W sobotnie popołudnie siatkarki BKS Aluprof przegrały w Białymstoku z tamtejszym AZS. Podopiecznym Mariusza Wiktorowicza zdarzały się długie przestoje w zdobywaniu punktów. Bialanki miały problemy z przyjęciem, a w tie-breaku zabrakło im zimnej krwi.
 
Bialanki fatalnie rozpoczęły partię otwarcia. Zespół z Podlasia objął 11-punktowe prowadzenie już na starcie tej rozgrywki. W końcówce seta BKS zniwelował przewagę do pięciu „oczek”, lecz nie zdołał w pełni odrobić ogromnych strat. Kolejna odsłona, to również kilkupunktowa zaliczka po stronie gospodyń. Tym razem jednak przyjezdnym udało się zwyciężyć do 21. punktów, głównie dzięki znakomitej postawie Joanny Frąckowiak w polu zagrywki.
 
Podobny przebieg miał set trzeci, który ponownie padł łupem ekipy Mariusza Wiktorowicza (25:20). Gdy wydawało się, że BKS zgarnie kolejny komplet punktów, zespołowi znad Białej znów przydarzyła się słabsza partia. Kiepskie przyjęcie, a co za tym idzie problemy w ataku sprawiły, że siatkarki z Bielska-Białej przegrały 15:25 i tym samym o losach tej potyczki zadecydować musiał tie-break. W grze na przewagi więcej zimnej krwi zachowały gospodynie, które zwyciężyły w tym secie 20:18, a w całym meczu 3:2.
 
AZS Białystok - BKS Aluprof Bielsko-Biała 3:2 (25:20, 21:25, 20:25, 25:15, 20:18)

AZS:
Sieradzan, Kuczyńska, Kruk, Jack, Muhlsteinova, Kovalenko, Durajczyk (libero) oraz Cabajewska, Thompson, Sizova, Szeszko.

BKS Aluprof:
Crimes, Ciaszkiewicz, Wojtowicz, Frąckowiak, Wołosz, Kaczorowska, Michalak (libero) oraz Matusiak, Łyszkiewicz, Pelc.
pH