Na dzisiejszej sesji bielskiej Rady Miejskiej poseł Stanisław Pięta zwrócił się do prezydenta miasta o rozważenie, czy Robert Talarczyk powinien być nadal dyrektorem Teatru Polskiego. Jacek Krywult wyjaśnił, że znaczną część tej krytyki uważa za słuszną.
 
Korzystając z prawa głosu przysługującego parlamentarzystom na sesjach bielskiej Rady Miejskiej, pos. Stanisław Pięta odniósł się dziś do polityki repertuarowej dyrekcji Teatru Polskiego. Jego zdaniem, w teatrze kierowanym przez Roberta Talarczyka przedstawia się Polaków jako „podłych antysemitów”, którzy beznamiętnie strzelają do ludności cywilnej w Afganistanie. W centrum krytyki parlamentarzysty znalazł się ostatni spektakl - „Miłość w Königshütte” według Ingmara Villqista (nasza recenzja po premierze - Ślązak, czyli kto?).
 
Zdaniem parlamentarzysty, przedstawienie jest antypolskim skandalem sfinansowanym za pieniądze bielszczan. Pos. Pięta zwrócił się do prezydenta Jacka Krywulta o rozważenie, czy Robert Talarczyk powinien nadal pozostawać na stanowisku dyrektora bielskiej sceny. Najbardziej oburzyła posła manifestacja polityczna reżysera, który na czas premiery założył żółto-niebieską opaskę. W odpowiedzi prezydent przyznał, że sprawa jest trudna, gdyż wszystko co jest związane ze sztuką nie podlega jednoznacznym kwalifikacjom.
 
 - W znacznej części podzielam opinię krytyczną posła - wyjaśnił prezydent, który dziwił się, że zdecydowano się wystawić sztukę właśnie w Bielsku-Białej, mieście, które nie zna problemów narodowościowych, zwłaszcza tak tendencyjnie przedstawionych w spektaklu reżyserowanym przez Villqista. Jacek Krywult przyznał, że wystosował w tej sprawie pismo do dyr. Talarczyka i zapowiedział dalsze działania wyjaśniające.
 
rok