardziej aktywne. Nasze idee wspiera także szeroki wolontariat w szkołach i różnych instytucjach.
Statut pozwala utrzymywać klub z dotacji i subwencji. Od kogo otrzymujecie pieniądze?
- Dochody Klubu Gaja opisane są szczegółowo na stronach internetowych naszego stowarzyszenia oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Publikacja tych danych jest ustawowym obowiązkiem organizacji pożytku publicznego. Najogólniej mówiąc, większość dochodów stowarzyszenia jest rezultatem udziału w różnych konkursach i projektach organizowanych głównie na poziomie krajowym. Otrzymujemy granty m.in. od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, funduszy wojewódzkich, Komisji Europejskiej, rządu norweskiego, itp.
Jako organizacja pożytku publicznego jesteście wspierani przez państwo za pośrednictwem obywateli, którzy mogą przekazywać Wam 1 proc. podatku od dochodów osobistych. Ludzie chętnie Wam pomagają?
- To są stosunkowo niewielkie wpływy. W ub.r. otrzymaliśmy z tego tytułu ok. 150 tys. zł. Jest to mniej więcej dziesiąta część naszego budżetu.
Czy otrzymujecie nawiązki z tytułu wyroków sądowych od osób skazanych za przestępstwa kryminalne?
- Nie. Tydzień temu uznaliśmy, że powinniśmy ubiegać się o ten przywilej. W najbliższym czasie złożymy w tej sprawie odpowiedni wniosek.
Przepisy stanowią, że wszystkie dochody stowarzyszenia muszą być przeznaczane na realizację zadań statutowych. Z czego więc Pan się utrzymuje?
- Pracuję w Klubie Gaja, a wynagrodzenie otrzymuję w ramach realizacji projektów, które zyskały akceptację sponsorów. Jest to forma motywacji do dobrej pracy.
Nie interesują się odpadami
Realizujecie różne projekty. Chronicie żaby, ryby, konie, kumaki, drzewa. Dlaczego nie potraficie dogadać się z bielskim Ratuszem, aby poważniej zajął się sprawą segregacji odpadów?
- Nie zajmujemy się odpadami. Nie możemy zajmować się wszystkim, bo jest nas za mało.
Ludzi interesują głównie problemy, które dzieją się na ich podwórku, w najbliższym sąsiedztwie. Większość nawet nie wie co to jest kumak.
- To nie ludzie wybierają zadania dla stowarzyszenia. Stowarzyszenie robi to samodzielnie. Tak jak Pan nie zajmuje się psami, tak Klub Gaja nie interesuje się odpadami.
Ale potrafiliście naciskać na prezydenta Krywulta, gdy planował wylesienie stoku Szyndzielni...
- Nie musieliśmy wcale naciskać. W Polsce obowiązuje prawo bezwzględnej ochrony terenów zaliczonych do obszaru Natura 2000. Udzielaliśmy prezydentowi dobrych rad. Przestrzegaliśmy, jak mogą skończyć się jego projekty.
Sprawa planu zagospodarowania stoku Szyndzielni trwała ze zmiennym szczęściem tak długo, że można było odnieść wrażenie o istnieniu jakichś zakulisowych rozgrywek. Czy Gaja grała tą kartą w Komisji Europejskiej?
- Pan demonizuje nasze możliwości. Ani Klub Gaja, ani ja osobiście nie dysponujemy instrumentami nacisku na KE. Natomiast naszym obowiązkiem jako strażników przyrody było poinformowanie właściwych organów o problemie, a następnie śledzenie rozwoju wypadków. Gdyby prawo nie było po naszej stronie, mógłbym sobie pisać i telefonować do woli.
Podpisując z miastem porozumienie w sprawie zagospodarowania stoku Dębowca, stał się Pan stroną sporu. Czy Gaja chce na stałe uczestniczyć w grze politycznej?
- Od kilku lat media nieustannie robią z nas oszołomów. Rozmawiając z poważnymi ludźmi, słyszę często pytanie - „Kiedy Pan się ostatnio przykuł łańcuchem do drzewa?”. To jest niesprawiedliwy dla nas mit. Nie jesteśmy częścią polityki i nią nigdy nie będziemy. Ale - jako organizacja pozarządowa - od dołu organizujemy społeczeństwo do działań politycznych. Codziennie do naszej siedziby w Wilkowicach zgłasza się średnio pięć osób z prośbą o interwencję. Pomagamy im. To nas cieszy.
Na garnuszku władz?
Gdy parę dni temu zamieściliśmy informację o wyznaczeniu przez Pana nagrody dla osoby, która pomoże w ujęciu sprawcy zniszczenia zabytkowego drzewa w Bielsku-Białej, jeden z czytelników zapytał: a gdzie był Bożek, kiedy w Karkonoszach wylesiano duży obszar pod prywatny wyciąg narciarski. Faktycznie, gdzie Pan wtedy był?
- A gdzie był wtedy ten czytelnik, gdzie był pan redaktor? To jest niemądre pytanie. Na tego rodzaju posty z zasady nie odpowiadam.
