?Górale? nie dali rady
Po porażce ze Śląskiem, piłkarze Podbeskidzia zakończyli dziś przygodę z rozgrywkami Pucharu Polski. Już za kilka dni podopieczni Roberta Kasperczyka będą mieli okazję do rewanżu w ligowym spotkaniu we Wrocławiu.
Bielszczanie rozpoczęli ten mecz w mocno zmienionym składzie. Z etatowych graczy pierwszej jedenastki na murawie zameldował się tylko Bartłomiej Konieczny. W składzie wrocławian takich roszad było zdecydowanie mniej. Pierwsze minuty należały do wrocławian, którzy stworzyli dwie groźne sytuacje podbramkowe. W 4. minucie Piotr Ćwielong urwał się spod opieki bielskiej defensywy, ale nie potrafił z około dziesięciu metrów skierować piłki do siatki Richarda Zajaca. Dwie minuty później w równie dogodnej sytuacji podobnie zachował się Holender Jan Voskamp.
„Górale” szybko otrząsnęli się z przewagi wicemistrzów Polski i coraz śmielej atakowali na bramkę Rafała Gikiewicza. Próbowali głównie strzałów zza pola karnego. Do linii szesnastu metrów ich gra mogła się podobać. W 21. minucie Podbeskidzie zdołało trafić do siatki rywala, lecz arbiter dopatrzył się pozycji spalonej Adama Cieślińskiego. Bielszczanie prezentowali się bardzo korzystnie, ale swojej lekkiej przewagi nie potrafili udokumentować golem. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony, to znów lepsza gra Śląska. W 37. minucie bliski strzelenia gola był Rok Elsner. Jego kropniecie z ponad 20 metrów efektownie wybronił Zajac.
Drugą część gry obie drużyny rozpoczęły rozważnie. Spokojna atmosfera panująca na murawie została zburzona w 52. minucie. Zawodnicy Podbeskidzia głupio stracili piłkę w środku pola, Sebastian Mila idealnie zagrał do Voskampa, a Holender nie miał najmniejszych problemów z ulokowaniem futbolówki w siatce gospodarzy. Od tego momentu Śląsk bronił się bardzo konsekwentnie, raz po raz kontratakując. Na kwadrans przed upływem regulaminowego czasu gry Zajac po raz kolejny wykazał się kunsztem, w ostatniej chwili uprzedzając Milę próbującego dobić strzał Ćwielonga. W odpowiedzi bielszczanie wykonali groźny korner. Z narożnika boiska dośrodkowywał Matej Nather, a minimalnie obok słupka bramki Gikiewicza strzelał głową Piotr Koman.
Miejscowi próbowali doprowadzić do wyrównania, lecz we wtorkowy wieczór nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę gości. Tym razem przygoda „Górali” w rozgrywkach Pucharu Polski zakończyła się na 1/8 finału.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Śląsk Wrocław 0:1 (0:0)
Bramki: Voskamp (52 min.)
Podbeskidzie: Zajac, Cienciała, Konieczny, Sourek, Osiński, Sacha (Janeczko 84 min.), Koman, Metelka (Nather 69 min.), Ziajka, Malinowski (Serginho 45 min.), Cieśliński.
Śląsk: Gikiewicz, Wołczek, Gancarczyk (Madej 73 min.), Socha, Mila (Cetnarski 82 min.), Dudek, Wasiluk, Elsner, Pawelec, Ćwielong, Voskamp (Ł. Gikiewicz 86 min.).
Żółte kartki: Wołczek, Mila, Serginho, Socha, Cienciała.
pH
Artykuł wyświetlono 1322 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 10
bielszczanin1
mimo wszystko z tym trenerem za wysokie progi,aby wygrywać musi być nastawienie inne niż do tej pory,zawodnicy powinni już przed meczem być nastawieni na wygraną ,stare porzekadło mówi ATAK NAJLEPSZĄ OBRONĄ JEST ATAK i tak powinnipodchodzic do tego zawodnicy a zwłaszcza TRENER
oko
do reni - to decyzja sędziego powinien wcześniej gwizadc spalony lub wogóle .
reni
a wytłumaczcie mi jak było z tym spalonymprzecież strzał oddany był na bramkę i nie było wtedy spalonego piłka odbiła się od bramkarza i wtedy nasz dobił będąc na spalonym
To jest spalony według przepisu czy nie
kris
zgadzam się, bielska duma bielska chwała Podbeskidzie Bielsko Biała!!
Voldemort
kolarow tylko Ty się napinasz cwaniaczku , może powiedz mi ile ludzi chodzi na BKS? Bo na pewno nie Ty!!
BKS
nieźle grali ... nie wiadomo co by było gdyby wyszedł podstawowy skład
nice
i tak bielska duma bielska chwała Podbeskidzie Bielsko Biała

Klauzula informacyjna ›