Pasażerowie bielskiego MZK skarżą się, że coraz trudniej kupić im bilet na autobus. Rośnie ilość zamkniętych kiosków przy wiatach przystankowych, co zmusza ludzi do wędrówek po osiedlach w poszukiwaniu punktu dystrybucji biletów lub do kupna droższego biletu u kierowcy. W dniach wolnych od pracy lub wieczorem kierowca jest monopolistą. To ukryta podwyżka cen biletów, mówią bielszczanie.
 
Zdaniem niektórych krytyków obecnych rozwiązań, sytuację pasażerów mogłaby poprawić instalacja automatów w różnych częściach miasta. Urządzenia do sprzedaży biletów wypełniłyby lukę na rynku, jaka tworzy się wraz z zamykaniem punktów dystrybucji obsługiwanych przez człowieka. Nowoczesne automaty funkcjonują z powodzeniem w wielu dużych miastach. Sprzedają bilety i wydają resztę, a te najbardziej zaawansowane pod względem technicznym - jak np. w Warszawie - doładowują kartę elektroniczną, która umożliwia korzystanie z różnych usług komunalnych.
 
Drogie automaty

Ale zdaniem dyrektora bielskiego MZK Krzysztofa Knapika, automaty długo nie pojawią się na naszych ulicach. Są za drogie. Jedna nowoczesna maszyna tego typu kosztuje obecnie ponad 100 tys. zł. Kilka lat temu w ramach eksperymentu zainstalowano cztery automaty w głównych ciągach komunikacyjnych miasta. Były one jednak wciąż dewastowane, a ciągłe naprawy kosztowały przedsiębiorstwo krocie.
 
Knapik twierdzi jednak, że maszyny do dystrybucji biletów są nieuchronną przyszłością MZK w Bielsku-Białej, lecz trzeba będzie na nie poczekać co najmniej kilka lat. Bielszczanie powinni przywyknąć do takich wytworów nowoczesności, a fachowcy opracować studium opłacalności montażu urządzeń w konkretnych lokalizacjach. Nie można przecież zainstalować maszyny na każdym z 340 bielskich przystanków MZK. Powinny one pojawić się w najbardziej uczęszczanych punktach miasta. Najlepiej, by wszystkie były monitorowane przy pomocy kamer straży miejskiej.
 
 - Ale w takich miejscach najczęściej czynne są kioski i inne punkty dystrybucji biletów - nie ukrywa swego sceptycyzmu dyr. Knapik. - Natomiast na mniej popularnych trasach automaty byłyby często dewastowane przez wandali.
 
Szef bielskiej komunikacji publicznej jest też przeciwnikiem płacenia za przejazd za pośrednictwem telefonu komórkowego. O możliwości wprowadzenia takiego rozwiązania mówił kiedyś w wywiadzie dla naszego portalu prezydent Jacek Krywult. Ale Knapik przekonuje, że komórka zepsułaby „bielski rynek biletowy”. Władze miast, w których zdecydowano się na stosowanie tej nowinki technicznej, nie są zadowolone z wyników ekonomicznych systemu opartego na technologii GSM.
 
Od grudnia ub.r. przy pomocy komórki można zapłacić za bilet w Tychach. Było to dziewiąte miasto w kraju - i pierwsze w województwie śląskim - w którym wprowadzony ten system. Dyrektor miejscowego MZK unika jednak dziennikarzy, gdyż szumnie zapowiadana rewolucja w regulowaniu opłat za przejazd okazała się jak na razie niewypałem. Za pośrednictwem telefonu sprzedawana jest śladowa ilość biletów. System jest przede wszystkim niewygodny dla użytkowników. Wymaga połączenia z internetem w przypadku zakupu każdego biletu.
 
Rzecznik prezydenta Bielska-Białej, Tomasz Ficoń nie wyklucza jednak, że w niedalekiej przyszłości bielska komunikacja miejska będzie rozprowadzała bilety dzięki technologii GSM. Dotychczas stosowane rozwiązania są wprawdzie wadliwe, lecz w kilku większych miastach - m.in. w Warszawie i Poznaniu - trwa obecnie testowanie nowych aplikacji do telefonów komórkowych, które znacząco poprawiają skuteczność systemu. Pasażer zapłaci za przejazd z chwilą wejścia do autobusu, a kontrolerzy będą mogli sprawnie zweryfikować fakt wniesienia opłaty i rodzaj ewentualnej ulgi przysługującej podróżnemu.
 
To jest kradzież!

Zanim więc MZK zacznie korzystać z nowoczesnych technologii przy sprzedaży biletów, dyrektor przedsiębiorstwa zamierza doskonalić dotychczasowe rozwiązania. - Pasażer, który nie chce kupić biletu, z pewnością wymyśli sto powodów, które uniemożliwiają mu zapłacenie za przejazd - podkreśla Krzysztof Knapik. - Dlatego bardziej zależy mi na usprawnieniu systemu kontroli a autobusach.
 
Od kilku lat przystankami MZK administruje Fundacja Rozwoju Miasta Bielsko-Biała. Wczoraj przez cały dzień pracownicy fundacji nie umieli nam odpowiedzieć na pytanie o ilość czynnych kiosków. Na pierwszy rzut oka widać jednak, że coraz więcej jest zamykanych. Na szczęście, dystrybucją biletów zajmuje się również ponad 400 punktów handlowych na terenie całego miasta, np. placówki pocztowe i sklepy spożywcze. Odkąd w bielskich autobusach obowiązuje tzw. zasada pierwszych drzwi, rośnie ilość sprzedawanych biletów. W styczniu br. MZK zarobił z tego tytułu o 160 tys. zł więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
 
Nadal jednak wiele osób jeździ na gapę. W styczniu br. kontrolerzy wypisali ok.1,3 tys. mandatów (2 tys. w styczniu 2009). Jazda bez biletu jest obecnie praktyką dość powszechnie tolerowaną przez bielszczan. Dlatego zdaniem Knapika, rewolucję techniczną w bielskich autobusach powinny poprzedzić zmiany mentalnościowe.
 
 - Chcemy, aby wszyscy zrozumieli, że brak opłaty za przejazd jest formą kradzieży na szkodę interesu publicznego - podkreśla dyrektor MZK. - Stanie się tak, gdy pasażerowie zaczną zwracać uwagę tym osobom, które nie skasowały biletu po wejściu do pojazdu.
 
                                                                                                        Robert Kowal