Obecnie Słowacja realizuje gigantyczny program inwestycji sportowo-rekreacyjnych. Zakłada on m.in. rozbudowę baz narciarskich w Tatrach. Przyroda słowacka jest mniej cenna?
- Nie znam sytuacji na Słowacji. W wielu krajach, głównie postkomunistycznych, organizacje ekologiczne są na garnuszku władz centralnych lub samorządu. Tak jest np. w Czechach i na Węgrzech. Polskie społeczeństwo jest lepiej zorganizowane, lecz nadal daleko nam do państw Zachodu, gdzie organizacje podobne do Klubu Gaja funkcjonują prawie w każdej gminie.
Czy biorąc pod uwagę siłę naszych organizacji ekologicznych, w Polsce mógłby zostać podjęty taki sam program inwestycyjny, jak na Słowacji?
- Nie sądzę. Z drugiej strony rozumiem racje przedsiębiorców. Inwestycje są motorem rozwoju gospodarczego. Ale ekolodzy są od ochrony dzikiej przyrody, a biznesmeni od tego, aby znajdować rozwiązania ekonomiczne przyjazne tak dla przyrody, jak gospodarstwa człowieka.
Życie kumacze jest jedno
Gminne odpowiedniczki Gai na Zachodzie nie zapobiegły niszczeniu przyrody na wielką skalę w procesie uprzemysłowienia i urbanizacji po II wojnie światowej. Macie więc wątpliwej jakości wzory...
- W tamtym czasie organizacje ekologiczne dysponowały zupełnie inną, znacznie uboższą wiedzą o przyrodzie. Dziś, w oparciu o nowoczesne analizy i prognozy stanu środowiska podejmuje się często decyzje o powrocie do stanu sprzed lat. Np. obecnie, kosztem gigantycznych nakładów finansowych renaturalizowany jest Ren. W przeszłości całkowicie - wręcz komputerowo - uregulowano jego koryto, a później okazało się, że rzeka ciągle wylewa mimo zabetonowania brzegów.
W roku ubiegłym broniliście kumaków na Błoniach. Teraz z myślą o żabach apelujecie o ograniczenie ruchu na drogach w pobliżu zbiorników wodnych. Czy nie obawia się Pan, że takie akcje ośmieszają idee ekologiczne?
- Kumak ma jedno życie. Może to jest tylko kumacze życie, ale drugiego nie ma. Tymczasem ciężkie pojazdy rozjeżdżały ich siedliska. Doszliśmy do porozumienia z organizatorami Operacji Południe. W tym roku będziemy wspólnie organizować zlot. Tak, aby kumak nie ucierpiał. O żabach powinniśmy pamiętać szczególnie teraz, w okresie lęgowym. Namawiam do zachowania ostrożności na drogach tuż po opadach. Żaby zjadają ogromne ilości komarów. Drastyczny spadek ich populacji może doprowadzić do tego, że to komary nas zjedzą.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 2790 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 32
aliant
A ja to nie wiedziałem, że Gaja jest współorganizatorem OPERACJI POŁUDNIE. Działam przy tym przedsięwzięciu od 10 już lat....chyba coś przespałem snem zimowym...
olo
Ten pan wydaje sie być podobny z wypowiedzi do drugiego pana który rządzi pewna partia polityczna i chcą go zrobić prezydentem.Ja i tylko ja mam racje a reszta mi lata!! Ciesza sie pewnie w Karkonoszach,pod Giewontem i wszedzie tam gdzie ten facet nie mieszka bo przynajmniej moga coś robic.Kurna to co on mówi to niestrawne!
ext
W sprawie Sarniego Stoku w sumie nic nie zrobili, a sarny giną przez ogrodzenie terenu i przez plany wybudowania osiedla.. Jeszcze parę lat temu Kronika pisała jakie tam gatunki zwierząt mają schronienie, teraz to po cichu wyginie.
Stary
To co opowiada Pan Bożek należy włożyć między bajki. Gdyby był takim miłośnikiem przyrody i zwierząt zająłby się np. problemem od lat największym, tj. betonowaniem rzek i potoków szczególnie podgórkich. Straty i degradacja terenów z tego powodu są ogromne.Drugą sprawą to budowanie domów w lasach na terenach które były do niedawna terenami rekraacyjnymi. I jeszcze jedno. Żyję i mieszkam w Bielsku już 60 lat. I pamiętam czasy kiedy na stokach Szyndzielni w zimie świeciły się światła, a stok był pełen narcirzy. Co mamy dzisiaj? Nic. I nikt z tego też nie ma nic. Nawet w lecie to miejsce zionie pustką. Krótko oceniając klub Gaja jest jak pies ogrodnika. A tego jak motocykliści i quadowcy rozjeżdżją szlaki to niestey nie widzą. Dlatego twierdzę że Gaja pojawia się tam wszędzie gdzie mogą coś ugrać. Tam gdzie trzeba włożyć wysiłek i powalczyć to ich jakoś nie widać.
