Naciąganie na tysiące
Problem pobierania od uczniów pieniędzy za praktyczną naukę zawodu przez wiele lat - mimo że dotykał niemałą grupę społeczeństwa - nie wychodził na światło dzienne. Tymczasem za przyjęcie ucznia na praktyki wielu rodziców musiało zapłacić nawet kilka tysięcy złotych!
Jedni rodzice płacili, bo myśleli, że tak ma być, inni - bo wiedzieli, że jeśli nie zapłacą, dziecko straci szansę na naukę wymarzonego zawodu. Zapłaci bowiem inny rodzic. Tę bulwersującą sprawę „Kronika” poruszała w ubiegłym roku. Sygnały o pobieraniu od uczniów pieniędzy docierały również do dyrektorów szkół oraz Cechu Rzemiosł Różnych i Małej Przedsiębiorczości w Bielsku-Białej, zrzeszającego rzemieślników. Niestety, były to sygnały anonimowe, co w praktyce - z uwagi na liczbę uczniów oraz zakładów ich szkolących - uniemożliwiało interwencję.
Cech wprowadził więc zasadę, zgodnie z którą przy zawieraniu umowy o praktyczną naukę zawodu rodzic ucznia oraz mistrz szkolący spisują oświadczenie, że rodzic nie będzie ponosił żadnych kosztów związanych z przyjęciem dziecka na praktykę. Zasada ta, jak pokazał czas, okazała się skuteczna. - Odkąd ją wprowadziliśmy, nie mieliśmy ani jednego sygnału o pobieraniu pieniędzy od rodziców - mówią w biurze Cechu Rzemiosł Różnych i Małej Przedsiębiorczości.
Branżą, która najczęściej pojawiała się w sygnałach od płacących za możliwość odbywania praktyk, była branża fryzjerska - zapewne z uwagi na ogromne zainteresowanie zawodem. Również sprawa, którą rozpatrywał Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej, dotyczyła firmy z tej branży. Pełnomocnik, a zarazem mąż właścicielki firmy, która trafiła przed oblicze Temidy, pobierał od rodziców uczniów przyjmowanych na praktyki po 3 tys. zł „na wydatki związane z nauką zawodu fryzjera”. Wprowadzał ludzi w błąd, informując, że jest to warunek konieczny do podjęcia praktyki i w ten sposób doprowadzał ich - jak to określa kodeks karny - do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Czyn taki jest zagrożony karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat. Jak ustalono, pełnomocnik pobrał pieniądze od rodziców dziewięciu uczniów.
Sprawą zajmował się najpierw bielski oddział Okręgowego Inspektoratu Pracy i to inspekcja skierowała ją do sądu. Inspektorzy ujawnili w firmie jeszcze wiele innych nieprawidłowości, jak nieterminowe wypłacanie wynagrodzeń i nieodprowadzanie składek ubezpieczeniowych ZUS, a nawet niezapewnienie uczniom prawidłowego toku szkolenia zawodowego - przedsiębiorca nie dostarczał im niezbędnych narzędzi pracy i środków kosmetycznych.
Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej uznał przedsiębiorców za winnych, a stanowisko to utrzymał później Sąd Okręgowy, do którego ci się odwołali. Pełnomocnik właścicielki firmy został skazany na łączną karę dwóch lat pozbawienia wolności, którą warunkowo zawieszono na pięcioletni okres próby. Został ukarany nie tylko za działanie względem uczniów i ich rodziców, ale i utrudnianie w firmie kontroli prowadzonej przez inspektorów pracy.
Właścicielkę firmy skazano na karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Oboje w okresie próby zostali oddani pod dozór kuratora, sąd orzekł też wobec nich zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie usług fryzjerskich na okres 3 lat. Pełnomocnika firmy sąd zobowiązał ponadto do naprawienia wyrządzonych szkód, czyli do zwrotu pobranych od rodziców uczniów pieniędzy. Wyrok wobec niego jest już prawomocny.
- Nie wolno żądać zapłaty za zatrudnienie pracownika młodocianego - mówi Janusz Grygierczyk, kierownik bielskiego oddziału Okręgowego Inspektoratu Pracy. (efa)
.jpg)

Klauzula informacyjna ›