Wczorajszej nocy kilka patroli poszukiwało 30-letniego mężczyzny, który zadzwonił do oficera dyżurnego bielskiej policji z prośbą o pomoc w wydostaniu się ze śnieżnej zaspy. Bielszczanin twierdził, że nie wie gdzie dokładnie się znajduje, a jednocześnie nie może się poruszać o własnych siłach, bo nie ma czucia w nogach.
 
W środku nocy oficer dyżurny KMP w Bielsku-Białej odebrał telefon od mężczyzny, który prosił o natychmiastową pomoc w obawie przed zamarznięciem. Rozmówca twierdził, że znajduje się gdzieś w okolicy lotniska w Aleksandrowicach i na dobre utknął w śnieżnej zaspie. Z jego relacji wynikało, że nie mógł dotrzeć do domu o własnych siłach, bo z zimna „stracił czucie w nogach”.
 
Dyżurny przez cały czas utrzymywał telefoniczny kontakt z zaginionym, a jednocześnie skierował na miejsce kilka patroli. Po kilku minutach rozmowy mężczyzna stwierdził, że widzi w pobliżu sygnały policyjnego radiowozu. Kiedy policjanci dotarli do zaginionego okazało się, że był nietrzeźwy. Badanie wykazało, że miał we krwi blisko 1,5 promila alkoholu. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, które udzieliło mu pomocy.
 
Kiedy mężczyznę przewieziono do szpitala, zaczął się zachowywać wyjątkowo agresywnie wobec personelu. W efekcie trafił do ośrodka przeciwdziałania problemom alkoholowym. Ponieważ w ośrodku nadal zachowywał się agresywnie, spędził noc na specjalnym łóżku w pasach obezwładniających.
 
ab