Podkładanie świń w konkursie
O dymisji Andrzeja Grzegorzka pisaliśmy już kilkakrotnie, m.in. w tekście „Afera monitoringowa, czyli idą wybory”. Okazuje się, że wolne stanowisko komendanta Straży Miejskiej jest bardzo łakomym kąskiem. Żeby je zdobyć lub uniemożliwić objęcie go komuś innemu, niektórzy próbują „podkładać świnie” osobom startującym w konkursie.
W ostatnich dniach nasza redakcja otrzymała anonimową informację sugerująca, że wybory na stanowisko komendanta bielskiej Straży Miejskiej są ustawione. Według tego źródła, ma je wygrać osoba o - delikatnie mówiąc - wątpliwej reputacji. Zdaniem informatora, faworyt tych wyborów jest policjantem, który ma na swoim koncie czyny nieprzystające żadnemu mężczyźnie, nie mówiąc już o stróżu prawa.
Podobno właśnie dlatego, że nosi mundur zawsze udawało mu się uniknąć odpowiedzialności karnej. Nie udało mu się jednak umknąć sprawiedliwości na drodze służbowej, przez co miał być rzekomo zdegradowany. Anonim twierdził także, że prezydent Jacek Krywult zadbał już o to, żeby ten kandydat otrzymał ciepłą posadkę.
Postanowiliśmy zbadać sprawę. Na wstępie ustaliliśmy, że policjant, o którym mowa jest rzeczywiście jednym z kandydatów w konkursie na stanowisko szefa bielskich strażników. Konkurs jeszcze się nie zakończył, o czym wczoraj zapewnił nas rzecznik prezydenta, Tomasz Ficoń. Regulamin wyraźnie wskazuje, że kandydat na komendanta musi posiadać nieposzlakowaną opinię, w tym nie może być skazany prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego.
Dalsze nasze dochodzenie wykazało, że nieprawdziwe są informacje, jakoby został on kiedykolwiek zdegradowany. Ba, nie prowadzono nawet przeciwko niemu żadnego postępowania dyscyplinarnego. Miał wprawdzie sprawy w sądzie, lecz wszystkie zakończyły się uniewinnieniem. Gdyby zatem choć mała część insynuacji anonimowego informatora odpowiadała prawdzie, to policjant nie miałby możliwości startu w konkursie.
Dalsze nasze dochodzenie wykazało, że nieprawdziwe są informacje, jakoby został on kiedykolwiek zdegradowany. Ba, nie prowadzono nawet przeciwko niemu żadnego postępowania dyscyplinarnego. Miał wprawdzie sprawy w sądzie, lecz wszystkie zakończyły się uniewinnieniem. Gdyby zatem choć mała część insynuacji anonimowego informatora odpowiadała prawdzie, to policjant nie miałby możliwości startu w konkursie.
Kto i po co próbuje zamieszać w tym kotle? Zwłaszcza, że w porównaniu z pozostałymi kandydatami - których personalia udało nam się nieoficjalnie ustalić - wspominany policjant jest raczej płotką. Na jakie korzyści liczyć może nowy komendant Straży Miejskiej? Wydaje się, że chodzi raczej o prestiż i wpływy niż o sprawy majątkowe. Szef bielskich strażników nie przynosi bowiem do domu kokosów. Czasem dużo większe pieniądze zarabiają jego odpowiednicy w znacznie mniejszych miejscowościach. Zostaje więc władza.
Uprawnienia strażników, a w tym ich szefa, są rzeczywiście coraz większe. Ustawowy zakres kompetencji straży miejskiej w naszym kraju systematycznie rośnie. W niektórych sprawach są one bardzo zbliżone do policyjnych. Dlatego wydaje się, że najlepszym kandydatem na stanowisko komendanta będzie osoba posiadająca doświadczenie w pracy w policji. Żaden funkcjonariusz nie zrezygnuje ze służby dla munduru strażnika, bo się to po prostu nie opłaca finansowo. Ale emeryt policyjny powinien już być zainteresowany.
Zwycięzca konkursu będzie miał trudne zadanie przekonania prezydenta Jacka Krywulta do inwestowania w rozwój Straży Miejskiej. Kilka lat temu proces ten został zahamowany. To prawda, że miasto kupuje kamery do monitoringu ulicznego. Obecnie jest ich 40, ale ich obsługą zajmuje się... jeden człowiek. Swego czasu prezydent obiecał straży pieniądze na etat dla drugiego dyżurnego, lecz jak dotąd jest to pusta deklaracja.
Tymczasem według specjalistów, aby monitoring działał sprawnie, jeden funkcjonariusz powinien nadzorować obraz z sześciu kamer. W przeciwnym wypadku system jest atrapą. Jeśli nawet kamera zarejestruje przestępstwo, to dyżurny może go nie zauważyć. Ileż to razy kpiono z bielskich strażników, że nie potrafią korzystać z dobrodziejstw współczesnej techniki i mimo pomocy kamer, są ślepi niczym nietoperze? Czy oszczędności na etatach dla dyżurnych są dobrą ceną za obniżanie autorytetu straży w wyniku takich żartów?
Bielska straż musi też otrzymać środki na dodatkowe patrole. Prawo nie zezwala strażnikom działać skrycie, w ubraniu cywilnym. Dlatego powinni oni liczniej pojawić się na ulicach w mundurach, by swoją obecnością wymuszać porządek w miejscach publicznych.
Magdalena Dydo
Artykuł wyświetlono 7361 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
gorol0
jestem ciekawy jak ten jeden straznik obsluguje 40 kamer cctv, czy to ma wogole sens?
mezo
prezydent rządzi tak jak robiło się to 30 lat temu.a dziś trzeba ZARZĄDZAĆ.kto następny po grzegorzku??
Andrzej Jakubiczka
W wielu miastach w Polsce przy monitorach siedzą osoby niepełnosprawne, co daje różnorakie korzyści: Niepełnosprawni mają pracę, za ich pensje oraz przystosowanie stanowisk pracy płaci PFRON, pracodawca ni musi płacić składki na PFRON, a pracujący dotąd przy monitorach strażnicy mogą przejść do służby patrolowej. Takie rozwiązanie funkcjonuje choćby w pobliskiej Wiśle, ale w B-B, jak wiele innych prostych rozwiązań, NIE DA SIĘ!

Klauzula informacyjna ›