W jego żyłach płynie benzyna
Od najmłodszych lat Maciej Stańco wykazywał niezwykły talent sportowy. Zaczęło się od narciarstwa alpejskiego. W tej dyscyplinie sportu był siedmiokrotnym wicemistrzem Polski w kategorii juniorów i seniorów. Śnieg nie był jednak jego żywiołem. Pasjonowały go rajdy. Mimo braku przychylności swojego ojca do tego pomysłu, wsiadł na motocykl i rozpoczął starty w motocrossie.
Za kierownicą Stańco spisywał się doskonale. Szesnaście razy z rzędu zwyciężał w zawodach zaliczanych do klasyfikacji mistrzostw Polski. Jego 9, 11 i 12. pozycja w Crossie Narodów jest do dzisiaj wynikiem nie do pobicia dla kolejnych pokoleń polskich motocrossowców. Zdobył łącznie trzy tytuły mistrza Polski w motocrossach oraz jeden w rajdach Enduro. Chciał jednak rywalizować z najlepszymi i aby dopiąć swego,wyjechał do Kanady.
Za oceanem szybko znalazł się w czołówce i otrzymał propozycję ścigania się „na ulicy”. Ale Stańco wolał utaplać się w błocie niż w irchowych rękawiczkach dosiadać motocykla. Z biegiem czasu doznał kilku poważnych urazów. Zaczął więc coraz częściej rozmyślać o powrocie do ojczyzny.
- Uświadomiłem sobie, że na obczyźnie mogę zostać kaleką i nie będzie miał mnie nawet kto nakarmić. Przecież całą rodzinę miałem w Polsce - wspomina Stańco. - Podczas wyścigu motocrossowego skórę w okolicach ramienia przebił mi jeden z drutów, które miałem po złamaniu. Pod znieczuleniem wepchnięto go na powrót do barku i kontynuowałem wyścig. Rozsądek wziął górę i w 1994r. „Max” znowu zawitał w rodzinne strony.
Długo nie pozostał bezczynny - w żyłach pana Macieja płynie przecież benzyna. Znany kierowca rajdowy Andrzej Fedorowicz nie musiał go więc namawiać do powrotu na tor wyścigowy. Stańco przesiadł się wtedy do auta. Później rozważał nawet pomysł startów na stadionach żużlowych, ale ostatecznie pozostał przy czterech kółkach.
Początki nie były łatwe. - Przez pierwsze trzy lata dokładałem do interesu. Załatwienie inwestora do sportu z tak dużym budżetem jest niezwykle ciężkie. Głównie dlatego, że ściganie się w tym wydaniu nie jest medialne. Udało nam się znaleźć jednak sponsora strategicznego, producenta olejów silnikowych - nie kryje zadowolenia Stańco.
W krótkim czasie zaczął wygrywać na torach, by w błyskawicznym tempie stać się najlepszym kierowcą wyścigowym w Polsce. Jak na razie, ma w kolekcji pięć tytułów mistrza Polski w klasyfikacji generalnej, Grand Prix Polski oraz dwa zwycięstwa w długodystansowych samochodowych mistrzostwach kraju. Także na arenach międzynarodowych nie brak mu sukcesów. Dzięki sponsorowi ma do dyspozycji sztab fachowców, który jest współautorem jego sukcesów. Zespół mechaników pod batutą bielszczanina zajmuje się też przebudową i przygotowaniem pojazdów innych kierowców, którzy nie mają czasu na dopilnowanie stanu technicznego swoich samochodów.
W krótkim czasie zaczął wygrywać na torach, by w błyskawicznym tempie stać się najlepszym kierowcą wyścigowym w Polsce. Jak na razie, ma w kolekcji pięć tytułów mistrza Polski w klasyfikacji generalnej, Grand Prix Polski oraz dwa zwycięstwa w długodystansowych samochodowych mistrzostwach kraju. Także na arenach międzynarodowych nie brak mu sukcesów. Dzięki sponsorowi ma do dyspozycji sztab fachowców, który jest współautorem jego sukcesów. Zespół mechaników pod batutą bielszczanina zajmuje się też przebudową i przygotowaniem pojazdów innych kierowców, którzy nie mają czasu na dopilnowanie stanu technicznego swoich samochodów.
