Odśnieżanie bielskich ulic podczas tegorocznej zimy kosztowało miasto już ok. 2 mln zł, a przecież nie była ona dotąd szczególnie śnieżna. Czy w razie obfitych opadów może zabraknąć gminie pieniędzy na oczyszczanie dróg? Komu trzeba będzie zabrać, żeby budżet miejski mógł związać koniec z końcem? Odpowiedzi na te ważne pytania próbowaliśmy szukać w instytucjach odpowiedzialnych za zimowe utrzymanie dróg.
W Bielsku-Białej jest ok. tysiąca kilometrów dróg. Kiedy spada śnieg, drogowcy muszą każdą z nich przemierzyć i doprowadzić do takiego stanu, jaki przewiduje podpisana z miastem umowa. Część ulic musi być utrzymywana „na czarno”. W tym celu drogowcy posypują je solą. Kiedy spadnie śnieg, jej zapasy topnieją w takim samym tempie, jak rozpuszczany przez nią lód. Dlatego każdego roku z zapasami soli jest problem. W zeszłym tygodniu pracownicy Sity musieli sięgnąć do tzw. żelaznych rezerw, gdyż na dostawę tego surowca z kopalni trzeba czekać cztery doby.
 - Są ulice, których nie sypiemy solą - wyjaśnia Marek Zborowski, dyrektor SITA ZOM. - Sztandarowym tego przykładem jest Przegibek, ale zasada ta dotyczy także dróg osiedlowych. Drogi główne muszą być sypane, aby nie zalegał na nich śnieg i lód. Do naszych obowiązków należy także wywożenie nadmiaru śniegu z centrum miasta, np. z przystanków autobusowych. Miasto nie płaci nam za odśnieżony kilometr, ale za roboczogodzinę. Musimy czuwać cały czas. Już od października mamy w gotowości odpowiednią liczbę pracowników i sprzęt. Jeśli śnieg nie spadnie w ogóle, to Urząd Miejski nie płaci ani grosza.
Miliony na odśnieżanie
Każdego roku w budżecie miejskim rezerwowane są środki na walkę ze śniegiem i lodem na bielskich ulicach. W tym roku na zimowe utrzymanie dróg miasto przeznaczyło 5,5 mln zł. To dużo czy mało? Na to pytanie odpowiedzieć będzie można dopiero... wiosną. Bo np. ubiegłoroczna zima kosztowała nas aż 7 mln zł, a dwa lata temu wydaliśmy na ten cel zaledwie 1,5 mln zł.
W tym sezonie - począwszy od pierwszych październikowych opadów - wydaliśmy niewiele ponad 1/3 zarezerwowanej kwoty. Prosty rachunek pokazuje, że do końca zimy powinno kasy wystarczyć. Ale proste rachunki zupełnie nie sprawdzają się w przypadku wydatków uzależnionych od pogody. Co będzie, jeśli aura zafunduje nam trwające przez miesiąc intensywne opady śniegu i jeszcze przed końcem zimy wydamy całe 5,5 mln?
 - Jak pracuję w ratuszu 12 lat, to jeszcze nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby zabrakło na odśnieżanie – pociesza nas Adam Grzywacz, naczelnik wydziału gospodarki miejskiej bielskiego magistratu. – Także w tym roku powinno nam starczyć. W przeciwnym razie będę musiał zwrócić się do prezydenta o dodatkowe fundusze. Na pewno je otrzymamy, lecz kosztem innych wydatków. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy w takim przypadku zostaną zabrane pieniądze na budowę dróg czy na cokolwiek innego. Niestety, często „zabiera się” z puli letniej. Bo, o ile można żyć w nieco gorzej wysprzątanym mieście, to na bezpieczeństwie na drogach nie możemy oszczędzać.
Niszczycielska siła wody i soli
Kosztowne są dla miasta nie tylko obfite opady śniegu, ale także srogie mrozy, które pozostawiają po sobie ślad w postaci wielkich „kraterów” w drogach. Nowe nawierzchnie lepiej znoszą kontakt ze śniegiem, lodem i wodą. Stare, „połatane” po zimie wyglądają tak, jak przed remontem albo nawet gorzej.
 - Najgorzej jest, kiedy temperatura waha się w okolicach zera stopni. Wtedy wnikająca w szczeliny woda na przemian topnieje i zamarza, rozsadzając asfalt - tłumaczy Wojciech Waluś, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg. - Nie prowadzimy czegoś takiego, jak „akcja zima”. Dlatego trudno mi oszacować, ile wydajemy na pozimowe naprawy dróg. Myślę, że w granicach kilkuset tysięcy do miliona złotych. Część usterek usuwamy na bieżąco, także zimą. Stąd brak dokładnych danych.
Wydatki na odśnieżanie, to „zmarnowane” pieniądze, które odpływają z kasy miejskiej wraz z roztopami. Im sroższa zima, tym więcej wydajemy publicznych złotówek. Ale kwoty przeznaczone na utrzymanie dróg nie wyczerpują listy wydatków związanych z kaprysami pogody o tej porze roku. Jak dotąd, nie wymyślono bowiem skuteczniejszej metody usuwania lodu z nawierzchni ulic niż sypanie solą. Solą, która niszczy karoserię, ubrania i buty. Te koszty zimy odczuje każdy z nas we własnym portfelu.
Magdalena Dydo