Krajobraz bez psich kup
Ledwo śnieg zaczął schodzić z miejskich ulic i placów, a już - jak zresztą co roku - rozgorzała dyskusja na temat psich kup i tego, jak bezmyślnie zachowują się właściciele czworonogów. Bo zachowują się w wielu wypadkach nieodpowiedzialnie i aspołeczne, nie sprzątając tego, co ich pupil zrobił w miejscach publicznych - tam gdzie przebywają, odpoczywają czy nawet bawią się inni.
Teoretycznie - tak nakazuje prawo i dobre obyczaje - jeśli właściciel psa wyprowadza go do parku czy na ulicę, powinien posprzątać po swoim podopiecznym, by ktoś inny nie musiał oglądać niezbyt przyjemnego widoku odchodów, czy wręcz nie musiał brodzić w kupach. A że trudno w większych miejscowościach Podbeskidzia przejść na wiosnę przez ulicę czy miejski park tak, aby nie wdepnąć w psie g..., wiedzą dobrze ci, którzy o tej porze roku odwiedzają miejsca, gdzie wyprowadzane są także psy. Chodniki, a zwłaszcza trawniki wyglądają tam jak pola minowe, upstrzone psimi ekskrementami.
Tymczasem od dłuższego czasu nikt w Polsce (bo problem dotyczy całego kraju) nie ma pomysłu na rozwiązanie tego problemu i zmuszenie właścicieli czworonogów do sprzątaniach psich kup. Nie pomagają mandaty, apele, nie pomogło nawet ustawianie w miejscach publicznych najczęściej odwiedzanych przez biegające za potrzebą pieski, specjalnych kubłów przeznaczonych na ich odchody. W Bielsku-Białej kubły takie pojawiły się już kilka lat temu w największych miejskich parkach. I nic się nie zmieniło. Na wiosnę parki te wygadają jak wyglądały, czyli koszmarnie, a w kubłach można znaleźć wszystko, tylko nie psie kupy.
Jedyną skuteczną metodą walki z tym zjawiskiem okazało się sprzątanie przez miejskie służby tego, co pozostawiły na trawnikach czyjeś psy. Co roku wielkie sprzątanie - jak przyznaje Adam Grzywacz, naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej bielskiego ratusza - organizowane jest wiosną, gdy z trawników i ulic zejdzie śnieg. I co roku angażowane są do tego celu ogromne publiczne siły i środki, by jak najszybciej uporać się z tym cuchnącym problemem.
- W tym roku - informuje Adam Grzywacz - akcja sprzątania miasta z psich odchodów ruszyła już pod koniec lutego, lecz nawrót śnieżnej zimy wstrzymał te prace. Ruszą ponownie, gdy tylko zejdzie śnieg - zapewnia Adam Grzywacz nie kryjąc, że w praktyce nie ma skutecznego sposobu na zmobilizowanie właścicieli psów, by to oni sami sprzątali po swoich podopiecznych, a nie liczyli na to, że zrobi to za nich ktoś inny.
Czy na pewno nie ma takiej metody? Jeden z naszych czytelników podzielił się z „Kroniką” bardzo ciekawą obserwacją, jaką poczynił na ten temat w Skandynawii. - Tam rozwiązano ten problem w bardzo prosty i moim zdaniem skuteczny sposób - twierdzi czytelnik. W krajach skandynawskich - jak wyjaśnia - widział w miejskich parkach działających na zlecenie samorządów wolontariuszy, którzy rozdawali za darmo osobom wyprowadzającym psy na spacer jednorazowe szufelki i torebki na psie odchody.
Akcja taka jest działaniem edukacyjnym, uświadamiającym właścicielom psów, jakie mają obowiązki, ale ma też czysto praktyczny wymiar. - Jeśli już ktoś dostanie do ręki szufelkę i torbę na odchody, to trzeba naprawdę wiele złej woli z jego strony, aby z tych przyborów nie skorzystać - uważa czytelnik dodając, iż w krajach skandynawskich, które odwiedził nigdzie w parkach czy na chodnikach nie widział walających się psich odchodów.
Czy w Bielsku-Białej i innych polskich miastach nie można skorzystać z tego sprawdzonego wzorca? Zwłaszcza, że z szybkiego rozeznania, jakie poczyniliśmy w tym względzie wynika, iż bez trudu znaleźliby się chętni wolontariusze, rekrutowani chociażby spośród właścicieli psów, którzy sprzątają po swoich milusińskich i wstydzą się za tych, którzy tego nie robą. Wystarczyłoby, aby gmina zaopatrzyła ich w zapas jednorazowych torebek i szufelek, które mogliby rozdawać w miejskich parkach i skwerach, informując przy okazji każdego, kto jeszcze o tym nie wie lub nie chce wiedzieć, że właściciel czworonoga ma obowiązek uprzątnięcia po nim kupy.
- To doskonały pomysł - mówi Adam Grzywacz, zapewniając, że na pewno zostanie wzięty pod uwagę i niewykluczone, iż już niedługo wprowadzony w życie. Tym bardziej, że koszty zakupu przez gminę jednorazowych torebek, które potem byłyby rozdawane właścicielom psów, nie powinny być zbyt wysokie, zwłaszcza w porównaniu z kosztami sprzątania całego miasta z psich ekskrementów.
Grzywacz przyznaje, że władze miasta nie zamierzają wycofywać się z ustawiania w parkach kubłów na psie odchody. Będzie ich jeszcze więcej. - W tym roku zamierzamy postawić kolejnych trzydzieści takich kubłów, głównie w parku Słowackiego - informuje naczelnik. Nikt nie może się w związku z tym tłumaczyć, że nie ma gdzie wyrzucić zebranej z trawnika psiej kupy.
- Pocieszające jest natomiast to, że w kubłach takich można znaleźć coraz więcej psich odchodów, a nie zwykłe śmieci, jak dawniej. Świadczyć to może o tym, iż coraz więcej właścicieli psów zna swoje obowiązki i, co najważniejsze, zaczęło się z nich wywiązywać.
Tekst i foto: Marcin Płużek
.jpg)
Komentarze 17
A WOGÓLE TO PROSZĘ SIE ROZEJRZEĆ DOOKOŁA SWOICH BLOKÓW, ŚMIETNIKÓW, PARKINGÓW ITP. jAKI TAM JEST SYF !!!! I TO ZROBIONY PRZEZ LUDZI!! PODOBNO MĄDRZEJSZYCH OD PSÓW !!!!
Pozdrawiam,
Mieszkam przy ul Łagodnej 30 i zapraszam do szukania choćby jednego małego kosza. "Szukajcie, a znajdziecie" nie ma tu zastosowania!!!
Na klika bloków nie ma ani jednego kosza na śmieci. Więc o co ochodzi. Gdzie to mamy wyrzucać????

Klauzula informacyjna ›