100% BB
A pamiętacie ostatni etap budowy obwodnicy zachodniej-przebudowa Hulanki, jak się ekolodzy czepiali że w planach nie było zaznaczone, że będą wycinane drzewa??? Kiedy odstapili od protestów i straszenia że zablokuja budowę..... kiedy policzono straty związane z wycinką drzew i zapłacono, własnie chyba Gaja nieźle wtedy zarobiła skoro protesty zniknęły jak niewielka kałuża w porze letniej.
xenon
Zgadza się. Dużo szumu, ściemy, a realnych i prawdziwie korzystnych dla przyrody działań prawie nic.
tadeusz kosciuszko
wygodne życie w świetle prawa, niszowe akcje rozdmuchiwane przez media, swoista buta i odpowiedzi na wszystkie pytania przyprawione retoryką pana wszystkowiedzącego. A prawda jest prosta, co jakiś czas coś zrobić, niby dbać o otoczenie, posprzątać rzeczkę pod swoim domem organizując akcję, kupic konia a przede wszystkim wygodnie żyć.Wiem trudno pozbierać śmieci bez wywiadów i zdjęć, podobnie jak po prostu wstawic rurę dla żab pod jezdnię bez gadaniny.
Sadzenie drzew tez trudne, napewno lepiej dobrze pościemniać i dostać pieniądze na kolejny rok... tzw ekologia ironii.
filemon
Skoro zostałem wywołany do tablicy przez samego Pana Bożka, to odpowiadam: ja w tym czasie byłem w domu. Ale to nie ja kreuję się na obrońcę każdego drzewa i każdej żabki, a znamienne jest to, co zauważył jeden z przedmówców, że Gaja walczy tam, gdzie inicjatywę ma gmina lub państwo. Wniosek nasuwa się jeden: Szyndzielnię należy zagospodarować metodą sobiesiakową, czyli najpierw zrobić, "ekologom" zapłacić odszkodowanie, a następnie postarać się o pozwolenie na inwestycję. To jedyna skuteczna ścieżka działania, pozostałe skazane są na niepowodzenie i może o to właśnie chodzi.
adamski
Ten caly Klub Gaja to jedna wielka sciema! Kilku emerytow z uprzykrzania ludzia zycia zrobilo swoj pomysl na zycie! Apeluje NIE PRZEKAZUJCIE IM 1% swojego podatku! Jest szansa ze pojda z torbami! Darmozjady jedne!
hrabia
P.Bożek znalazłem u siebie w ogrodzie 4-listną koniczyne.Czy mogę dokończyc koszenie ogrodu???
bielszczanin1
Dlaczego klub Gaja nie zainteresuje sie wychodzącymi gazetkami reklamowymi,ktore tylko zaśmiecaja nasze domy(bloki)i idą na makulature,tym samym naiszcząc nasze lasy,ileż to trzeba wyciąć drzewostanu aby zaspokoić i reklamować artykuły spożywcze czy też przemysłowe,artykół dobry sam sie rozleklamuje
Mary B.
A ja popieram Klub Gaja i cieszę się że są właśnie u nas.
pozzybb
Myślę że my Bielszczanie mamy pecha że taka ,,zacna'' instytucja jak Gaja pochodzi z naszego regionu i skutecznie blokuje rozwój miasta i okolicy, i jeszcze bierze za to kasę. Wg mnie to zwykły EKOTERRORYZM
100% BB
eldo skończ gadać i powtarzać coś co mówią inni nawet jeśli są osobami publicznymi. Ciekawe czy podobne wnioski wysuwałeś 4-5 lat temu bo pomysł budowy hali był od czasów jak są tam organizowane targi energetyczne. Traczyk powinien się zając Szyndzielnią i Debowcem a nie Aqua Parkiem w którym gmina nie miała nawet prawa głosu to jest pokłosie wszystkich porazek w tym rejonie miasta. Kiedy był Traczyk to Polska nie była w UE i można było pod kątem tych inwestycji jeszcze coś myśleć. Tak na marginesie to jest temat zuepłnie inny. Poza tym jest zawsze wersja alternatywna dać możliwość wejscia do gór biznesmenom nawet zagranicznym dla który wydanie 100 mln$ do pestka i myśle że gdyby zainwestowali w nie, dla nich i dla miasta byłaby stworzona całoroczna atrakcja aby efektywniej spędzić czas niż tylko łazić po górach i gapić się bez końca na drzewa.
Beskid
Ciekawe gdzie była Gaja i Pan prezes gdy niszczono Siodełko???
eldo
ratuszowe geniusze mialy czas na zagospodarowanie szyndzielni i moze lepiej, ze sie im nie udalo, jeszcze by im to wyszlo tak jak stary rynek... juz i tak zespuli okolice to wielka, betonowa hala co zasalania góry, jak slusznie zauwazyla posel staniszewska, osiem lat rzadzenia kazdemu wystarczy, czas na zmiany
ext
Może ktoś pokazać to wielkie zagospodarowanie Tatr słowackich? Moim zdaniem polskie góry są 10 razy bardziej zagospodarowane=zniszczone.

Klauzula informacyjna ›