Po świątecznej przerwie na boisko powracają piłkarze Podbeskidzia. Jutro na własnym stadionie podejmować będą lidera rundy jesiennej, Śląsk Wrocław, który wiosną wciąż nie odnalazł formy z ub. roku. Czy z katastrofalnych porażek z ŁKS i Cracovią „Górale” potrafili wyciągnąć właściwe wnioski?
 
Po pierwszej części rozgrywek wrocławianie byli liderami, mając cztery "oczka" przewagi nad drugą w tabeli Legią Warszawa. Dziś ekipa Oresta Lenczyka zajmuje co prawda drugie miejsce, ale spory w tym udział rywali, którzy podobnie jak Śląsk, prezentują bardzo nierówną formę. Na osiem spotkań wrocławianie zwyciężyli tylko w dwóch. W przerwie zimowej do klubu dołączyli znakomity słoweński pomocnik Dalibor Stevanović oraz Słowak Patrik Mraz. Jeżeli dodamy do tego nazwisko Sebastiana Mili, o którym głośno mówiło się w kontekście ponownego powołania do kadry narodowej, a także wybiegającego coraz częściej w wyjściowej "11" Cristiana Diaza, otrzymujemy na papierze bardzo silny zespół.
 
Śląsk przyjedzie do Bielska-Białej podbudowany wygraną z GKS Bełchatów, lecz nie jest to ciągle ta ekipa, z którą jesienią "Górale" dwukrotnie przegrali. Również bielszczanie w dwóch ostatnich meczach mocno rozczarowali, rozdając punkty broniącym się przed spadkiem zespołom ŁKS i Cracovii. Od 25 lutego (1:0 z Zagłębiem Lubin) piłkarze beniaminka nie uradowali bramką swoich sympatyków na własnym stadionie.
 
Trener Robert Kasperczyk będzie miał w sobotę do swojej dyspozycji wszystkich piłkarzy z linii ofensywnej. W środowym sparingu wewnętrznym bramkę zdobył Ivan Ćurić, który być może jutro otrzyma szansę gry od pierwszej minuty. W coraz lepszej dyspozycji wydają się także być bramkostrzelni skrzydłowi - Sylwester Patejuk oraz Sebastian Ziajka. Mecz na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej rozpocznie się o godz. 13.30 (więcej o tym wydarzeniu czytaj na Sportowych Beskidach).
 
Bartłomiej Kawalec