Rozmowa z dr. Januszem Okrzesikiem, prezesem TS Podbeskidzie
Z jakich przyczyn nie przedłużono kontraktu z Marcinem Broszem?
 - Kontrakt trenera Brosza kończył się w czerwcu przyszłego roku. Ten sezon mamy stracony przez kiepską jesień, dlatego zaproponowaliśmy panu Broszowi nowy, półtoraroczny kontrakt. Nie chcieliśmy mieć w klubie trenera, który odejdzie po rundzie wiosennej i nie będzie go obchodziło, co stanie się z drużyną w następnym sezonie. Warunki finansowe tej umowy były uzależnione od wyników sportowych zespołu. Pan Brosz tej propozycji nie przyjął i rozstaliśmy się.
 Będą grali po ziemi
Jakie są największe atuty szkoleniowe nowego trenera Podbeskidzia, Roberta Kasperczyka?
 - To człowiek, który potrafi znaleźć talent, oszlifować go i wypuścić w wielki świat. Po drugie, zwróciliśmy na niego uwagę już podczas naszego meczu z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Drużyna prowadzona przez trenera Kasperczyka, mimo wielu atutów piłkarskich po naszej stronie, zdołała wówczas w Bielsku-Białej zwyciężyć. Potrafił ustawić swój zespół tak, aby przetrzymać napór Podbeskidzia i w końcówce zadać decydujący cios. Potrafi zapanować nad drużyną pod względem dyscypliny taktycznej. Zespoły Kasperczyka grają po ziemi, krótkimi podaniami, a chyba wszyscy mieliśmy już dosyć tych „balonów” przez całe boisko. Człowiek ten pasuje do naszego klubu. Jest to szkoleniowiec po przejściach, na dorobku i z ambicjami. Czyli taki, jak nasz klub.
Jak będzie wyglądała polityka transferowa klubu?
 - Będzie zależała od dwóch czynników. Od celu sportowego, jaki sobie założymy i od naszych możliwości finansowych. Runda jesienna zweryfikowała nasz cel sportowy, jakim był awans do ekstraklasy. Na wiosnę będziemy walczyć już tylko o odzyskanie zaufania kibiców. Nie będziemy więc robili zakupów, które wstrząsną rynkiem transferowym. Oczywiście, jeśli trafi się okazja, to będziemy „łowić”. Priorytetem jest jednak znalezienie i obserwacja zawodników, którzy wzmocnią nas w przerwie letniej.
A co z Piotrami Bagnickim i Rockim, którzy najbardziej zawiedli oczekiwania kibiców w Bielsku-Białej?
 - Obaj mają ważne kontrakty. Wiadomo natomiast, że trzeba przewietrzyć szatnię. W najbliższym czasie trener Kasperczyk będzie analizował przydatność poszczególnych zawodników do drużyny. Zobaczymy, jakie będą wnioski, a później wspólnie zadecydujemy co dalej.
Klub zostanie sprofesjonalizowany. Co to w praktyce oznacza?
 - To nie jest mój wymysł, tylko odczucie większości działaczy. Wcześniej szczyciliśmy się administracją ograniczoną do minimum i społeczną działalnością członków zarządu. W tym modelu działalności doszliśmy do ściany. Taki schemat mógłby zatrzymać rozwój klubu. Jeżeli chcemy stawiać kolejne kroki naprzód, to musimy mieć profesjonalny marketing i scouting. Chciałbym, aby te działania spowodowały utworzenie spółki akcyjnej, w której pojawią się prywatni inwestorzy i w której dużo do powiedzenia będzie miało nadal miasto. Transformacja nie może jednak odbyć się kosztem celu sportowego i nasze działania dostosujemy do możliwości finansowych klubu.
 Musimy walczyć o ekstraklasę
Czy w klubie myśli się już, jak zapełnić trybuny powstającego Stadionu Miejskiego?
 - Jeżeli nasz klub chce się rozwijać, musi mieć nowy stadion. Podbeskidzie i Bielsko-Biała, to taki klub i takie miasto, które w naturalny sposób muszą walczyć o ekstraklasę. Nasze miejsce jest w elicie, a nie w środku tabeli 1.ligi. Walka o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy może być fascynująca dla Stalowej Woli czy Kluczborka. Jeśli będziemy w ekstraklasie, to nie będziemy mieli problemu z zapełnieniem piętnastotysięcznych trybun w meczach z Lechem, Wisłą czy Legią.
