Prokurator czeka na pomoc
Bielska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie działania zorganizowanej grupy przestępczej, która oszukiwała urzędników Starostwa Powiatowego oraz Urzędu Miejskiego. Podejrzani stwarzali Niemcom pozory legalnego pobytu w Bielsku-Białej, dzięki czemu odzyskiwali oni prawo prowadzenia pojazdów. Wcześniej zostali pozbawieni tego prawa przez sąd głównie za jazdę po kielichu lub narkotykach albo ucieczkę z miejsca wypadku.
O tej bulwersującej sprawie informowaliśmy jako pierwsi pod koniec listopada w artykule Niemiecka pajęczyna w bielskim ratuszu (www.bielsko.biala.pl/2027,artykuly). Według naszych ustaleń, od kilku lat rośnie liczba obywateli Niemiec, którzy chcą w Bielsku-Białej zdawać egzamin na prawo jazdy. Problem w tym, że wszyscy oni zostali wcześniej pozbawieni prawa prowadzenia pojazdów mechanicznych i obecnie znajdują się w okresie tzw. próby.
Podobnie jak w naszym kraju, prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości jest w Niemczech przestępstwem. W takich przypadkach sądy orzekają utratę prawa jazdy, przy czym odzyskanie uprawnień wymaga nie tylko złożenia powtórnego egzaminu, ale i zaliczenia testów psychologicznych. Bywa, że kandydat na kierowcę musi przejść także badania toksykologiczne organizmu, np. wątroby. W ten sposób można stwierdzić, jak często dana osoba zagląda do kieliszka. Czynności prawne związane z odzyskaniem prawa jazdy kosztują w sumie kilka tysięcy euro, lecz nikt nie ma stuprocentowej pewności, jak zakończy się procedura.
Dlatego Niemcy bez prawa jazdy jadą do Polski, aby za wschodnią granicą ominąć restrykcje przewidziane w swoim ustawodawstwie i wydatnie skrócić okres próby. Żeby znów leganie zasiąść za kierownicą, kandydat musi złożyć w urzędzie oświadczenie, że nigdy dotąd nie posiadał prawa jazdy. Trzeba też potwierdzić na piśmie pobyt w Polsce przez co najmniej 185 dni w roku oraz kontakty zawodowe lub osobiste w naszym kraju. Po przejściu tej procedury, Niemcy muszą zaliczyć kurs w szkole jazdy i zdać egzamin państwowy w WORD.
Jak nieoficjalnie dowiedział się nasz portal, w całym kraju - a głównie w województwach sąsiadujących z RFN - prokuratury prowadzą co najmniej kilka postępowań w takich sprawach. Ich wspólnym mianownikiem są oszustwa dokonywane przez obywateli niemieckich na szkodę Państwa Polskiego. Część oszustów trafia na Podbeskidzie. W przestępstwie pomagają im Polacy. Jak dotąd, w starostwie i ratuszu Niemcy wyłudzili około stu praw jazdy.
Od maja ub.r. śledztwo w tej sprawie prowadzi również Prokuratura Rejonowa w Bielsku-Białej. Jak dotąd, udało jej się przedstawić sześciu osobom zarzut popełnienie przestępstwa polegającego na udziale w zorganizowanej grupie przestępczej. Wszyscy podejrzani są obywatelami polskimi. Jak poinformowała nas zastępca bielskiego prokuratora okręgowego Małgorzata Borkowska, grupa pomagała Niemcom w wyłudzaniu tzw. poświadczenia nieprawdy.
Nam udało się ustalić, że w toku czynności kontrolnych wszczętych w urzędach oraz w śledztwie natrafiono na wiele fałszerstw w dokumentacji składanej w procedurze ubiegania się o prawo jazdy. Były osoby, które potwierdzały Niemcom fikcyjne zameldowanie na Podbeskidziu, a nawet związki intymne kandydatów na kierowców z Polkami. Jeden z instruktorów fałszywie potwierdził ukończenie kursu w jego szkole jazdy. Bez zarzutu były natomiast dokumenty z WORD. Niemcy bez problemów zdawali polski egzamin państwowy, choć czasem zgłaszali się na niego w asyście... tłumacza.
Do procesu sądowego w tej sprawie nie doszło, gdyż od pół roku śledztwo jest zawieszone. Nasz portal dowiedział się, że prokurator nie wykona żadnych czynności śledczych dopóki nie otrzyma pomocy prawnej od niemieckich organów ścigania. Bielska prokuratura zwróciła się do 26 prokuratur niemieckich o przesłuchanie w charakterze świadków obywateli RFN celem m.in. potwierdzenia ich pobytu w Polsce, odbycia szkolenia teoretycznego i praktycznego, zdania egzaminu, przeprowadzonych badań lekarskich oraz posiadania niemieckiego prawa jazdy, a także okoliczności uzyskania dokumentu uprawniającego do kierowania pojazdami w Polsce.
Rzecznik prokuratora krajowego Katarzyna Szeska nie umiała nam powiedzieć, jak długo trzeba czekać na pomoc prawną z Niemiec w podobnych sprawach. Ponoć są wnioski załatwiane w kilka tygodni, ale bywają postępowania trwające wiele miesięcy. Wygląda na to, że bielskie śledztwo będzie żmudne i długotrwałe. Jego dalsze postępy zależą od postawy niemieckich prokuratorów, którzy doskonale wiedzą, że ich polscy koledzy już obecnie dysponują dowodami pozwalającymi na postawienie zarzutów obywatelom RFN (wyłudzenie poświadczenia nieprawdy). W takiej sytuacji świadek zamieniłby się w ściganego.
Do bielskich urzędów wciąż wpływają nowe wnioski od obywateli Niemiec o wydanie prawa jazdy.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 2464 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›