Bielsko-Biała z wysokości 41 metrów wygląda imponująco! Przekonaliśmy się o tym, wznosząc się na tę wysokość za pomocą nowej drabiny, którą otrzymali właśnie bielscy strażacy.

Nowy sprzęt kosztował 2,5 mln zł. Jego zakup doszedł do skutku tylko dzięki determinacji komendanda PSP w Bielsku-Białej Adama Caputy. Niezbędne pieniądze "wychodził" u prezydentów, burmistrzów, wójtów oraz szefów spółdzielni mieszkaniowych, zakładów pracy i różnych instytucji z terenu Bielska-Białej i Czechowic-Dziedzic. W ten sposób uzbierał 750 tys. zł. Mając wkład własny, mógł starać się o dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

 - Jest to inwestycja w bezpieczeństwo mieszkańców miasta i powiatu - podkreśla Caputa. -  Wraz z pojazdem specjalnym z 41-metrową drabiną.otrzymaliśmy także skokochron, sprzęt do ratowania ludzi z wysokości, nową pompę do likwidacji rozlewisk podczas powodzi oraz zestaw sprzętu hydraulicznego do wykorzystania w różnego rodzaju działaniach ratowniczo-gaśniczych.

Dotychczas bielscy strażacy korzystali z drabiny z 1974 roku, która tak na dobrą sprawę nadaje się do... muzeum pożarnictwa. Druga pochodzi z 1992 roku. - Obie wymagały coraz większych nakladów finansowych, aby utrzymać je w gotowości. Komendant podkreśla, że teoretycznie drabiny były wystarczająco wysokie, gdyż najwyższe budynki w naszym mieście mają ok. 36 metrów. Problem tkwi raczej w tym, że zazwyczaj trudno jest dojechać przed budynek, w którym potrzebna jest interwencja straży pożarnej. Zastawione osiedlowe parkingi, to zmora strażaków.

Nowa drabina jest w pełni skomputeryzowana. Sama ocenia, czy warunki wietrzne pozwalają na jej wysunięcie na maksymalną wysokość. Sama się poziomuje na nierównej nawierzchni. Można także ustawić wysokość, na którą ma się sama unosić. Może być sterowana z poziomu ziemi oraz z kosza. Czas jej wysuwania i składania jest ekspresowy.

Wczoraj było nam dane odbyć podróż na wysokość 41 metrów w towarzystwie wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach Mirosława Szemli. Pogoda nie sprzyjała pięknym widokom, ale wrażenia były i tak niezwykłe.

mdp