Mimo, że administracyjnie leżymy na Śląsku, który ma mocną pozycję w PZPN, to w tym regionie jesteśmy jako klub traktowani po macoszemu. Z czego to wynika?
 - Nie ma co narzekać na PZPN, bo po tej instytucji nic dobrego się nigdy nie spodziewałem. W związku z tym nigdy się nie zawiodłem. Liczenie, że dadzą nam zagrać w barażach było naiwne. Nie mamy wielu przyjaciół w PZPN. Poza tym, ani my nie jesteśmy śląskim klubem, ani też Ślązacy za taki nas nie uważają. Podział administracyjny sprawia jednak, że musimy współpracować z ŚZPN jak najlepiej. Jesteśmy postrzegani jak prowincjusze domagający się równych praw. Tylko dobrą postawą sportową i prężnym działaniem klubu możemy coś udowodnić.
Czy jest szansa na odzyskanie trzech punktów z meczu z Górnikiem Zabrze (w meczu z Podbeskidziem zagrał nieuprawniony do występu Ensar Arifovic - przyp.red.)?
 - PZPN orzekł, że nie było w tym winy Górnika. Było to nieumyślne zaniedbanie pracownika związku. My nie chcemy tego komentować. Od tej decyzji nie będziemy się odwoływać. Na wiosnę Górnik przyjedzie do nas i te punkty postaramy się zdobyć na boisku.
Ze strony Pańskich wyborców dało się usłyszeć, że są nieco zawiedzeni złożeniem mandatu radnego na rzecz prezesury w Podbeskidziu. Jak odnosi się Pan do takich opinii?
 - Cieszyłbym się gdyby te głosy dobiegały ze strony wyborców. To przecież oznaczałoby, że moim wyborcom bardzo brakuje mojej osoby. Dotarły do mnie głosy niepokoju, żalu czy obawy. Ja to absolutnie rozumiem. Trudno jednak myśleć, że moja nowa funkcja jest ucieczką od poprzednich obowiązków. Biorę na siebie przecież o wiele większą odpowiedzialność. Nie odchodzę z działalności publicznej, lecz zmieniam miejsce funkcjonowania. Nadal będę służył miastu i regionowi.
FC Liverpool na Rychlińskiego?
Był Pan niedawno w Gruzji. Proszę podzielić się refleksją po wizycie w tym kraju.
 - Jeśli chodzi o wrażenia sportowe, to oglądałem tam ośrodek treningowy drugoligowego zespołu, Torpedo Kutaisi. Zespół ten aktualnie przewodzi drugiej lidze, a przed kilkoma laty regularnie reprezentował swój kraj w europejskich pucharach. Klub posiada jeden z najlepszych ośrodków w Gruzji i zjeżdżają tam często krajowe zespoły. Musze przyznać, że nasza baza jest zdecydowanie lepsza. W takich hotelach, w jakich zatrzymywali się gruzińscy piłkarze, nasi z pewnością nie postawiliby swojej nogi. W szatni, jaką tam widziałem, polski zawodnik nie rozebrałby się. Zarobki też są nieporównywalne. Ale gdybyśmy zagrali z Torpedo Kutaisi, to prawdopodobnie byśmy przegrali. I chyba w tym tkwi problem polskiego futbolu. Czasami polskiemu piłkarzowi chyba jest za dobrze.
Być może warto sprowadzić do Podbeskidzia któregoś z zawodników Torpedo?
 - Niestety, gruzińscy działacze nie byli skłonni podjąć takich rozmów, bowiem mieli jasno postawiony cel, jakim był awans. Nie było więc możliwości sprowadzenia żadnego czołowego gracza tej drużyny. Ale kontakt został nawiązany.
Jakiemu klubowi, poza Podbeskidziem rzecz jasna, kibicuje Pan na co dzień?
 - Jako dziecko załapałem się na „widzewomanię”. Ta drużyna w młodości rozpalała moją wyobraźnię i do dziś odczuwam sentyment do tego klubu. Z drużyn sceny europejskiej serce szybciej bije mi w czasie meczów Liverpool FC. Nie miałbym jednak cienia wątpliwości komu będę kibicował w starciu tych drużyn z Podbeskidziem. Z Widzewem już graliśmy i wciąż czekamy na pierwszą wygraną. Daj Boże, abyśmy kiedyś mieli okazję zagrać z drużyną Beniteza.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Paweł Hetnał