Uczelnia czy kabaret?
Okres studiów wspomina się przez całe życie. Studenci Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Bielsku-Białej mają to jak w banku. Przypomnijmy: kiedy studenci przyszli 7 listopada na kolejne weekendowe zajęcia, zastali zamknięte drzwi i umieszczoną na nich kartkę z informacją, że zajęcia, zostały odwołane.
W czwartek, 12 listopada, czyli w dniu, w którym ukazała się nasza publikacja, ze studentami AHE spotkali się przedstawiciele uczelni: dziekan Wydziału Zamiejscowego AHE w Wodzisławiu Śląskim Antoni Augustyn i dziekan kierunku zarządzania Aneta Woźniakowska-Moskwa z Łodzi. Salę w Szkole Podstawowej nr 10 im. Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja, gdzie zawsze odbywały się wykłady, szczelnie wypełnili studenci AHE, a wśród nich reporter „Kroniki” (incognito). Spotkanie przypominało kabaret, choć studentom nie było do śmiechu.
Ale po kolei... Ponieważ Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wykazało szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu uczelni, nakazało jej zamknąć oddziały zamiejscowe, których miała w całym kraju ponad 60! - Zamknęliście przed nami drzwi i nawet nie byliście łaskawi niczego wyjaśnić. Na pana miejscu byłoby mi wstyd! - stwierdziła na początek bielskiego spotkania jedna ze studentek, za co otrzymała gromkie brawa.
- Mnie też jest wstyd, proszę mi wierzyć - odpowiedział dziekan Augustyn i dodał, że nie znajduje słów, żeby wyrazić swój żal. Niestety, oprócz żalu dziekan nie podał żadnych konkretów, a te, wnosząc po reakcjach studentów, byłyby bardziej wskazane. Zresztą dziekan już raz spotkał się ze studentami, było to miesiąc wcześniej, kiedy pojawiały się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach i przyszłość uczelni może być zagrożona. Wtedy dziekan przekonywał, że to tylko szum medialny, którym nie ma sensu się przejmować.
Skoro wiarygodność dziekana z Wodzisławia została podważona, oczy zebranych zwróciły się ku pani dziekan, która pofatygowała się aż z Łodzi. Stwierdziła, że w stolicy Podbeskidzia są bardzo duże korki. Studenci zamiast o korkach woleli jednak mówić o studiach. Niestety, pani dziekan oznajmiła, że na jej miejscu powinni się raczej znaleźć kwestor i prawnik. Krótko mówiąc, do Bielska przyjechały osoby kompletnie nieprzygotowane do rozmowy ze studentami, których wypowiedzi budziły śmiech albo irytację głównych zainteresowanych.
Na tym właściwie można by zakończyć relację ze spotkania studenci - władze uczelni, bo nic z niego nie wyniknęło. Pytanie tylko: co dalej? AHE prowadzi w Bielsku dwa kierunki: pedagogikę i zarządzanie, na których studiuje około setki żaków. Teoretycznie naukę na AHE można kontynuować, bo uczelnia może ciągle kształcić studentów w Łodzi. Pytanie brzmi, czy to się opłaci, bo co będzie, jeśli się okaże, że uczelnia zostanie zlikwidowana?
- Czy państwo dacie nam gwarancję, że tak się nie stanie? - pytali studenci podczas bielskiego spotkania. Takiej gwarancji nie otrzymali, bo dziś chyba nikt nie wie, jakie będą losy tej egzotycznej szkoły wyższej. - Jestem zbyt uczciwy, żeby wam obiecać, że uczelnia przetrwa - powiedział dziekan Augustyn, czym wywołał rozbawienie. Poza tym studiowanie w Łodzi wiąże się z dojazdami. Być może uczelnia będzie częściowo pokrywała koszty, ale w jakiej części i czy w ogóle - znowu nie wiadomo. Studenci, którzy decydowali się na studia w Bielsku-Białej nie mają ochoty dojeżdżać do Łodzi i trudno im się dziwić. - Decydowaliśmy się na tę szkołę właśnie dlatego, że można było studiować w Bielsku. Dziś okazuje się, że nie możemy tutaj kontynuować nauki - powiedziała „Kronice” studentka Magda Knapczyk.
