Opłaty za opiekę nad dziećmi w przedszkolach publicznych należą w Bielsku-Białej do najwyższych w kraju. Mimo podejmowanych przez magistrat prób obniżenia należności, nie zanosi się, aby w dającym się przewidzieć czasie było taniej. Wygląda to tak, jakby rządowi zależało na obciążeniu samorządów całkowitymi kosztami prowadzenia przedszkoli na ich terenie.
 
Zgodnie z ustawą o systemie oświaty z 1991r., każde dziecko ma prawo do pięciogodzinnego bezpłatnego pobytu w przedszkolu. Za opiekę ponad ustawowy wymiar czasu rodzice przedszkolaków wnoszą tzw. opłatę stałą. W każdej gminie jest ona naliczana inaczej. Raz bywa traktowana jako opłata obejmująca przygotowanie posiłków, innym razem doliczane są do tego koszty zajęć opiekuńczo-wychowawczych.
 
Wadliwa uchwała
 
Tą swobodą interpretacji przepisów ustawy zaniepokoił się nawet Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, który wystąpił do wicepremiera Grzegorza Schetyny o kontrolę wojewodów w zakresie zgodności z prawem uchwał rad gminy. Zdaniem RPD, powinny one dokładnie precyzować, za co rodzice płacą w ramach godzin ponadwymiarowych. Żeby nie dochodziło do sytuacji, w których opłata obejmuje zajęcia mieszczące się w ramach podstawy programowej określonej rozporządzeniem ministra edukacji narodowej.
 
Na początku ubiegłorocznych wakacji bielska Rada Miejska przegłosowała uchwałę zmieniająca dotychczasowe zasady odpłatności za pobyt dzieci w przedszkolach publicznych. Istotnym novum tej regulacji było wprowadzenie dwóch alternatywnych form opłaty, do wyboru przez rodziców. Pierwsza zakładała wnoszenie opłaty za każdą godzinę opieki ponad ustawową podstawę. Natomiast druga forma obliczania należności była niezależna od czasu pobytu dziecka w przedszkolu poza godzinami przeznaczonymi na realizację podstawy programowej. Ryczałt ten miał wynieść 164 zł miesięcznie.
 
Według nowych przepisów, rodzice ponosiliby część kosztów wynagrodzenia personelu przedszkolnego (za pracę powyżej 5-godzinnej podstawy) oraz proporcjonalną część kosztów energii elektrycznej, cieplnej, gazu i wody. Uchwała umożliwiała prowadzenie zajęć ponadprogramowych na wniosek rodziców, np. rytmiki lub języka obcego. Rodzice musieliby jednak pokryć pełne koszta takiej opieki.
 
Wbrew woli bielskich radnych uchwała nie weszła jednak w życie z dniem 1 września ub.r. Pod koniec lipca zakwestionował ją wojewoda śląski, który w ramach nadzoru prawnego nad samorządem uznał, że jest ona sprzeczna z ustawą o systemie oświaty. W odpowiedzi, na kilka dni przed rozpoczęciem bieżącego roku szkolnego, bielska Rada Miejska zaskarżyła decyzję wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach.
 
Część bielszczan uznała wtedy, że proces sądowy wiąże się z niepotrzebną stratą czasu i pieniędzy. W ich przekonaniu, magistrat powinien przyjąć do wiadomości krytyczne uwagi wojewody i czym prędzej naprawić uchwałę według jego wskazówek. Jak wiadomo, sądy w Polsce są nierychliwe, a koszty oczekiwania na orzeczenie w tej sprawie ponosić będą rodzice w formie opłat według dotychczasowych zasad. Obecna opłata stała w bielskich przedszkolach należy do najwyższych w kraju. Po niedawnej podwyżce wynosi ona 197,5 zł miesięcznie (plus 5 zł dziennie za wyżywienie). Mniejsze należności obowiązują m.in. w Warszawie, Łodzi, Białymstoku, Krakowie i Katowicach. Drożej jest w np. Opolu.
 
Wszyscy się kłócą
 
Rodzice nie mylili się. W ostatnich dniach gliwicki sąd wydał wreszcie werdykt. Orzeczenie podziela znaczną część zastrzeżeń wojewody. Ale bielska gmina nie jest osamotniona w sporze z nadzorem wojewódzkim. – Pozostajemy w kontakcie ze Śląskim Związkiem Gmin i Powiatów – poinformował nasz portal zastępca dyrektora Miejskiego Zarządy Oświaty w Bielsku-Białej Janusz Kaps. – Z naszego rozpoznania wynika, że wojewoda seryjnie odrzuca uchwały różnych gmin w sprawie ustalenia odpłatności za przedszkola. Tymczasem była u nas ostatnio wiceminister edukacji Krystyna Szumilas i to nam przyznała rację.
 
Poglądy wojewodów podzielają miejscowe sądy administracyjne, które uznały pobieranie opłaty stałej w kilku miastach za niezgodne z prawem. Tak było np. w województwie dolnośląskim, gdzie z pieniędzy rodziców opłacano rachunki za gaz, wodę i energię elektryczną. Przypomnijmy, podobne regulacje przewidywała zakwestionowana uchwała bielskiej Rady Miejskiej.
 
Obecnie urzędnicy MZO przygotowują kolejną wersję uchwały. Dowiedzieliśmy się, że jest ona w wielu punktach zgodna z kierunkiem myślenia wojewody. Dyrektor Kaps przyznaje jednak, że uwzględnienie krytyki nadzoru wojewódzkiego nie musi wcale oznaczać, że nowa uchwała zyska akceptację w Katowicach. – Ilekroć pytamy prawników wojewody o to, czy proponowane przez nas rozwiązania są prawidłowe, zawsze otrzymujemy odpowiedź, że nie wiadomo, że sprawa wyjaśni się dopiero po przyjęciu uchwały przez naszą Radę Miejską.
 
Podobno projekt nowej uchwały znalazł się już na biurku Jacka Krywulta. Ale przyjęcie zasad zdefiniowanych w postanowieniu WSA w Gliwicach byłoby kosztowne dla gminy. W nadziei, że uda się tego uniknąć, prezydent wysłał do MEN prośbę o sporządzenie resortowej wykładni przepisów ustawowych.
 
W gminach, które mają podobne problemy, nie brak opinii, że hurtowe odrzucanie uchwał przez wojewodów jest częścią polityki rządu, który chciałby obarczyć samorządy obowiązkiem pokrywania wszystkich kosztów wychowania przedszkolnego. W ten sposób władza w Warszawie próbuje pokazać elektoratowi, jak to zabiega o jego interesy ekonomiczne. W tej chwili bielski Ratusz pokrywa ok.80 proc. kosztów funkcjonowania przedszkoli publicznych na terenie gminy. Walka dwóch buldogów pod dywanem toczy się o pozostałe 20 proc.
 
                                                                                                      Robert Kowal