W miniony weekend wiele osób pracowało od popołudnia do późnych godzin nocnych, aby usunąć faszystowskie napisy z pomnika pomordowanych w Krakowie-Płaszowie. Na szczęście, udało się to zrobić szybko, dzięki czemu 67. Marsz Pamięci odbył się z należną temu wydarzeniu oprawą. Dlaczego z podobną skutecznością nie likwiduje się napisów nie mających podtekstów antysemickich lub po prostu faszystowskich, które szpecą budynki nawet w centrum miasta?
Salamandra plamista z cokołem na głowie stanęła w parku nieopodal Liceum Ogólnokształcącego im. S. Żeromskiego w ramach projektu „Incydenty 2009”. Z początkiem listopada ktoś postanowił wyrazić swoje niezadowolenie z tego faktu i narysował sprayem na cokole dziwne szlaczki. Nie jest to bynajmniej ciekawe graffiti, w którym ukryta jest głęboka refleksja. Są to zwykłe bazgroły. Rzeźbę oszpecono w ten sposób cztery miesiące temu i dotąd bazgrołów nikt nie usunął choćby z szacunku dla autorki rzeźby lub z troski o atrakcyjność turystyczną naszego miasta.
Salamandra poczeka
Problem usiłował nam wytłumaczyć rzecznik prezydenta Bielska-Białej Tomasz Ficoń. - Naczelnik wydziału gospodarki miejskiej powiedział mi, że do podjęcia takich działań niezbędne są odpowiednie warunki atmosferyczne. Nie da się też ukryć, że są to sprawy bardzo kosztowne. Bo nawet, jeśli są to zwykłe napisy na odnowionych kamienicach, to nie można ich po prostu zamalować farbą. Ponadto niektórych napisów nie da się zlikwidować. Wszystko zależy od tego, na jakiej powierzchni zostały umieszczone. Właśnie z Salamandrą może być problem, gdyż cokół zrobiony jest z piaskowca i farba mogła wniknąć głęboko w jego strukturę.
Zgadza się. Po ponad czterech miesiącach zwłoki napis może być trudny do usunięcia. Dlaczego więc nikt nie zajął się nim od razu? W Krakowie przy niwelowaniu skutków chuligańskich wybryków przez kilkanaście godzin pracowała grupa osób, którym nie przeszkadzał ani śnieg, ani niskie temperatury. Okazało się też, że nasza cywilizacja dysponuje technologiami, które są sprzymierzeńcami człowieka w walce ze współczesnymi neandertalczykami.
Jak się chce - to się da
 - Usuwanie napisów poszło nam sprawnie, ale nie było to takie proste - powiedział naszemu portalowi Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie. - Odpowiedzialni za wykonanie tego zadania ludzie próbowali się z nim uporać przez prawie całą noc. Najpierw trzeba było posmarować napisy specjalną pastą, która musiała wgryźć się w strukturę pomnika, a potem farbę usuwano karcherem. Przedsięwzięcie to kosztowało magistrat blisko tysiąc złotych. Bartlewicz wyjaśnił nam również, że nie był to pierwszy raz, kiedy urzędnicy musieli w ten sposób „sprzątać” po wandalach. Ratusz wynajmuje wtedy specjalne firmy, które posiadają niezbędny sprzęt.
Okazuje się, że także władze Bielsku-Białej były w przeszłości zmuszane do podejmowania działań w celu usuwania graficznych skutków chuligańskich wybryków. Tak było np. wtedy, gdy wandale pomalowali sprayem pomnik na cmentarzu Armii Czerwonej.
Wandalizm na terenie b. obozu w Krakowie-Płaszowie miał wymiar międzynarodowy. Strat, jakie wyrządzili sprawcy tego barbarzyństwa nie da się wyliczyć wyłącznie w złotówkach. Zraniono przecież uczucia wielu tysięcy ludzi, a szkody tego rodzaju są niewymierne. Konsekwencje zniszczenia rzeźby salamandry czy pozostawiania bohomazów na ścianach bielskich kamienic są wprawdzie nieporównywalnie mniejsze, lecz nawet nasi wandale powinni mieć świadomość, że niszczą cudze mienie i grożą im za to surowe kary.

Sława ponad wszystko

Elwira Jurasz, rzeczniczka bielskiej policji podkreśla, że za wypisywanie w miejscach publicznych treści faszystowskich lub raniących uczucia religijne innych osób grozi kara pozbawienia wolności do lat dwóch. Za uszkodzenie cudzego mienia, a więc pomazanie cudzej własności sprayem lub czymkolwiek innym, co spowoduje straty do 250 zł, można trafić do aresztu lub zapłacić karę grzywny. W przypadku uszkodzenia na kwotę powyżej 250 zł wandal może trafić do więzienia nawet na pięć lat.

Wygląd murów naszego miasta jest najlepszym świadectwem lekceważenia prawa przez pseudoartystów ulicznych. To także dowód bezradności policji i służb komunalnych w walce z chuliganami.

Magdalena Dydo