Idą krwawe święta
Grudniowe święta kojarzą się nam głównie ze spokojem i radością. Ale nie dla wszystkich zbliżająca się data 24 grudnia oznacza szczęście. W tej ostatniej grupie niewątpliwie znajdują się… karpie. Żeby sprawa była jasna, nie jesteśmy ortodoksyjnymi zielonymi, którzy wypuszczają ryby do rzek lub namawiają do zmiany wigilijnego jadłospisu. Uważamy jednak, że każdej istocie, w tym karpiowi, należy się godna śmierć.
Kilka dni temu zadzwoniła do nas jedna z naszych czytelniczek. Na wstępie zapewniła, że nie jest członkiem żadnego ekologicznego stowarzyszenia, ale widok ryb, które leżą w sklepie w niewielkim pojemniku bez wody i bezsilnie otwierają pyszczki, chwycił ją za serce. Do tego stopnia, że próbowała skontaktować się z kimś z dyrekcji hipermarketu, żeby wyjaśnić tę sytuację. Oczywiście, do rozmowy z niewygodną klientką nikt się nie palił. Postanowiła więc zainteresować sprawą nasz portal.
Zdychające zoo
Wybraliśmy się do wskazanego hipermarketu. Odszukaliśmy stoisko rybne, przy którym stał spory basen, a nad nim pochylali się rodzice pokazujący swoim dzieciom męczące się ryby. Podobne sceny widuje się zwykle w zoo. Ryb było tyle, że jedne na drugich leżały bokiem, a ostatnia „warstwa” zaledwie do połowy była zanurzona w wodzie. Część z nich rzucała się, nie godząc się z sytuacją, w jakiej się znalazły. Inne nie miały już na to siły. Sprzedawczyni, której zwróciliśmy uwagę na to, że ryb jest za dużo lub wody za mało, z oburzeniem parsknęła, że przecież mają wodę.
O ocenę tej sytuacji poprosiliśmy rzeczniczkę sieci sklepów Dorotę Petejko. Dostarczyliśmy jej też dowody w postaci fotografii stoiska rybnego. Rzeczniczka obiecała, że skontaktuje się z dyrekcją bielskiego oddziału. Po krótkim czasie otrzymaliśmy stanowisko szefa sklepu w Bielsku-Białej. Zdaniem dyrektora, pierwsze zdjęcie musiało być wykonane podczas wymiany wody w basenie. Dlatego część ryb czekała w wanience na wpuszczenie do pełnego basenu, który – co widać na drugim zdjęciu – jest już do połowy napełniony. Tłumaczenie dyrekcji nie do końca nas przekonuje. Tak się akurat składa, że fotografia ryb w wanience bez wody została wykonana dzień wcześniej.
Dorota Patejko zapewniła nas, że do wszystkich placówek na terenie Polski zostały rozesłane informacje o tym, jak trzeba transportować i przechowywać żywe ryby. - Po pierwsze, muszą być one umieszczone w basenie o gładkich brzegach, żeby się nie poraniły. Muszą też mieć wystarczającą ilość odpowiednio napowietrzonej wody. Po drugie, ryby mają być sprzedawane w namiotach ustawionych na zewnątrz. Karpie są zimnolubne i to zmniejsza ich stres. Po trzecie, w naszym sklepach nie zabijamy ryb. Dlatego też oferujemy klientom wiaderka, żeby w reklamówkach nie nieśli żywych zwierząt do domu. Obsługa każdego działu rybnego przeszła szkolenie z humanitarnego traktowania ryb. Karpie pochodzą z polskich gospodarstw rybackich, które znajdują się stosunkowo blisko sklepu. W ten sposób do minimum skracamy drogę transportu dla ryb.
Prawo do godnego umierania
Wymienione przez rzeczniczkę zalecenia są wytycznymi zawartymi w piśmie Głównego Lekarza Weterynarii do wojewódzkich i powiatowych lekarzy weterynarii. Na podstawie ustawy o ochronie zwierząt sformułowano zasady transportu, przetrzymywania oraz zabijania ryb. Czynności te powinny być dokonywane w sposób humanitarny, polegający na zadawaniu minimum cierpienia fizycznego i psychicznego.
- Zakazane jest uśmiercanie ryb w obecności dzieci - precyzuje zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Bielsku-Białej Zenon Dobija. - Wielkość basenu należy dopasować do ilości ryb w taki sposób, aby zapewnić im znośne warunki bytowania, a więc możliwość egzystencji zgodnie z ich potrzebami gatunkowymi. Sposób przetrzymywania żywych ryb musi uwzględniać dobrostan zwierząt oraz wykluczyć narażanie ich na niepotrzebne cierpienia. Artykuł 1 ustawy o ochronie zwierząt dosadnie mówi, że zwierzę nie jest rzeczą. Jako istota żyjąca, jest zdolna do odczuwania cierpienia.
Makabryczna tradycja
Jeśli nawet pozostałe sklepy przywołanej sieci handlowej stosują się do zasad humanitarnego traktowania ryb, to tłumaczenie warszawskiej rzeczniczki nie kończy kwestii przedświątecznej męczarni karpia. Prawdopodobnie ze względu na mało przytulny wygląd ryb, ich los nie wzrusza ludzi tak, jak np. dola pobitego psa. Przetrzymywanie karpi w warunkach, w których nie mają zapewnionej dostatecznej ilości wody i przestrzeni można porównać do sytuacji psa przywiązanego do drzewa w lesie.
Oprócz nieczułych sprzedawców, źródłem cierpień wigilijnego karpia są klienci, którzy żywe ryby niosą do domu w… reklamówkach. Potem trzymają je przez noc w malutkich wiaderkach, a na koniec - na oczach pacholąt - tatuś uśmierca zwierzaka. Taka jest polska tradycja. Ludzie na ogół nie wiedzą, że ryby odczuwają ból, strach i inne negatywne doznania, gdyż poziom rozwoju ich układu nerwowego - zwłaszcza mózgu - jest porównywalny z niektórymi ssakami.
Magdalena Dydo
Artykuł wyświetlono 2106 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
arrrr
dziwi mnie to oburzenie skoro w chwilę później te ryby idą pod młotek lub nóż...
zuza
Wszystkim osobom, które kupując karpia a dalej w reklamówkach jednorazowych poddają cierpieniu to zwierzę, z okazji nadchodzących Świąt życzę aby spotkał ich ten sam los!!! Tyle.
Wujek Moe
Skandal !!! Prawie wszędzie tak to wygląda. Święta :D.......ogólny "biznes", paranoja i ludzka znieczulica !!!
smutny_ktm
Biedne rybki, przeciez one nie mają się jak ruszyć w tej wanience.
madzia
Zgadzam się z dziennikarką. Może są pewne polskie tradycje, ale ryby nie muszą się tak męczyć!!!
Kasia
Zapraszam do bielskiego schroniska dla zwierząt i kontroli czy w papierach się wszystko zgadza. Pewnie nie. Ludzie którzy tam pracują to typowy przykład braku kompetencji i olewania zwierząt. To jest szok!!!

Klauzula informacyjna ›