Dawno, dawno temu Honza, Ivan i Janek spotykali się w przygranicznej karczmie, aby pogadać przy kuflu taniego piwa. W drodze powrotnej robili zakupy, korzystając z niższych niż u siebie w kraju cen za niektóre artykuły. Ci trzej panowie spotykają się do dziś w tej samej knajpce, lecz od prawie dziesięciu lat ich przyjaźni patronuje Euroregion Beskidy, dzięki któremu na integracji transgranicznej można teraz zarobić grube miliony euro.

Euroregiony zaczęły powstawać w Europie w czasach, gdy PRL integrowała się ze swoimi socjalistycznymi braćmi w ramach RWPG. Pierwszy euroregion (Gronau) powołali Niemcy i Holendrzy w końcu lat 50. Kilka lat później na podobny pomysł wpadli Niemcy wraz z Francuzami i Szwajcarami (Basilensis). Obecnie na Starym Kontynencie funkcjonuje kilkadziesiąt struktur transgranicznych, w tym trzy na obszarze województwa śląskiego.
 
 - Kiedy 10 lat temu tworzyliśmy Euroregion Beskidy - wspomina dyrektor stowarzyszenia „Region Beskidy” Marcin Filip - nie sądziliśmy, że będą z tego duże pieniądze. Z Czechami i Słowakami łączyła nas idea wspólnej granicy. Tak jest do dzisiaj.
 
Siedzibami Euroregionu Beskidy są Bielsko-Biała po stronie polskiej, Frydek-Mistek po czeskiej oraz Żilina po słowackiej. Jego obszar zamieszkuje łącznie ok.1,8 mln osób, w tym najwięcej po stronie polskiej. Euroregion nie ma osobowości prawnej, lecz posiada swoje struktury i regulaminy wewnętrzne. Jego prezes wybierany jest co roku spośród trzech przewodniczących stowarzyszeń krajowych. W praktyce oznacza to, że wiceprezydent Bielska-Białej Zbigniew Michniowski jest co trzy lata powoływany na stanowisko prezesa Euroregionu Beskidy.
 
Osobowość prawną posiadają za to stowarzyszenia krajowe, które po swojej stronie zapewniają euroregionowi obsługę organizacyjno-prawną. Oprócz przygotowania wspólnych stoisk na międzynarodowych targach turystycznych oraz imprez kulturalnych i sportowych, biura prowadzą działalność szkoleniową i wydawniczą, uczestniczą w tworzeniu prawa europejskiego, a przede wszystkim - zarządzają wnioskami o dofinansowanie różnych projektów ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.
 
Do stowarzyszenia „Euroregion Beskidy” należy obecnie ponad 30 jednostek samorządu terytorialnego z województw śląskiego oraz małopolskiego. Gminy odprowadzają do wspólnej kasy roczną składkę w wysokości 40 gr od każdego mieszkańca. Składka powiatów natomiast jest zryczałtowana i wynosi do 30 tys. zł. Wyjątkiem w tym gronie jest nasze miasto, które ze względu na swoją wielkość i zasobność wpłaca 50 gr od głowy.
 
Obok urzędów, o pomoc EFRR występują ośrodki kultury, szkoły i uczelnie, różne organizacje pozarządowe non-profit, instytucje kulturalne, edukacyjne i kościelne. Projekty dotyczą np. organizacji wspólnych imprez sportowo-edukacyjnych i kulturalnych, promocji współpracy transgranicznej, rozbudowy infrastruktury turystycznej, podnoszenia wiedzy ekologicznej oraz podtrzymywania tożsamości i tradycji lokalnych.
 
Każdego roku Bielsko-Biała odprowadza do kasy stowarzyszenia ok.90 tys. zł. Pieniądze te przeznaczane są na obsługę wniosków o dofinansowanie konkretnych projektów lub zasilają wkład własny do określonej inwestycji. Środki na bieżące utrzymanie biura oraz inwestycje stowarzyszenia przychodzą bezpośrednio z Brukseli. Wystarcza ich np. na wynajem solidnej willi przy ul. Widok, którą biuro zajmuje od kilku miesięcy.
 
 - Nie chcemy zacierać granic - deklaruje dyr. Filip. - W euroregionie zależy nam na lepszym wzajemnym poznaniu się, na wymianie doświadczeń między partnerami. Za pieniądze pozyskane z UE promujemy nasze miasto. W ub.r. Bielsko-Biała otrzymała na ten cel w sumie ok. 400 tys. zł. Przeznaczono je m.in. na organizację Tygodnia Kultury Beskidzkiej oraz wytyczenie nowych tras rowerowych. Wcześniej z EFRR dofinansowano m.in. informator oraz film promujący Bielsko-Białą.
 
Do roku 2013 stowarzyszenie będzie mogło rozdysponować 8 mln euro. Są to środki, które należą się nam tylko z tytułu położenia na pograniczu oraz chęci rozwijania bliskich kontaktów z sąsiadami. Zasilą one m.in. budżety samorządów lokalnych. W przypadku dużych projektów od inwestora wymagany jest wręcz symboliczny wkład własny - 5 proc. wartości inwestycji. Reszta pochodzi z Brukseli (85 proc.) oraz z budżetu państwa (10 proc.).
 
Wielkość pozyskanych kwot zależy od jakości wniosków o dofinansowanie. Według obliczeń stowarzyszenia, które organizuje szkolenia urzędników samorządowych oraz zatrudnia ekspertów zajmujących się oceną ich pracy, najwięcej środków pomocowych otrzymały dotąd powiat Żywiec (na odcinku granicy ze Słowacją) oraz powiat i miasto Bielsko-Biała (granica z Czechami).
 
Najskuteczniejsi w pozyskiwaniu pieniędzy z UE są urzędnicy bielscy, najgorsze wyniki zaś uzyskują urzędy, które nie mogą sobie pozwolić na zatrudnienie pracowników zajmujących się wyłącznie obsługą wniosków.

                                                                                                     Robert Kowal