Najgorzej mają studenci ostatniego roku zarządzania, bo na tym kierunku - decyzją MNiSW - uczelnia może kształcić tylko do końca lutego. Jej przedstawiciele zaproponowali studentom, żeby zrobili dwa semestry w czasie jednego i do lutego obronili prace. Byłoby to możliwe w ramach indywidualnego toku studiów. Ale czy legalne? Czy ministerstwo nie zakwestionuje takiego rozwiązania? Dziekan Woźniakowska-Moskwa twierdziła, że to zgodne z ustawą o szkolnictwie wyższym, ale jej wyjaśnienia nie wszystkich przekonały.
W ogóle na czwartkowym spotkaniu można było odnieść wrażenie, że uczelni, a przynajmniej jej obecnym w Bielsku przedstawicielom, byłoby najbardziej na rękę, gdyby studenci po prostu odeszli. Tyle że to też nie takie proste. Można odejść, ale gdzie? Kto będzie chciał ich przyjąć? Zwłaszcza że, jak stwierdził jeden ze studentów, kiedy na innych uczelniach słyszą o żakach z AHE, nawet nie mają ochoty rozmawiać.
Część studentów rzeczywiście chce już tylko rozwiązać umowy z uczelnią i odzyskać swoje papiery. Ale nawet z tym jest problem. Dlatego studenci zapowiedzieli ostre kroki: - Skierowaliśmy pismo do władz uczelni z informacją, że jeśli w najbliższym czasie nie odzyskamy naszych dokumentów, poinformujemy organy ścigania - mówi studentka Izabela Pilarz.
- Zakpili z nas, przyjechali kompletnie nieprzygotowani, tylko po to chyba, żeby nam mydlić oczy. Chcemy już tylko odebrać nasze dokumenty. Przypuszczam, że uczelnia zwleka, bo do czasu rozwiązania umowy musimy opłacać studia! - dodaje inna studentka Renata Wróbel.
Do chwili zamknięcia tego numeru nie było możliwe skontaktowanie się z rzecznikiem prasowym łódzkiej uczelni. Zapewne ma obecnie sporo pracy...
Wojciech Małysz
.jpg)
W czwartek, 12 listopada, czyli w dniu, w którym ukazała się nasza publikacja, ze studentami AHE spotkali się przedstawiciele uczelni: dziekan Wydziału Zamiejscowego AHE w Wodzisławiu Śląskim Antoni Augustyn i dziekan kierunku zarządzania Aneta Woźniakowska-Moskwa z Łodzi. Salę w Szkole Podstawowej nr 10 im. Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja, gdzie zawsze odbywały się wykłady, szczelnie wypełnili studenci AHE, a wśród nich reporter „Kroniki” (incognito). Spotkanie przypominało kabaret, choć studentom nie było do śmiechu.
Ale po kolei... Ponieważ Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wykazało szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu uczelni, nakazało jej zamknąć oddziały zamiejscowe, których miała w całym kraju ponad 60! - Zamknęliście przed nami drzwi i nawet nie byliście łaskawi niczego wyjaśnić. Na pana miejscu byłoby mi wstyd! - stwierdziła na początek bielskiego spotkania jedna ze studentek, za co otrzymała gromkie brawa.
- Mnie też jest wstyd, proszę mi wierzyć - odpowiedział dziekan Augustyn i dodał, że nie znajduje słów, żeby wyrazić swój żal. Niestety, oprócz żalu dziekan nie podał żadnych konkretów, a te, wnosząc po reakcjach studentów, byłyby bardziej wskazane. Zresztą dziekan już raz spotkał się ze studentami, było to miesiąc wcześniej, kiedy pojawiały się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach i przyszłość uczelni może być zagrożona. Wtedy dziekan przekonywał, że to tylko szum medialny, którym nie ma sensu się przejmować.