Myli się ten, kto twierdzi, że ściganie się na torach wyścigowych, to łatwy kawałek chleba. Pojazd, w którym jeździ Stańco jest szczelną kapsułą. Od wewnątrz ogrzewana ciepłem silnika i skrzyni biegów, z zewnątrz ogniskuje promienie słoneczne. - W upalne dni temperatura wewnątrz samochodu przekracza często 70 stopni. Po kilku okrążeniach, jestem cały mokry. W trakcie wyścigu tracę do trzech kilogramów wagi.
W roku 2001 bielski mistrz - wraz z Andrzejem Dziurką - wystartował w Rajdzie Paryż-Dakar. Obaj kierowcy mieli wtedy dużo szczęścia. Od belgijskiej firmy otrzymali używany samochód, co poza brakiem doświadczenia mogło być największym problemem tego duetu. Niełatwo było też z pozyskaniem środków na tę wyprawę. - Próbowaliśmy zdobyć pieniądze od Orlenu, ale stwierdzono, że i tak nie mamy szans na ukończenie rajdu, więc odprawiono nas z kwitkiem. Ostatecznie dzięki pomocy Belgów musieli zdobyć zaledwie 25 proc. środków na to przedsięwzięcie. Stanęli na stracie i ... zajęli trzecie miejsce w swojej klasie. Wynik ów dał im doskonałe 35.miejsce w klasyfikacji generalnej.
Start w takim rajdzie jest nie tylko wielką przygodą, ale i ogromnym wysiłkiem. W czwartym dniu zawodów obu rajdowców dopadł kryzys. - Pytaliśmy siebie nawzajem, co takiego uczyniliśmy złego, że musimy być w tym piekle? Później, z każdym dniem było coraz lepiej i w końcu jazda zaczęła przynosić nam przyjemność. Gdy udało im się wreszcie przetrwać najgorsze chwile, wygrali aż dziesięć odcinków specjalnych z rzędu!
Maciej Stańco na własnej skórze przekonał się, jakim niebezpiecznym wyścigiem jest „Dakar”. Spośród siedemnastu samochodów startujących w tej samej grupie, tylko trzy nie dachowały, w tym pojazd Polaka. Każdego roku ktoś przypłaca życiem start w tej gigantycznej imprezie i to niekoniecznie poprzez swoja brawurę. Obecnie Rajd Dakar odbywa się w bezpieczniejszej Ameryce Południowej.
- W tej edycji, kiedy my startowaliśmy, akurat nikt nie zginął, ale urwało nogi motocykliście, który wpadł na minę pozostawioną przez afrykańskich rebeliantów. Gdy jechaliśmy przez kolejne kraje Afryki, na trasach stali żołnierze uzbrojeni po zęby. Mimo tego, bielszczanin chce powrócić na trasę rajdu. Jego drugim sportowym marzeniem jest 24-godzinny wyścig Le Mans. W imprezie tej nie startował nigdy żaden Polak, ale udział w niej wymaga wyłożenia niezwykle dużych pieniędzy.
Jak długo jeszcze będzie się ścigał? - Znany aktor Paul Newman wystartował w 24- godzinnym wyścigu Daytona, gdy miał 82 lata. Mam więc jeszcze spory zapas - żartuje 45-letni sportowiec.
Kiedy znuży go ryk silników, jedzie do stadniny koni w Jawiszowicach, której jest właścicielem. Tę pasję dzieli z małżonką i swoimi dziećmi. - Lubię jazdę w stylu „western”. Jeśli mi się nie poukłada w sporcie motorowym, to chyba wystartuję w zawodach konnych. To jest dyscyplina, którą można uprawiać do siedemdziesiątki...
Paweł Hetnał
Artykuł wyświetlono 2303 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›