Zespół MRKS Czechowice-Dziedzice nie był w niedzielne popołudnie faworytem meczu z bielskim Rekordem, a jednak zwyciężył. Dla podopiecznych trenera Mirosława Szymury był to lodowaty prysznic po wysokim zwycięstwie nad rezerwami Podbeskidzia.
 
Początek meczu był wprost wymarzony dla drużyny gości. Po zamieszaniu w polu karnym, do piłki dopadł Piotr Nikodem, który z zimną krwią wykorzystał dekoncentrację defensorów Rekordu. Po tym golu czechowiczanie nieco głębiej cofnęli się na swoją połowę, a bielszczanie nie potrafili sobie poradzić z przyjezdnymi dobrze zorganizowanymi w obronie. Nie pomagały rajdy Daniela Kasprzyckiego, wrzutki Krystiana Papatanasiu i aktywność Bartosza Woźniaka.
 
Goście raz po raz groźnie kontratakowali i w 38. minucie powinni podwyższyć prowadzenie, lecz futbolówka po strzale głową Grzegorza Sztorca jedynie ostemplowała słupek bramki Krzysztofa Michałowskiego. Pierwsza połowa obfitowała w ostre starcia. Po jednym z nich, drugim żółtym kartonikiem został ukarany Łukasz Szędzielarz i goście w drugiej połowie musieli sobie radzić w dziesiątkę.
 
Po wznowieniu gry obraz wydarzeń na boisku miał podobny scenariusz. Gospodarze bili głową w mur, nie potrafiąc znaleźć sposobu na szczelne zasieki MRKS. Metoda niezliczonej ilości dośrodkowań i długich piłek w pole karne nie przynosiła pożądanego efektu. Grający w osłabieniu czechowiczanie byli nawet blisko zdobycia drugiego gola, gdy w 72. minucie Nikodem trafił w spojenie słupka z poprzeczką bramki Michałowskiego.

Ostatecznie lepsi okazali się piłkarze MRKS, którzy dosyć niespodziewanie pokonali Rekord. Dla podopiecznych trenera Szymury był to lodowaty prysznic po wysokim zwycięstwie nad rezerwami Podbeskidzia.
 
Więcej czytaj na Sportowych Beskidach. 
 
pH