Skoro wiarygodność dziekana z Wodzisławia została podważona, oczy zebranych zwróciły się ku pani dziekan, która pofatygowała się aż z Łodzi. Stwierdziła, że w stolicy Podbeskidzia są bardzo duże korki. Studenci zamiast o korkach woleli jednak mówić o studiach. Niestety, pani dziekan oznajmiła, że na jej miejscu powinni się raczej znaleźć kwestor i prawnik. Krótko mówiąc, do Bielska przyjechały osoby kompletnie nieprzygotowane do rozmowy ze studentami, których wypowiedzi budziły śmiech albo irytację głównych zainteresowanych.
Na tym właściwie można by zakończyć relację ze spotkania studenci - władze uczelni, bo nic z niego nie wyniknęło. Pytanie tylko: co dalej? AHE prowadzi w Bielsku dwa kierunki: pedagogikę i zarządzanie, na których studiuje około setki żaków. Teoretycznie naukę na AHE można kontynuować, bo uczelnia może ciągle kształcić studentów w Łodzi. Pytanie brzmi, czy to się opłaci, bo co będzie, jeśli się okaże, że uczelnia zostanie zlikwidowana?
- Czy państwo dacie nam gwarancję, że tak się nie stanie? - pytali studenci podczas bielskiego spotkania. Takiej gwarancji nie otrzymali, bo dziś chyba nikt nie wie, jakie będą losy tej egzotycznej szkoły wyższej. - Jestem zbyt uczciwy, żeby wam obiecać, że uczelnia przetrwa - powiedział dziekan Augustyn, czym wywołał rozbawienie. Poza tym studiowanie w Łodzi wiąże się z dojazdami. Być może uczelnia będzie częściowo pokrywała koszty, ale w jakiej części i czy w ogóle - znowu nie wiadomo. Studenci, którzy decydowali się na studia w Bielsku-Białej nie mają ochoty dojeżdżać do Łodzi i trudno im się dziwić. - Decydowaliśmy się na tę szkołę właśnie dlatego, że można było studiować w Bielsku. Dziś okazuje się, że nie możemy tutaj kontynuować nauki - powiedziała „Kronice” studentka Magda Knapczyk.
Najgorzej mają studenci ostatniego roku zarządzania, bo na tym kierunku - decyzją MNiSW - uczelnia może kształcić tylko do końca lutego. Jej przedstawiciele zaproponowali studentom, żeby zrobili dwa semestry w czasie jednego i do lutego obronili prace. Byłoby to możliwe w ramach indywidualnego toku studiów. Ale czy legalne? Czy ministerstwo nie zakwestionuje takiego rozwiązania? Dziekan Woźniakowska-Moskwa twierdziła, że to zgodne z ustawą o szkolnictwie wyższym, ale jej wyjaśnienia nie wszystkich przekonały.
W ogóle na czwartkowym spotkaniu można było odnieść wrażenie, że uczelni, a przynajmniej jej obecnym w Bielsku przedstawicielom, byłoby najbardziej na rękę, gdyby studenci po prostu odeszli. Tyle że to też nie takie proste. Można odejść, ale gdzie? Kto będzie chciał ich przyjąć? Zwłaszcza że, jak stwierdził jeden ze studentów, kiedy na innych uczelniach słyszą o żakach z AHE, nawet nie mają ochoty rozmawiać.
Część studentów rzeczywiście chce już tylko rozwiązać umowy z uczelnią i odzyskać swoje papiery. Ale nawet z tym jest problem. Dlatego studenci zapowiedzieli ostre kroki: - Skierowaliśmy pismo do władz uczelni z informacją, że jeśli w najbliższym czasie nie odzyskamy naszych dokumentów, poinformujemy organy ścigania - mówi studentka Izabela Pilarz.
- Zakpili z nas, przyjechali kompletnie nieprzygotowani, tylko po to chyba, żeby nam mydlić oczy. Chcemy już tylko odebrać nasze dokumenty. Przypuszczam, że uczelnia zwleka, bo do czasu rozwiązania umowy musimy opłacać studia! - dodaje inna studentka Renata Wróbel.
Do chwili zamknięcia tego numeru nie było możliwe skontaktowanie się z rzecznikiem prasowym łódzkiej uczelni. Zapewne ma obecnie sporo pracy...
Wojciech Małysz
.jpg)
Artykuł wyświetlono 4970 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›