Skazane na powolną śmierć
Szerokofrontowe, bielone, o zrębowej konstrukcji, wiązane na rybi ogon, czasem z kamienną podmurówką albo murowane - z sienią dzielącą dwie izby. Można je zliczyć na palcach. W większości butwiejące, z zapadniętymi dachami, wilgocią podchodzącą do połowy ścian. Z tabliczkami: ”Nie wchodzić! Grozi zawaleniem!”. Niektóre ponad stuletnie, choć nie wszystkie wpisane do rejestru obiektów zabytkowych.
Wielokulturowa historia Bielska-Białej i okolicy odcisnęła się nie tylko w stylach architektonicznych miejskich kamienic, ale również budynków wiejskich. W rezultacie II wojny światowej zostali wywłaszczeni niemieccy bauerowie, a ich mienie przeszło na własność państwa. Po repatriacji ludności z Kresów Wschodnich, wiele rodzin z okolic Tarnopola, Stanisławowa, Lwowa lub Złoczowa przesiedlono na poniemieckie gospodarstwa, zwłaszcza w Wapienicy, Kamienicy, i Jaworzu. Jest to najsłabiej opisany fragment historii naszego regionu, choć żyją jeszcze ludzie będący świadkami tamtych zdarzeń.
Wśród domów pochodzących z XVIII i XIX wieku można znaleźć drewniane chałupy charakterystyczne dla tradycyjnej architektury wiejskiej, a także murowane budynki typowe dla regionu Śląska Cieszyńskiego. Zarówno te wpisane, jak i nie wpisane do rejestru wymagają gruntownej renowacji. Nawet jeśli posiadają status zabytków, prywatnym właścicielom nie przysługuje żadne dofinansowanie remontowe, a prace konserwatorskie są niezwykle drogie. Mieszkańcy wielu z tych domów, to ludzie starsi. Niektóre stale zmieniają właścicieli albo przez długi czas nikt ich nie dogląda. Ze względu na konieczność stałej konserwacji, utrzymanie tych obiektów w nienagannym stanie okazuje się praktycznie niemożliwe.
W zabytkowej substancji wszystkie prace remontowe, w tym związane z detalami kształtującymi estetykę budynku muszą być skonsultowane i zatwierdzone przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. Nie można w nich wykonywać żadnych prowizorycznych działań po tzw. mniejszych kosztach. Ograniczenia formalne są oczywiście słuszne. Tyle, że w sytuacji braku jakichkolwiek środków prywatnych nawet budynki teoretycznie objęte opieką prawną są za cichym przyzwoleniem władz skazane na zniszczenie.
Przykładem może być zburzona we wrześniu 2009 r. ponad 150-letnia zabytkowa chałupa przy ulicy Zniczowej w Wapienicy. Jadąc ulicą Cieszyńską w stronę centrum, nie sposób było nie zwrócić na nią uwagi. Historia jej upadku wydaje się być typowym rezultatem ignorancji ludzkiej oraz absurdu przepisów dotyczących obiektów zabytkowych.
- Obiekt ten miał zostać przeniesiony do Parku Etnograficznego w Chorzowie. Ekspertyza Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wykazała, że ze względu na fatalny stan nadaje się jedynie do zburzenia – powiedział obecny właściciel gruntu, na którym stał zabytek. - Żałuję tylko, że dopiero po zburzeniu dowiedziałem się, że w środku była belka z datą budowy - 1853. Chciałbym zachować ją na pamiątkę.
Chałupa na Zniczowej kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Wedle relacji okolicznych mieszkańców, jeszcze dziesięć lat temu była zasiedlona. Od co najmniej trzech lat nie można było wchodzić do środka, gdyż groziła zawaleniem. Z racji wpisania jej na listę obiektów zabytkowych, nie wolno było również wykonywać żadnych „prowizorek”, a koszty całkowitej renowacji znacznie przewyższały możliwości finansowe kolejnych właścicieli.
Jak każdy stary budynek, miała swoją barwną historię. W okresie międzywojennym mieściła się w nim szkoła ludowa, w której uczyły się dzieci różnych kultur i wyznań. Pamiętają o tym jeszcze najstarsi mieszkańcy Wapienicy. Teraz można ją oglądać jedynie na fotografiach.
Wielu właścicieli najstarszych chałup pamięta czasy, kiedy obecne dzielnice miasta były jeszcze wsiami z przysłowiowymi „kilkoma chałupami na krzyż”. Ilość chałup bynajmniej nie wzrosła, tyle że trzeba ich wypatrywać pomiędzy willami, osiedlami czy wysokimi płotami. Niektóre stoją i straszą. Gołym okiem widać, że wymagają natychmiastowych prac remontowych.
Umieszczenie w rejestrze nie pociąga za sobą dotacji, ale daje możliwość składania wniosków o dofinansowanie remontu. Zakres obowiązków Miejskiego Konserwatora Zabytków nie obejmuje jednak obiektów pozostających w rękach prywatnych, a zatem nawet elementarna pomoc byłaby jedynie aktem dobrej woli władz miejskich.
Fundusze z budżetu miasta przeznaczane są przede wszystkim na renowację zabytków znajdujących się w centrum. Akty dobrej woli władz na peryferiach zdarzają się nader rzadko. Wygląda więc na to, że za kilka lat po tradycyjnej architekturze wiejskiej nie będzie w naszych okolicach nawet śladu.
Fundusze z budżetu miasta przeznaczane są przede wszystkim na renowację zabytków znajdujących się w centrum. Akty dobrej woli władz na peryferiach zdarzają się nader rzadko. Wygląda więc na to, że za kilka lat po tradycyjnej architekturze wiejskiej nie będzie w naszych okolicach nawet śladu.
Dagmara Stanosz
Artykuł wyświetlono 2076 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
Zibi
się wyburzu i postawić Sferę 3, Sfere 4 i Sferę 5 a potem połączy wszystko tunelami i będzie pięknie
Junior 1988
To strategia miasta-doprowadzić do ruiny i zbudować jak najwięcej nowych osiedli deweloperskich...ktoś na tym przecież ładnie zarabia? tzw wał
Andrzej Jakubiczka
Ta sytuacja wynika z braku przemyślanej polityki (czyli planowego, długofalowego działania) w zakresie ochrony zabytków miejskich. Zastępuje ją "płacz nad rozlanym mlekiem", kiedy już nie można odwrócić sytuacji. Znamienne jest, że Miejski Konserwator Zabytków w ciągu swojej wieloletniej pracy nie wystąpił z ani jednym wnioskiem o wpisanie jakiegoś obiektu do rejestru zabytków. Wykreślenia z rejestru, to bardzo chętnie! Pokutuje mit, że wpisanie zabytku do rejestru, to droga bardzo długa i żmudna, co jest oczywistą nieprawdą. Dobrze umotywowane wnioski są załatwiane bardzo szybko i skutecznie. Należy ponadto dodać, że w B-B stanowisko konserwatora zabytków znajduje się w strukturze Wydziału Architektury i Gospodarki Przestrzennej, co często rodzi konflikt interesów.
dddbb
Pod zdjęciami przydałyby się adresy - niejeden pewnie chciałby zobaczyć na żywo, zanim się zupełnie zawalą
bielszczanin1
a co z "budynkiem" pod (piekłem) na trasie bielsko-bystra,władze czakają aż ktoś zginie?

Klauzula informacyjna ›