W bielskim centrum handlowym przy ul. Mostowej złodziej okradł jedną z klientek. Z jej torebki zniknął portfel z dokumentami i gotówką w kwocie 600 zł. W lokalu po sąsiedzku łupem rabusia padł telefon komórkowy o wartości ponad tysiąc złotych. Właściciel nawet nie zauważył, jak jego komórka znikła ze stolika.
 
W tym samym lokalu zginęła torebka jednej z klientek, a wraz z nią dwa telefony komórkowe i dokumenty. Rabuś naraził też na poważne straty kobietę, która została okradziona w sklepie przy ul. Mickiewicza. Z lady sklepowej zginął jej telefon wart 300 zł. Sprawca wykonał ze skradzionej komórki szereg połączeń, zawyżając rachunek do kwoty 1700 zł. Innym razem złodziej wykorzystał otwarte drzwi w biurze jednej z bielskich firm. Jego łupem padły dokumenty, karty bankomatowe i pieniądze w kwocie 2500 zł.
 
Policja apeluje o ostrożność. Ostatnie dni wskazują na wzmożoną aktywność kieszonkowców. Złodzieje z powodzeniem wykorzystują pośpiech, roztargnienie, a czasem zwykłe niedbalstwo i lekkomyślność swoich ofiar. Portfele z dokumentami, telefony komórkowe giną najczęściej z damskich torebek lub wraz z tymi torebkami. Miejscem działania kieszonkowców są środki komunikacji publicznej, sklepy, lokale, przystanki autobusowe oraz dworce kolejowe.
 
 - Pieniądze najlepiej trzymać przy sobie, ale nie całą kwotę w jednym miejscu - radzi Elwira Jurasz z KMP w Bielsku-Białej. - Z kolei torebkę należy trzymać blisko ciała, najlepiej “pod pachą”. Bądźmy wyczuleni na wszelkie poszturchiwania. Być może właśnie w tym momencie jesteśmy okradani. Pod żadnym pozorem nie odkładajmy nigdzie torebki czy saszetki, bo możemy jej już nie odzyskać.

Kieszonkowcy działają zwykle w zespole. Szczególnym ich upodobaniem cieszą się roztargnione lub nieostrożne osoby: mężczyzna z plecakiem czy wypchaną tylną kieszenią spodni, z której wystaje portfel, bądź kobieta z torebką zawieszoną na ramieniu.
 
ab