Trudne zadanie czeka piłkarzy bielskiego Podbeskidzia w czwartkowe popołudnie. Na boisku w Poznaniu podopieczni Roberta Kasperczyka zmierzą się z miejscowym Lechem, który pod wodzą nowego trenera pnie się coraz wyżej w ligowej hierarchii i wciąż ma szansę na mistrzowski tytuł.
 
Jesień, podobnie jak początek wiosny, nie były udane dla "Kolejorza". Pod koniec lutego z posadą szkoleniowca w poznańskim zespole pożegnał się Jose Maria Bakero, a drużynę objął dotychczasowy asystent, Mariusz Rumak. Był to strzał w "dziesiątkę". W początkowych spotkaniach pod wodzą nowego szkoleniowca lechici co prawda nie zachwycali, ale z czasem zaczęli grać coraz lepiej.
 
Dziś poznaniacy tracą do lidera ekstraklasy ledwie dwa "oczka" i przy dobrym układzie pozostałych spotkań wciąż mają szansę na mistrzowską koronę. O obliczu Lecha stanowią tacy piłkarzy, jak Artjoms Rudnevs, który przoduje w klasyfikacji najskuteczniejszych napastników w lidze, oraz Rafał Murawski i Mateusz Możdżeń, którzy trzymają w garści drugą linię rozpędzonej "poznańskiej lokomotywy".
 
Diametralnie odmienne nastroje panują w zespole beniaminka z Bielska-Białej. "Górale" nie wygrali ani jednego z pięciu ostatnich spotkań. Sporo złego powiedzieć można także o stylu, jaki prezentują na murawie piłkarze Roberta Kasperczyka. Cel, jakim było utrzymanie w ekstraklasie, już dawno został zrealizowany. Teraz wielu zawodników walczy o nowe kontrakty lub miejsce w drużynie w przyszłym sezonie. Szkoleniowiec Podbeskidzia ma więc trudny orzech do zgryzienia, bowiem nie wszyscy zdali egzamin dojrzałości, którym była gra w najwyższej klasie rozgrywkowej.
 
Jutrzejsze spotkanie na poznańskim stadionie rozpocznie się o godz. 18.00 (więcej o meczu czytaj na Sportowych Beskidach).
 
Bartłomiej Kawalec