Miejskie gołębie to obiekt zarówno zachwytów, jak i przekleństw mieszkańców wielu dużych, zabytkowych miast. Czy i kto w Bielsku-Białej z nimi walczy?

                                       Nieskuteczne zapory

Stada gołębi na skwerach i placach, wlatujących w urokliwe zaułki czy krążących nad starówką przydają miastu uroku. Z drugiej jednak strony, te same „ptaszyska” paskudzą tak strasznie, że można je uznać  za miejskie szkodniki. Zwłaszcza że ich odchody są bardzo żrące. Rozsypują się od nich w proch dopiero co odnowione wielkim wysiłkiem elewacje budynków, rdzewieją metalowe dachy i parapety. Słowem - istny koszmar.

Dlatego miejskie gołębie, chociaż tak chętnie fotografowane i dokarmiane w czasie spacerów, są jednocześnie w miastach wszelkimi sposobami dyskryminowane, by ograniczyć ich szkodliwy wpływ na miejską infrastrukturę. Siatki, kolce, chemiczne, wizualne i  akustyczne odstraszacze chronią już nie tylko zabytkowe gmachy i budynki, lecz także zwykłe domy i balkony. Środki te są niezbędne, aby można było normalnie żyć. Miejskie środowisko  tak dobrze bowiem służy tym latającym „bestiom”, że rozmnażają się na potęgę. 

Co rusz pojawiają się pomysły jak ograniczyć liczbę gniazdujących w miastach ptaków. I to zarówno pomysły dość drastyczne, na przykład odstrzał nadwyżki gołębi, po bardziej humanitarne, oparte na antykoncepcji przymusowo gołębiom aplikowanej. Do tej pory jednak projekty te napotykały - również w Bielsku-Białej - na stanowczy sprzeciw ekologów i miłośników tych ptaków. Tymczasem widać wyraźnie, że od pewnego czasu nad Bielskim lata coraz mniej gołębi. Co więcej, zaobserwować można dziwne ich zachowania.

Gołębie jakby zatraciły instynkt samozachowawczy. Stały się bardziej śmiałe, nie uciekają jak niegdyś w popłochu przed ludźmi czy nadjeżdżającymi samochodami. Widząc jakieś zagrożenie najwyżej niespiesznie oddalają się drepcząc. Czyżby ktoś po cichu  zaaplikował im jakieś środki  osłabiające ich ptasie instynkty? A może bielskie gołębie chorują na jakąś dziwną chorobę lub niszczy je niezdrowa dieta? Wiadomo bowiem od dawna, że to, co służy ludziom, nie służy dzikim zwierzętom. Zwłaszcza chleb zawierający sól i drożdże dla ptaków może być zabójczy. Tymczasem gołębie w mieście żywią się głównie tym, co dostaną od ludzi. Głównie suchym chlebem.

                                                                                    Akcji nie było

Z informacji uzyskanych przez „Kronikę” w miejskim ratuszu wynika, że żadna akcja ograniczająca  populację gołębi nie była i nie jest w mieście prowadzona. Pracownica Wydziału Ochrony Środowiska przyznała jednak, że może ktoś po cichu, na własną rękę, gołębie podtruwa. Zastrzegła wszakże, iż żadne informacje na ten temat do ratusza nie dotarły. Dodała, że też obserwuje od pewnego czasu dziwne zachowanie niektórych ptaków, kompletnie nie reagujących na zagrożenie.

Także  Katarzyna Stachura, powiatowy lekarz weterynarii w Bielsku-Białej, zapewniła nas, że nic jej nie wiadomo o tym, aby w mieście prowadzone były jakieś działania ograniczające liczbę miejskich gołębi. Podobnie jak i o tym, aby ich populacja cierpiała na jakąś chorobę. Nie kryła jednak, że zdarza się czasami,  iż padają one ofiarą zatrucia środkami ochrony roślin. Rolnicy chronią wysiewane na pola zboże przed grzybami i pasożytami zaprawiając je silnie toksycznymi substancjami. Wyjadając takie nasiona, ptaki ulegają zatruciu.

                                                                                    Dwa gatunki

Więcej informacji na temat dziwnych zachowań bielskich gołębi udzielił nam ornitolog Jan Król, od lat obserwujący ich populację. Przyznał że w centrum miasta  obserwuje się  nieco mniej ptaków niż dawniej. - Dla porządku wyjaśnię, że mamy do czynienia z dwoma gatunkami gołębi spotykanymi na bielskich placach i ulicach. Jeden to gołąb sierpówka, w mieście jedynie gniazdujący a większą część życia spędzający poza nim. Drugim jest gołąb miejski, czyli zaaklimatyzowany na stałe do tego środowiska gołąb skalny - mówi Jan Król dodając, że w całej Polsce od pewnego czasu obserwuje się ogólny spadek populacji sierpówki.

 - Ma to najprawdopodobniej związek ze zmianami środowiskowymi - tłumaczy ornitolog. Co zaś się tyczy gołębi miejskich, to trudno stwierdzić czy faktycznie w Bielsku ich ubyło, czy tylko zmieniły nieco sposób funkcjonowania w miejskim środowisku. - Dawniej na przykład na placu Chrobrego obserwować można było ogromne, liczące nawet kilkaset sztuk, stado. Teraz wyraźnie podzieliło się ono na mniejsze grupki, które spotkać można na ulicach otaczających ten plac - wyjaśnia Jan Król dodając, że możliwe, iż miejskich gołębi jest tyle samo co dawniej, lecz  trudniej je teraz zaobserwować.

Natomiast ich dziwne - nad podziw odważne - zachowania ornitolog tłumaczy tym, iż miejskie gołębie tak bardzo zaaklimatyzowały się już w nowym środowisku, że najzwyczajniej w świecie przestały się bać ludzi, samochodów czy nawet zwierząt domowych. I teraz padają ofiarą swojej „nonszalancji”. Nie każdy bowiem pies, kot czy samochód jest tak niegroźny, jak się gołębiom wydaje...

Tekst i foto: Marcin Płużek