Mówią, że pachniało trupem
Grupa grotołazów z Bielska-Białej wróciła właśnie z Albanii, gdzie eksplorowała tamtejsze jaskinie. Na miejscu czekały na bielszczan węże, skorpiony i niedźwiedzie. Jedna osoba otarła się o śmierć.
Wyprawa Eksploracyjna Speleoklubu Bielsko-Biała w Góry Północno Albańskie "Prokletije" trwała dwa tygodnie, od 8 do 21 sierpnia. Grupa śmiałków działała na północny-wschód od miejscowości Koplik w północnej Albanii, między szczytami Stogut )1693 m) o Bigës së Gimajt (2331 m). Nasz portal był patronem medialnym tej ekspedycji.
- Zlokalizowaliśmy wiele otworów i kilka dolin. Eksplorowaliśmy kilka jaskiń, w tym najgłębszą o nazwie Nadzieja: o głębokości 171 m i długości 286 m - chwali się Tomasz Stryczek, kierownik wyprawy.
Łączna długość skartowanych przez bielszczan obiektów wynosi prawie 700 metrów. Grupa prowadziła działalność z obozu zlokalizowanego na wysokości 1100 m n.p.m. W wyższych partiach zostawiała depozyt sprzętu, dzięki czemu nie trzeba było codziennie nosić ciężkiego wyposażenia.
- Nie obeszło się bez miejscowych zagrożeń w postaci węży, skorpionów i podobno jednego niedźwiedzia, o którym dowiedzieliśmy się od miejscowych dopiero na końcu wyprawy - opowiada Tomek. - Jedna osoba została ranna po uderzeniu kamieniem i miała dużo szczęścia, unikając śmierci. W naszym żargonie mówi się, żę pachniało trupem - dodaje ze śmiechem kierownik wyprawy, podkreślając, że wtedy na miejscu nikomu nie było do śmiechu.
Wyprawa Eksploracyjna Speleoklubu Bielsko-Biała w Góry Północno Albańskie "Prokletije" trwała dwa tygodnie, od 8 do 21 sierpnia. Grupa śmiałków działała na północny-wschód od miejscowości Koplik w północnej Albanii, między szczytami Stogut )1693 m) o Bigës së Gimajt (2331 m). Nasz portal był patronem medialnym tej ekspedycji.
- Zlokalizowaliśmy wiele otworów i kilka dolin. Eksplorowaliśmy kilka jaskiń, w tym najgłębszą o nazwie Nadzieja: o głębokości 171 m i długości 286 m - chwali się Tomasz Stryczek, kierownik wyprawy.
Łączna długość skartowanych przez bielszczan obiektów wynosi prawie 700 metrów. Grupa prowadziła działalność z obozu zlokalizowanego na wysokości 1100 m n.p.m. W wyższych partiach zostawiała depozyt sprzętu, dzięki czemu nie trzeba było codziennie nosić ciężkiego wyposażenia.
- Nie obeszło się bez miejscowych zagrożeń w postaci węży, skorpionów i podobno jednego niedźwiedzia, o którym dowiedzieliśmy się od miejscowych dopiero na końcu wyprawy - opowiada Tomek. - Jedna osoba została ranna po uderzeniu kamieniem i miała dużo szczęścia, unikając śmierci. W naszym żargonie mówi się, żę pachniało trupem - dodaje ze śmiechem kierownik wyprawy, podkreślając, że wtedy na miejscu nikomu nie było do śmiechu.
Uczestnikami wyprawy byli: Krzysztof Borgieł, Michał Ganszer, Jerzy Ganszer, Zdzisław Grebl, Marcin Gwóźdź, Karolina Juroszek, Paweł Kasperkiewicz, Wojciech Kozik, Kazimierz Kucia, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Wacław Michalski, Błażej Nikiel, Sebastian Potok, Jerzy Pukowski, Tomasz Stryczek, Tomasz Szopa, Michał Wójcik oraz Sylwia Wójcik.
Osoby, które marzą o podobnych przygodach powinny zgłosić się do klubu przy ul. 1 Maja 45 we wtorek, 13 września o godz.18.45. Odbędzie się wówczas spotkanie organizacyjne przed rozpoczynającym się kursem taternika jaskiniowego. Więcej informacji można szukać na stronie www.speleo.bielsko.pl.
Foto: Jerzy Ganszer, Tomek Szopa, Tomek Stryczek
Osoby, które marzą o podobnych przygodach powinny zgłosić się do klubu przy ul. 1 Maja 45 we wtorek, 13 września o godz.18.45. Odbędzie się wówczas spotkanie organizacyjne przed rozpoczynającym się kursem taternika jaskiniowego. Więcej informacji można szukać na stronie www.speleo.bielsko.pl.
mad
Foto: Jerzy Ganszer, Tomek Szopa, Tomek Stryczek
Artykuł wyświetlono 3513 razy.
Galeria:
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również














Klauzula informacyjna ›