Izraelski piłkarz Liran Cohen jest do wykupienia dosłownie za grosze. Bielski klub interesuje się także defensywnym pomocnikiem z Izraela oraz napastnikiem z Brazylii - mówi Jerzy Wolas. Były prezes „Górali” odpowiada obecnie za zarządzanie pionem sportowym w Podbeskidziu.
 
Marek Glogaza, to dobry kandydat na Pańskiego następcę?
 
 - To przede wszystkim menadżer, który pracował w różnych firmach i zna się na zarządzaniu przedsiębiorstwem, a takim przecież jest sportowa spółka akcyjna. To jest biznes i musi przynosić zyski. Trzeba się poświęcić klubowi, a ja nie będę komuś mydlił oczu, że będę w stanie z dobrym skutkiem poprowadzić klub i swoją firmę jednocześnie.
 
Pan jednak pozostanie w klubie, ale ubędzie Panu obowiązków…
 
 - Tak łatwo się mnie nie pozbędą (śmiech). Jeśli chodzi o pion sportowy w administracji klubu, to mam największe doświadczenie. Bardzo dobrze dogaduję się ze sztabem szkoleniowym i piłkarzami. Nie siedzę oczywiście w szatni, bo okazałoby się, że lodówka się otworzy, a tam Wolas. Mam wgląd na to, co dzieje się w drużynie. Teraz przed nami okno transferowe, w którym będę działał najintensywniej. Tutaj trzeba bardzo uważać, by nie zakontraktować zawodników na 2-3 lata, którzy są później niepotrzebni i obciążają budżet klubu. Dlatego będziemy testować dużo i tak, by nie kosztowało to nas zbyt wiele. Przede wszystkim nie płacimy za dojazdy i przeloty. Pokrywamy tylko koszty hotelu na kilka dni pobytu oraz wyżywienie.
 
Kto będzie następnym testowanym zawodnikiem w Podbeskidziu?
 
 - Dzisiaj przylatuje do nas napastnik z Brazylii. Czekają go na początek testy medyczne. Jeżeli będzie zdrowy, to sprawdzimy co potrafi na boisku.
 
Co dalej z Liranem Cohenem, który w Bielsku-Białej przebywa na wypożyczeniu?
 
 - Ten chłopak jest do wykupienia dosłownie za grosze i to wcale nie jest przesada. Już wysłaliśmy pismo do jego klubu o chęci definitywnego wykupienia zawodnika. Także w okresie świątecznym Liran leci po rodzinę i chce ją sprowadzić do Polski. Cohen miał słabsze mecze ostatnio, ale wynikało to z tego, że nie wytrzymał polskich obciążeń treningowych, które są większe niżeli w Izraelu. Po drugie, chyba trochę mu się stęskniło za rodziną. Na wiosnę chłopak będzie miał spokojną głowę i będzie mógł skupić się tylko na grze w piłkę. Interesujemy się także defensywnym pomocnikiem z Izraela, który był już u nas na testach i gdyby Liran miał u swojego boku rodaka, to już w ogóle poczułby się jak w domu.
 
Czytaj więcej na Sportowych Beskidach.
 
pH